501 dni - tak długo MON czekało z odpowiedziami nt. Macierewicza. To rekord kadencji

Jacek Gądek
MON pod wodzą Antoniego Macierewicza ignorowało pytania o ministra i Podkomisję Smoleńską. Po 501 dniach odpowiedzi doczekała się w końcu interpelacja dotycząca jego związków z amerykańskim lobbystą. To - póki co - rekord tej kadencji Sejmu.

Jednak w MON wciąż leży minimalnie starsze pismo ("w sprawie powołania międzynarodowej komisji dla wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej i sprowadzenia wraku Tu-154M do Polski"), które nie doczekało się odpowiedzi - gdy tylko nadejdzie, to pobije niechlubny wynik interpelacji nr 6975.

501 dni, ponaglenia, wydłużenie terminu

501 dni na odpowiedź czekała interpelacja "w sprawie ekspertyzy dotyczącej potencjalnych powiązań ministra Antoniego Macierewicza z byłym senatorem Alfonse'em D'Amato" (nr nr 6975). 10 dni z wymienionej liczby przeleżała u marszałka Sejmu. Złożyli ją Marcin Kierwiński i Cezary Tomczyk - posłowie PO. Data wpływu: 17 października 2016 r. Odpowiedź przyszła po 501 dniach, czyli po prawie 1,5 roku.

Zgodnie z konstytucją i regulaminem Sejmu ministerstwo ma obowiązek odpowiedzieć na piśmie - w ciągu 21 dni. MON za rządów Macierewicza jednak ten termin notorycznie ignorowało. Resort ten wciąż jest liderem wśród zapóźnionych ministerstw. Zwłaszcza kłopotliwe dla Macierewicza pytania o katastrofę smoleńską pozostawiano bez odpowiedzi albo ich udzielanie bardzo przeciągano.

Naciski na MON i Beatę Szydło

Aby wymusić na MON-ie odpowiedź, Kierwiński pisał do premier Beaty Szydło i marszałka Marka Kuchcińskiego z prośbą o zdyscyplinowanie Macierewicza, ignorującego kolejne pisma. A w lutym po raz drugi słał tę samą interpelację. W końcu poskutkowało.

W tym konkretnym przypadku posłowie PO chcieli wiedzieć, jakie są związki Macierewicza z Alfonse'em D'Amato - lobbystą z USA z branży militarnej, byłym amerykańskim senatorem. Ale także, dlaczego były już szef MON zatrudnił firmę z zewnątrz do ocenienia swoich kontaktów z tym lobbystą. - Czy w opinii MON zaistniała sytuacja nie nosi znamion wykorzystywania funkcji publicznej do celów prywatnych? - pytali zaczepnie.

Skomplikowana sprawa: śmigłowce, Macierewicz i były senator

Drążyli temat Macierewicza i D'Amato, bo w "Gazecie Wyborczej" dwa lata temu ukazał się tekst, który wskazywał na związki ministra oraz nadzorowanej przez niego Polskiej Grupy Zbrojeniowej z amerykańskim lobbystą. W odpowiedzi na tę publikację MON Macierewicza zamówiło analizę u Williama D. Cassidy'ego (prywatnie to znajomy ojca Edmunda Jannigera - byłego doradcy Macierewicza) z firmy The Human Resource Partnership.

Dziennik podkreślał: Macierewicz obiecywał, że armia kupi śmigłowce w zakładach PZL Mielec należących do firmy Lockheed Martin. D'Amato był lobbystą Lockheeda, a jednocześnie podlegająca Macierewiczowi PGZ płaciła firmie D'Amato (Park Strategies) prawie 60 tys. zł miesięcznie za usługi lobbingowe.

W odpowiedzi na tę publikację Cassidy ocenił, że żadnych niepokojących związków z lobbystą Macierewicz nie ma. Kilka akapitów jego tekstu na stronach MON nazwano "Niezależną ekspertyzą ws. nieprawdziwych publikacji". Posłowie PO nie dali wiary ekspertowi Macierewicza, więc dopytywali ministra.

Odpowiedź MON odsyła do współpracowników Macierewicza

Teraz, w ramach sprzątania po Macierewiczu, MON wziął się za nadrabianie zaległości w odpisywaniu posłom. Wiceminister Wojciech Skurkiewicz odpisał im jednak tylko tyle, że związki Macierewicza z D'Amato wyjaśnił zatrudniony przez Macierewicza ekspert.

Podkreślił, cytując opinię Cassidy'ego, że były senator USA i jego firma zostały zaangażowane przez PGZ w ramach przygotowań do szczytu NATO w Warszawie. Kosztów tej opinii jednak nie podano. A uderzając w Tomasza Piątka, autora tekstów o Macierewiczu w "GW", wiceszef MON odesłał do publikacji ministerstwa "Tomasz Piątek i jego kłamstwa. Raport" autorstwa dr. hab. Sławomira Cenckiewicza i dr. Dominika Smyrgały - byłych współpracowników Macierewicza.

Więcej o: