"Antoni wszystko wie!". Tuż przed rocznicą katastrofy sypie się Podkomisja i jej raport

Jacek Gądek
To pierwszy tak wyraźny sygnał, że Podkomisja Smoleńska nie ma czego pokazać w rocznicę katastrofy. Według wPolityce.pl Macierewicz zrezygnował z publikacji raportu, choć kilka wersji było już opracowanych, a ponadto członkom Podkomisji wygasają umowy.

To już kolejne informacje pokazujące, że wyjaśnianie katastrofy smoleńskiej przez Antoniego Macierewicza zmierza do kompromitacji.

"Antoni wszystko wie!"

Jedna z osób pracujących dla Podkomisji:

Szczerze powiedziawszy, to nic do mnie nie dotarło o tym, że na rocznicę ma być tylko film czy prezentacja. Nie mogę tego jednak przesądzać. Pyta mnie pan o sprawy, o których nie mam wiedzy.

A umowy, na podstawie których pracują członkowie Podkomisji? - Nigdy nikogo nie pytam, kto jaką i do kiedy ma umowę, a kto nie ma. Nie wiem tego - słyszymy. O własnej umowie też nie chce mówić.

Osoba, która pracowała dla Podkomisji:

Zobowiązaliśmy się do tego, aby niczego nie komentować. Tego się trzymamy. Najlepiej pytać pana Antoniego. Już przed wojną śpiewano, że "Antoni wszystko wie!".

Podkomisja ma zakończyć w sierpniu. Nie zdążą z badaniami

Decyzje o istotnych działaniach Podkomisji Smoleńskiej podejmuje Antoni Macierewicz. Ale nad nim jest - od momentu dymisji - jeszcze minister obrony Mariusza Błaszczaka, od którego zależy budżet Podkomisji i jej istnienie. Podkomisja - wedle decyzji MON - ma istnieć tylko do końca sierpnia tego roku. Jeszcze tylko pół roku.

O przedłużeniu jej żywota i pozostawieniu Macierewicza w fotelu szefa Podkomisji musi zdecydować przed tym terminem szef MON. A Mariusz Błaszczak ma dystans do zamachowych teorii Macierewicza.

Jednak Podkomisji za to wytrwale sprzyjało kilka mediów, choć już na przykład w tygodniku "Sieci" nie zabrakło cichej krytyki. Teraz informacje podane przez wPolityce.pl to dużo twardsze postawienie sprawy. Piórem Marka Pyzy - a więc dziennikarza, który od lat zajmuje się katastrofą smoleńską - serwis pisze, że Podkomisja Smoleńska de facto się rozsypuje (przeczytaj więcej o serii odejść naukowców z Podkomisji), a ustalenia są w powijakach.

Brak umów i brak raportu?

Nie dość bowiem, że na rocznicę nie zostanie zaprezentowany raport, to jeszcze część członków traci umowy, na podstawie których pracują w Podkomisji. Wedle aktualnej wersji gwoździem rocznicy ma być nie częściowy raport nazywany "technicznym", ale prezentacja czy też film podobne do tego, który Podkomisja zaprezentowała rok temu.

To, że Podkomisja nie zdąży z końcowym raportem, jest jasne od miesięcy. Tu warto przytoczyć najnowszą wypowiedź Macierewicza. W Radiu Warszawa szef Podkomisji mówił, że sam nie zapowiadał żadnego raportu, a była to jedynie "medialna kreacja" i "nieporozumienie".

- Było tak, że podjęto decyzję o zakończeniu comiesięcznych spotkań publicznych w związku z tą tragedią i był postulat, żeby w tym czasie opublikować informacje, które w danym momencie zostaną przez Podkomisję ustalone. I takie informacje zostaną opublikowane, ale na pewno nie będzie to raport ostateczny - dodał.

J. Kaczyński to mówił, a właściwie mówił dużo więcej

Macierewiczowi nie przeszło przez gardło nazwisko Jarosława Kaczyńskiego, który, stojąc przed Pałacem Prezydenckim, mówił w październiku minionego roku:

Na wiosnę 2018 r. powinniśmy mieć pomniki upamiętniające ofiary katastrofy smoleńskiej oraz ostateczne raporty tych, którzy dążą do tego, by ustalić prawdę. (...) I będzie prawda. Prawda, której jeszcze dzisiaj nie znamy, i ja jej nie znam, ale prawda albo stwierdzenie: dzisiaj, w tych okolicznościach, które mamy, tej prawdy do końca ustalić się nie da

- zastrzegł.

Raportu ostatecznego nie będzie. Macierewicz i jego współpracownicy podkreślają, że nie ma choćby wszystkich ekshumacji ciał ofiar i wyników sekcji, więc nie sposób napisać podsumowania. Ale to tylko wygodny argument i pretekst, bo jak dotąd żadna z sekcji nie wskazała na możliwość eksplozji na pokładzie samolotu.

Podobnie sprowadzenie badaczy z amerykańskiego National Institute for Aviation Research to sposób na umiędzynarodowienie badań i pozyskanie efektownych animacji. Badacze z USA z dokładnością do ułamków milimetra budują wirtualny model kopii Tu-154M i za jego pomocą mają symulować katastrofę. Ale jednocześnie Podkomisja nie jest w stanie stwierdzić z całą pewnością, czy samolot uderzył w brzozę czy nie. Opracowywanie danych, które badacze pozyskali w lutym może potrwać nawet rok. Nie ma więc mowy, aby zdążyli przed najbliższą rocznicą.

Sam Macierewicz zapewniał dzisiaj w radiu: - Na pewno tej wiosny zostanie opublikowany materiał, który pokaże, jakie fakty zostały ustalone i jakie z tego wynikają wnioski.

Ale o żadnych konkretach nie chciał mówić, jeśli chodzi o formę tej publikacji. Wiadome jest jednak to, że przyczyną katastrofy będą ogłoszone wybuchy.