MON po cichu wycofuje się z decyzji Macierewicza ws. "apeli smoleńskich"

Jacek Gądek
Porządkowania po Antonim Macierewiczu w MON ciąg dalszy. "Apele smoleńskie" nie będą już obowiązkowe, gdy organizator chce mieć wojskową asystę honorową - ustaliła Gazeta.pl.

Ta była jedna z - symbolicznie - najbardziej kontrowersyjnych decyzji Antoniego Macierewicza jako szefa MON. Polecił on, że wojsko może uświetnić jakąś uroczystość, tylko jeśli odczytany będzie "apel smoleński".

- Zgodnie z ceremoniałem wojskowym podczas uroczystości, w których uczestniczy wojskowa asysta honorowa, apele pamięci oraz apele poległych mogą, ale nie muszą być odczytywane. Apele są każdorazowo, indywidualnie opracowywane lub konsultowane na poszczególne uroczystości - nie ma i nie było jednej obowiązującej treści apeli - informuje Ministerstwo Obrony Narodowej w piśmie do Gazeta.pl.

Jednak decyzja Macierewicza o konieczności odczytywania "apelu smoleńskiego" była nieformalna - to ani rozkaz, ani prawne zarządzenie. Ale polecenie było faktycznie stosowane z uwagi na oczekiwanie i presję byłego już ministra.

Teraz to się zmienia. Dzisiejszy MON ma dystans do "apeli smoleńskich" i - równie nieformalnie jak wcześniej Macierewicz - de facto wycofuje się z praktyki zaprowadzonej przez byłego szefa resortu.

- Nie ma czegoś takiego jak "apele smoleńskie" - to pojęcie stworzyły media. Są apele pamięci i w ich czasie oddajemy hołd wszystkim tym, którzy na przestrzeni dziejów oddali życie w służbie Ojczyzny. Treść tych apeli jest dość płynna w zależności od uroczystości, a o ich treści decyduje MON. W kwestii apeli poruszamy się w jasno określonych ramach, które precyzują obowiązujące przepisy - mówi Wojciech Skurkiewicz, wiceminister obrony narodowej.

Owo "poruszanie się w jasno określonych ramach" i "przepisach" znaczy tyle, że skoro formalnie nie ma wymogu umieszczenia części smoleńskiej w apelu, to nie jest to żaden warunek. Nawet jeśli dla Macierewicza był.

Odczytywanie w ramach apeli pamięci także części poświęconej ofiarom katastrofy smoleńskiej wiele razy budziło już emocje i kontrowersje.Tak było choćby w 72. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, kiedy powstańcy negocjowali z Macierewiczem ograniczenie części dot. katastrofy smoleńskiej. Łączenie pamięci o żołnierzach z powstania '44 r. i ofiar katastrofy z 10 kwietnia krytykowali m.in. Marta Kaczyńska, Bronisław Wildstein i historyk prof. Andrzej Nowak. Do rewizji namawiał z kolei np. poseł PiS Jacek Świat, który w Smoleńsku stracił żonę.

Podobne kontrowersje "apel smoleński" budził przed uroczystościami 77. rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej. Z kolei obchody rocznicy Powstania Wielkopolskiego w Poznaniu odbywały się bez udziału wojska.

Zobacz także: Jak Andrzej Duda oddalił się od PiS