Julia Przyłębska jest niechlubnym wyjątkiem. Poprzednie nagrody "Sieci" jednak były za coś

Jacek Gądek
Julia Przyłębska "Człowiekiem Wolności 2017" tygodnika "Sieci". Została uhonorowana "za odważną i skuteczną obronę konstytucji". W istocie Przyłębska jest figurantką lojalną wobec obozu władzy, który okadza ją i dopieszcza, aby pozostała mu wierna.

Do tej pory laureaci nagrody tygodnika "Sieci" autentycznie mogli się czymś poszczycić. Prezes TK Julia Przyłębska staje się więc niechlubnym wyjątkiem. Dlaczego?

Duda, Kaczyński, Rymkiewicz, Szwagrzyk

Pierwszy laureat (2013): prof. Krzysztof Szwagrzyk. Dziś wiceprezes IPN - dużo bardziej zasłużony od swojego szefa. Jest historykiem, który od lat kieruje pracami archeologicznymi na "Łączce", gdzie jego ekipa wykopuje kolejne szczątki ofiar komunistycznego terroru. Tym bardziej kuriozalnie brzmią życzenia Szwagrzyka dla Przyłębskiej, aby "została jak dotąd niezłomna w służbie Rzeczpospolitej".

Potem "Sieci" uhonorowały (2014) Jarosława Marka Rymkiewicza. Dziś 83-letni poeta i pisarz ma na koncie wiele nagród, a jego wiersze są czytywane w szkołach. W ostatnich latach pisał w nich także o "krwi na białych rękawiczkach Tuska", sugerując jego winę za Smoleńsk. Jednak pisane w emocjach rymy i czasami napastliwe wywiady nie są w stanie przekreślić go jako twórcę.

Rok 2015: nagroda "Sieci" dla Andrzeja Dudy. Wygrać wybory prezydencki, choć było się skazywanym na porażkę, i otworzyć drogę do zwycięstwa swojej partii w wyborach do Sejmu, to była ogromna sztuka. Duda jej dokonał. W owym roku był człowiekiem, który osiągną ogromny osobisty sukces.

Rok 2016: Jarosław Kaczyński. Taki hołd "Sieci" dla prezesa PiS był niemal obowiązkiem pisma. Bez względu na ocenę polityki Kaczyńskiego, okazał się on "kreatorem królów" i - po latach porażek - sam zdobył rzeczywistą i ogromną władzę.

...i Przyłębska

Za rok 2017 "Człowiekiem Wolności" tygodnika jest sędzia Julia Przyłębska. "Sieci" utopiły ją w lukrze, opiewając jej walory intelektualne i moralne. TVP przez pomyłkę napisała o niej "profesor", podczas gdy jest raptem magistrem. Jan Mosiński z PiS ogłosił, że Przyłębska jest "niczym Anna Walentynowicz naszych czasów". Sławomir Cenckiewicz (biograf Walentynowicz) już stwierdził, że to "nieporozumienie".

Wszystkie te peany brzmią groteskowo i cytowanie ich dłużej byłoby przesadną złośliwością.

Prezes TK jak z anegdoty o Stalinie

A rzeczywistość jest taka, że do Przyłębskiej dużo lepiej niż porównanie do Walentynowicz pasuje anegdota związana ze Stalinem, którą Jarosław Kaczyński lubi czasami przywoływać. Otóż Stalin chciał powołać w Sowietach jednolity związek pisarzy radzieckich, a że ci, którzy byli skłonni mu służyć, byli beznadziejni, to rzekł: innych pisarzy nie mam. I tak musiał się na nich więc oprzeć.

Julia Przyłębska jest dziś prezesem TK, bo innych sędziów prezes PiS nie miał. Nota bene: Przyłębska jako rzekomo świetna prawniczka, "sędzia niepokorna" (to słowa posła PiS Marka Asta) napisała książek zero. Opiewając kompetencje Przyłębskiej nikt na gali "Sieci" nie wypominał jej raptem stopnia magistra, choć nieraz ochoczo to wypominano to Jerzemu Stępniowi (byłemu prezesowi TK, a dziś krytykowi PiS). Zresztą od objęciu przez Przyłębską fotela TK na stronach Trybunału nie ma już "prof." przed nazwiskami sędziów w ich wykazie.

Już nie ma kto obalać jej orzeczeń

O profesjonalizmie Przyłębskiej jako sędzi świadczy też fakt, że oceny jej pracy, gdy orzekała w Poznaniu, były mizerne. W 2001 r. gdy chciała ze stanowiska II sekretarza ambasady RP w Niemczech wrócić do orzekania w sądzie, to Kolegium Sądu Okręgowego w Poznaniu oceniło, że jej powrót "nie będzie korzystny dla wymiaru sprawiedliwości". Zarzucano jej, że niestabilnie orzeka, zbyt późno pisze uzasadnienia, a i tak 30-40 proc. jej orzeczeń było obalanych w II instancji. Poza tym często jej w pracy nie było.

Dziś jej orzeczeń wydawanych w TK nie ma już kto obalać. Trybunał orzeka mało, sądy coraz rzadziej wysyłają do niego zapytania prawne. Swoje obowiązki scedowała na zastępcę - prof. Mariusza Muszyńskiego, któremu nie można odmówić przebiegłości i wiedzy prawniczej. Od roku Trybunał nie chce nawet orzec, czy trzech sędziów TK jest sędziami Trybunału. Wszystko to nie przeszkadza wychwalać "Sieciom", że "TK działa wzorowo".

Kariera małżeństwa

Podczas gali opiewano niezależność Przyłębskiej, stronienie od partyjnych rozgrywek i nieafiszowanie się z sympatiami politycznymi. W rzeczywistości Przyłębska jest w TK komisarzem politycznym uzależnionym od PiS. Niewypowiedzianym argumentem za wymuszeniem posłuszeństwa od Przyłębskiej była już sprawa lustracyjna jej męża - ostatecznie został on oczyszczony z zarzutów, choć podpisał zobowiązanie do współpracy z SB i przekazał informację na temat kuzyna. Kariera dyplomatyczna Przyłębskiego cały czas jednak zależy od PiS, bo z ambasady w Berlinie może zostać odwołany w każdej chwili. Dzięki łaskawości PiS małżeństwo robi teraz jednak wielką karierę.

Sama Julia Przyłębska jako sędzia TK jest nieodwoływalna. PiS i prezydent uczynili ją prezesem TK, bo wobec niej mieli największą pewność, że nie skrewi, gdy będzie trzeba przyklepać jakąś ustawę jako zgodną z konstytucja czy utrącić "starych" sędziów TK. Od Przyłębskiej "dobra zmiana" de facto oczekiwała, aby TK stał się "trzecią izbą parlamentu" (tak prezes PiS mówił o TK pod wodzą prof. Andrzeja Rzeplińskiego). To się Przyłębskiej akurat udało.

W butach Rzeplińskiego

Jej poprzednikowi - Rzeplińskiemu - można zarzucać wiele: bełkotliwe wypowiedzi, bliskość do PO, a nawet próbę kompromisu politycznego czy przesadna aktywność w mediach. Jeśli ktokolwiek wiązał z Przyłębską nadzieje, że będzie nową i lepszą jakością, to się grubo mylił.

Nie sposób jednak nie zgodzić się z Jarosławem Kaczyńskim, który stwierdził, że Przyłębska "wniosła w tym ostatnim okresie naprawdę bardzo dużo, jeśli chodzi o podjęcie się i przeprowadzenie tej wielkiej przemiany". Prezes wprost też dodał, że prezes TK "być może stanie przed nowymi wyzwaniami.

Jestem pewien, że pani prezes da sobie z nimi radę, nawet jeśli będą bardzo trudne

- stwierdził prezes PiS.

Słowa J. Kaczyńskiego to podziękowanie za wierność i zobowiązanie jej do dalszego posłuszeństwa. Mimo ton lukru, hołdów, kadzenia i deklarowanego uwielbienia "Sieci" oraz PiS dla Przyłębskiej, to w obozie władzy nie ma wielkiego szacunku dla Przyłębskiej. Docenienie wierności żołnierza - tak. Ale autentyczny podziw - nie. Nawet jeśli cała "dobra zmiana" bije jej pokłony.

Więcej o: