Macierewicz ogłosił smoleński "przełom". Ale zastępca Ziobry ujawnił, że jest pewien problem

Jacek Gądek
Podkomisja smoleńska Antoniego Macierewicza, choć stwierdziła "przełom" i uznała, że Lech Kaczyński zginął w wyniku eksplozji na pokładzie Tu-154M, to swoich dowodów nie przekazała prokuraturze. I to od dwóch lat. Marek Pasionek - zastępca Zbigniewa Ziobry - pisze o tym oficjalnie i wprost.

- Teraz podkomisja lansuje już bardzo ostre wnioski, bo już nie "prawdopodobnie był wybuch", ale "był wybuch". Naturalną rzeczą dla prokuratury jest to, że chciałaby się dowiedzieć czegoś więcej o dowodach, zwłaszcza że o wybuchach mówi państwowa komisja - mówi osoba z kręgu śledztwa.

O dowody podkomisji na rzekomy zamach pytał poseł PO Krzysztof Brejza. Odpowiedzi na interpelację udzielił z kolei osobiście prokurator Marek Pasionek.

To on jest szefem zespołu śledczego nr 1 w Prokuraturze Krajowej, który prowadzi śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej. Jest też zastępcą Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry.

Pasionek pisze wprost: Prokuratura Krajowa zwróciła się w trybie przewidzianym w ustawie prawo lotnicze, o przekazanie wyników swoich badań na potrzeby śledztwa. Podkomisja do Ponownego Zbadania Przyczyn Katastrofy do tej pory nie poinformowała prokuratury o swoich ustaleniach dotyczących przyczyn katastrofy.

Prokuratura Krajowa zwracała się do podkomisji o wyniki jej badań na mocy prawa lotniczego. Prawo to mówi, że na potrzeby śledztwa prokuratorskiego śledczy mogą żądać m.in. ekspertyz i wyjaśnień świadków.

Podkomisja nic jednak nie dała prokuraturze. Coś się może zmienić, jeżeli będzie interweniował prezes PiS, ale nawet wtedy Antoni Macierewicz będzie się opierał. Faktem jest, że przez dwa lata mimo pism i nieformalnych monitów, nie doszło do przekazania żadnych informacji - mówi osoba z kręgu śledztwa.

Prokurator Marek Pasionek o braku współpracy z Podkomisją Antoniego Macierewicza pisze w dwa lata po jej powołaniu. Odpowiedź Pasionka datowana jest na 2 lutego (data wpływu) - już po ogłoszeniu przez Podkomisję wniosku o kilku wybuchach, które jako przyczynę katastrofy wskazał Frank Taylor. 

Dwa komunikaty o wybuchach

Te same stwierdzenia Taylora o wybuchach, które jako swoje przyjęła podkomisja, gremium to zakomunikowało już dwa razy. Pierwszy raz w dzień po dymisji Macierewicza (10 stycznia) z fotela szefa MON. A drugi raz 2 lutego. Pierwszy komunikat był lakoniczny i suchy. Drugi pełny był już przymiotników, charakterystycznych dla języka Macierewicza, opiewających Franka Taylora. W gruncie rzeczy Taylor (zewnętrzny współpracownik podkomisji) jedynie obejrzał to, co przygotowali mu członkowie Podkomisji i potwierdził ich tezy.

Najnowszy komentarz Jarosława Kaczyńskiego wskazuje, że nie ma on zaufania do ustaleń podkomisji Antoniego Macierewicza.

- Musimy czekać i nie możemy podejmować tutaj żadnych pochopnych decyzji. Lepiej powiedzieć, że pewnych rzeczy nie da się ustalić, niż ustalać je z ryzykiem błędu. Ja jestem zdecydowanym zwolennikiem takiej postawy. Być może trzeba będzie nawet jeszcze lat, żeby być zupełnie pewien, co się stało. Ale sądzę też, że na ósmą rocznicę będziemy mogli powiedzieć przynajmniej, co wiemy, a czego nie wiemy, gdzie są te punkty, które są w tej chwili nie do wyjaśnienia. Jedno wiemy na pewno: komisja Anodiny nie miała racji - powiedział po gali "Gazety Polskiej".

Kilka lat może jeszcze potrwać śledztwo prokuratury. Z kolei podkomisja smoleńska ma przedstawić swój raport techniczny już na ósmą rocznicę katastrofy. "Jedną z kluczowych konkluzji raportu technicznego stanowią":

  • wybuch w lewym skrzydle,
  • wybuchy w slocie, a także w centropłacie oraz brak wpływu brzozy na katastrofę.

Jak do tej pory dowody zgromadzone przez prokuraturę nie wskazują na wybuchy. Na rocznicę katastrofy smoleńskiej prokuratora najprawdopodobniej nie będzie jeszcze dysponować nawet kompletem wyników badań próbek z wraku, które przekazano do kilku instytutów badawczych na Zachodzie.

Marek Pasionek: Badania fizykochemiczne prowadzone są w laboratoriach w Anglii, Irlandii Północnej i Włoszech. Do tej pory nie uzyskano wyników z żadnego laboratorium, a więc eksperci Podkomisji, w tym pan Frank Taylor, nie mogli się z nimi zapoznać.

Z odpowiedzi zastępcy Prokuratora Generalnego wynika wprost, że Taylor i Podkomisja uznali ze 100-proc. pewnością, że doszło do wybuchów, choć nie dysponują nawet wiarygodnymi wynikami badań, czy na wraku są pozostałości po materiałach wybuchowych.

W śledztwie prokuratury brakuje jeszcze wyników badań wszystkich ekshumowanych ciał ofiar. Nie zakończył się zresztą sam proces wyjmowania kolejnych ciał z grobów. Dotychczasowe wyniki sekcji wykazały obrażenia są typowe dla wypadków lotniczych.

Więcej o: