"Koniec Macierewicza jest żałosny. Nigdy jeszcze nie został tak upokorzony - to pokaz siły Dudy"

Jacek Gądek
Dymisja Antoniego Macierewicza to historyczna data dla prezydentury Andrzeja Dudy. Głowa państwa sama się przekonała, że ma więcej siły, niż wszystkim wydawało się przez ponad dwa lata. Dziś huk jest ogromny, ale wyjdzie PiS-owi na dobre, bo koniec Macierewicza wygląda żałośnie.

Dymisja Antoniego Macierewicza to znak, że rząd Mateusza Morawieckiego ma być nowym otwarciem na serio i bez ściemy. Ojcem tej dymisji jest przede wszystkim Andrzej Duda. Huk przy wysadzeniu Macierewicza z fotela jest wielki, ale szkody dla PiS wbrew pozorom będą nikłe. W rachunku zysków i strat rządowi Morawieckiego jak i partii Kaczyńskiego ta dymisja wyjdzie na dobre.

Antoni Macierewicz ocierał się o szaleństwo

Atmosfera wokół Macierewicza gęstniała od ponad roku. Pierwszy rok jego panowania w ministerstwie był względnie spokojny: przedłużał dowódcom armii kadencje i podnosił płace żołnierzom. Ale po szczycie NATO w Warszawie (lipiec 2016 r.) kolejnymi szarżami rujnował swoją wiarygodność, pozycję w PiS i na arenie międzynarodowej.

Ośmieszał się i ocierał o szaleństwo. Wystarczy wspomnieć idiotyczne wypowiedzi o śmigłowcach, które rzekomo już kupuje, albo o Mistralach, które za dolara miały trafić do Rosji. Bądźmy szczerzy: Macierewicz bredził. A do tego jeszcze jego polityczny wehikuł - Podkomisja Smoleńska - zaczęła się sypać i kompromitować.

A przecież na początku kadencji Macierewicz był w rządzie tytanem. Dziś pozycja Macierewicza jest już tylko żałosna, a on sam jest poza gabinetem, a do tego w niełasce prezesa. Upokorzony. I to mimo nimbu "kapłana ludu smoleńskiego" oraz stanowiska wiceprezesa PiS. Jego pozycja jest żałosna do tego stopnia, że publicznie łajał go Jarosław Kaczyński, a wiceministrowie spieszyli się do odejścia. Ten obraz jest dla Macierewicza zawstydzający i ośmieszający. Nawet jeśli zostanie marszałkiem Sejmu, to będzie miał już tylko prawo się uśmiechać i gardłować na opozycję. Władza będzie dla niego tylko wspomnieniem.

Gdzie ci obrońcy Macierewicza?

Antoni Macierewicz nie ma w PiS liczących się obrońców. Obawy, że PiS się posypie, bo Macierewicz wpadnie w szał, są na wyrost. Dlaczego?

Po pierwsze i najważniejsze: Macierewicz zapracował sobie na nieufność ze strony Jarosława Kaczyńskiego, Andrzeja Dudy i Mateusza Morawieckiego.

Po drugie: "zakon PC", czyli najwierniejsi druhowie Kaczyńskiego, nie przepada za Macierewiczem. Zarzut, który od lat mu stawiają jest taki: w latach 90., gdy hartował się "zakon", Macierewicz był rozbijaczem prawicy.

Po trzecie: w PiS powszechny jest bezobjawowy ateizm smoleński i bezobjawowa wiara w zamach. Czyli wyczekiwanie na końcowy raport sypiącej się Podkomisji Smoleńskiej i wyniki profesjonalnego śledztwa prokuratury. Im jednak dalej, tym niemoc staje się bardziej oczywista i sprzeczna z wynikami śledztwa prokuratury. Wobec spodziewanego ostatecznego kolapsu Podkomisji nikt rozsądny nie będzie się identyfikował z Macierewiczem.

Po czwarte: o. Tadeusz Rydzyk lubi Macierewicza, który jest stałym bywalcem w Toruniu i wygłasza w TV Trwam cotygodniowe felietony. Macierewicz uchodzi za łącznika PiS z Radiem Maryja. O. Rydzyk jest jednak chłodnym graczem i oczywiście zawsze uśmiechnie się do Macierewicza, pochwali go, ale będzie trzymał z realną władzą, a nie uśmiechniętym byłym ministrem.

Po piąte: jedynych liczących się obrońców Macierewicz ma w środowisku "Gazety Polskiej". Medialne zaplecze ministra przez długie tygodnie podejmowało desperacką próbę jego obrony. Nieudaną - i to jest najlepszy dowód na sprawczość Tomasza Sakiewicza (szefa "GP").

Po szóste: Macierewicz nie ma nawet kilku lojalnych wobec siebie posłów. Co prawda są np. Anita Czerwińska (organizatorka miesięcznic) i Andrzej Melak (radykalny zwolennik tezy o zamachu), ale wątpliwe, aby ktokolwiek odszedł z klubu PiS, gdyby Macierewicz rzucił papierami na Nowogrodzkiej. Bardziej lojalnych ludzi Macierewicz ma wśród dawnych likwidatorów WSI (ale też nie wszystkich) i wśród rodzin smoleńskich.

Po siódme: legendarny "lud smoleński" jest głośny, ale niewielki. Najlepszym dowodem jest sondaż, w którym ludzie odpowiadali na pytanie, czy wierzą w zamach w takiej formie, jak to sufluje Macierewicz i jego eksperci (wybuch bomby termobarycznej). Wedle sondażu IBRIS wierzy w to raptem 6,5 proc. badanych. Nawet gdyby Macierewicz oskarżył J. Kaczyńskiego o sabotowanie wyjaśniania katastrofy, to skromny liczebnie "lud smoleński" w dużej mierze pozostałby przy prezesie PiS. Zresztą gdy Podkomisja Smoleńska już w kwietniu tego roku ogłosi swój raport, to wieczne wyjaśnianie katastrofy przez Macierewicza i jego ludzi, stanie się historią.

Podsumowując: pozbycie się Macierewicza z MON to racjonalne działanie. Huk przy tym ogromny, ale skutki dla PiS pożyteczne.

Mariusz Błaszczak, czyli głos prezesa

Antoni Macierewicz w MON to już przeszłość, a nowy minister obrony Mariusz Błaszczak to zapowiedz wygaszenia konfliktu z Andrzejem Dudą. Wojna Macierewicza z Dudą nie mogłaby wygasnąć bez dymisji nieobliczalnego i niesterowalnego ministra.

Błaszczak jest pod tym względem przeciwieństwem Macierewicza. Jest bezwzględnie posłuszny wobec Jarosława Kaczyńskiego. To od dziś nowa jakość w MON - nawet jeśli Błaszczak o armii nic nie wie.