Marcin Dubieniecki mówił, że to oni "chcą go uśmiercić". Teraz prokuratura odpowiada na zarzuty

Jacek Gądek
Prokuratura odpiera zarzuty Marcina Dubienieckiego o "chęć uśmiercenia go, nie tylko cywilnie, ale i fizycznie". Jak? Konsultowała się z lekarzem, który wcześniej prowadził oskarżonego. Akt oskarżenia ma trafić do sądu w tym roku, a potem zakładają możliwość ujawnienia części akt.

Marcin Dubieniecki jest znanym trójmiejskim i warszawskim adwokatem, a prywatnie byłym zięciem Lecha i Marii Kaczyńskich. Został zatrzymany 23 sierpnia 2015 r. Postawiono mu zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą przy wyłudzeniu 14,5 mln zł z PFRON, a także prania brudnych pieniędzy. W areszcie spędził 14 miesięcy. Wyszedł za poręczeniem 3 mln zł. Oskarżone są też i inne osoby - w tym żona adwokata.

Teraz, już na wolności, ale z zakazem opuszczania kraju i dozorem policyjnym, czeka na skierowanie przez prokuraturę aktu oskarżenia do sądu i start procesu. W wywiadzie dla Gazeta.pl Marcin Dubieniecki oskarżał śledczych: - Z uporem maniaka prokuratura uniemożliwia mi podjęcie bardzo ważnego dla mnie leczenia poza granicami Polski. A jest ono niezbędne i istotne dla mojego zdrowia, a nawet życia. Zakładam więc, że prokuratura chce mnie uśmiercić, nie tylko cywilnie, ale i fizycznie.

Później na Twitterze napisał (a potem usunął post), że "został wydany na niego wyrok i że to kwestia czasu, jak go zabiją".

Co na to śledczy z Prokuratury Regionalnej w Krakowie, która prowadzi sprawę? Postępowanie jest obecnie przedłużone do końca roku. Prokuratura w piśmie do nas zapewnia, że do tego momentu śledczy chcą skierować do sądu akt oskarżenie. Dubieniecki wielokrotnie narzekał, że prokuratura wciąż przesuwa rozpoczęcie procesu.

Boją się, że ucieknie

W odpowiedzi na te zarzuty prokuratura twierdzi, że ciągłe pozbawienie Dubienieckiego paszportu pozostaje uzasadnione, więc nie rezygnuje z tego środka zapobiegawczego. Według prokuratury przesłanki do tego, to bardzo duże prawdopodobieństwo popełnienia przez Dubienieckiego zarzuconych mu przestępstw, a także "uzasadnione obawy bezprawnego utrudniania (...) postępowania karnego". Śledczy obawiają się też - pisze w odpowiedzi dla Gazeta.pl rzecznik Włodzimierz Krzywicki - ucieczki Dubienieckiego.

Dubieniecki odparowywał na taki zarzut, mówiąc, że "gdyby chciał uciec, to by to zrobił już dawno". - Ale nawet o tym nie myślę. Mam świadomość, że moja ucieczka zostałaby odebrana jako przyznanie się do winy, a na to sobie nie pozwolę - zaznaczał.

Uzasadnieniem zakazu opuszczania kraju jest też to, że Dubienieckiemu grozi wysoka kara (nawet do 10 lat więzienia).

Najcięższy zarzut adwokata wobec prokuratury dotyczył jednak torpedowania jego leczenia, co - jak mówił nam oskarżony - zagraża jego życiu i zdrowiu. Śledczy podkreślają, że Marcin Dubieniecki i jego obrońcy faktycznie informowali prokuraturę o jego schorzeniach kręgosłupa. Ale prokuratura zapewnia: - Podjęto niezbędne działania zmierzające do ustalenia jego stanu zdrowia, uzyskując niezbędną dokumentację medyczną i zlecając przeprowadzenie stosownych badań i konsultacji. W tym konsultacji lekarza specjalisty z zakresu neurochirurgii prowadzącego w 2013 r. leczenie operacyjne podejrzanego oraz uzyskano stosowne opinie z zakresu medycyny sądowej - podkreśla prokuratura.

Według śledczych Dubienieckiemu zapewniono opiekę medyczną taką, jaką miał na wolności.

Jak się dowiadujemy z pisma prokuratury, po skierowaniu aktu oskarżenia śledczy mają rozważyć, czy przynajmniej znaczna części jego uzasadnienia zostanie opublikowana. - Umożliwi (to) zapoznanie opinii publicznej z dowodami zgromadzonymi w niniejszej sprawie - podkreśla prokuratura. Dubieniecki domagał się ujawnienia całego materiału dowodowego.

W rozmowie z nami mówił: - Jeżeli akt oskarżenia trafi w końcu do sądu, to zamierzam publicznie ujawnić wszystkie materiały z tego śledztwa. A jeżeli prokuratura będzie próbowała mi przeszkodzić, to i tak to uczynię. Łamiąc przy tym prawo.

Dwa lata z premier Beatą Szydło

Więcej o: