Prokuratura znów bierze się za Kukiza. Na celowniku mieszkanie wykupione od miasta

Jacek Gądek
Prokuratura rejonowa najpierw umorzyła postępowanie ws. wykupu mieszkania przez Pawła Kukiza. Jednak Prokuratura Okręgowa w Warszawie zdecydowała się wszcząć śledztwo. - To kolejny atak - ocenia współpracownik posła.

Sprawa dotyczy mieszkania na stołecznym Mokotowie, które z 90-proc. zniżką w 2010 r. wykupił Paweł Kukiz. Publikacje prasowe na ten temat bardzo mocno uderzyły w wizerunek posła.

Współpracownik Kukiza: to jest polityka

Mówi osoba z bliskiego otoczenia Pawła Kukiza: - To kolejny atak na Kukiz’15. Skoro wcześniej okazało się, że wszystko jest w porządku i umorzyli postępowanie, a teraz znowu odgrzewają tego kotleta, to właśnie tak to wygląda. Chcą Pawła dyskredytować i kompromitować. Skoro podczas wykupu mieszkania wszystko odbyło się zgodnie z prawem i są na to opublikowane przez Pawła dokumenty, a ta sprawa znów wraca, to widać, że szukają dziury w całym. Cóż, to jest polityka.

Doniesienie do prokuratury

Kilka miesięcy temu warszawski radny Piotr Guział (lider Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej) złożył do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Pawła Kukiza. Było to pokłosie publikacji "SE", który napisał, że za mieszkanie na Mokotowie Kukiz zapłacił miastu 25 tys. zł, choć w nim nie mieszkał i ma dom. Dziś Kukiz wycenia to 37-metrowe lokum na 350 tys. zł.

Guział podkreślał, że Paweł Kukiz mógł wykupić mieszkanie, ale pod warunkiem, że mieszkałby w nim razem z żoną. Szef Kukiz’15 ma tymczasem dom niedaleko Opola - w Łosiowie. W zawiadomieniu Guział pisał więc, że Kukiz mógł się dopuścić "wyłudzeniu poświadczenia nieprawdy poprzez wprowadzenie Dyrektora Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami w Dzielnicy Mokotów m.st. Warszawy w błąd co do miejsca zamieszkania (swojej żony - red.), a następnie posługując się uzyskaną w wyniku poświadczenia nieprawdy umową najmu doprowadził, w celu osiągnięcia dla siebie i swojej żony korzyści majątkowej w wysokości 226 tys. zł 299 zł 51 gr".

Sprawa prawie zamknięta

Z dokumentów, do których dotarła Gazeta.pl, wynika, że 25 października prokurator Jarosław Szarkowski z Prokuratury Okręgowej w Warszawie postanowił, że na nowo należy podjąć postępowanie dotyczące wykupu mieszkania przez Pawła Kukiza.

W uzasadnieniu stwierdzono, że wydana 1 września przez śledczych z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów decyzja o umorzeniu postępowania była "przedwczesna i zasadne jest dalsze kontynuowanie postępowania". Choć więc prokuratura rejonowa umorzyła wcześniej to postępowanie "wobec stwierdzenia braku znamion czynu zabronionego", to prokuratura wyższego szczebla uznała to za błąd.

Prokuratura Okręgowa zdecydowała o wszczęciu śledztwa w sprawie "doprowadzenia w dniu 14 kwietnia 2010 r., działając w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, do niekorzystnego rozporządzenia mieniem znaczącej wartości w kwocie 226 299,54 zł Urzędu Dzielnicy Mokotów m. st. Warszawy, za pomocą wprowadzenia w błąd pracowników Urzędu Dzielnicy Mokotów co do miejsca zamieszkania Pawła Kukiza i (jego żony - red.)" - czytamy w dokumentach prokuratury. A także ws. wprowadzenia w błąd co do "uprawnień w zakresie wykupu lokalu (...) wraz z 90-proc. bonifikatą, przy użyciu wyłudzonego w podstępny sposób poświadczającego nieprawdę dokumentu".

Śledztwo prowadzi teraz Prokuratura Okręgowa w Warszawie - Wydział III ds. Przestępczości Gospodarczej.

Kukiz: mieszkanie należało mi się jak psu buda

Gdy sprawa wypłynęła w mediach, to Paweł Kukiz oceniał, że mieszkanie "należało mu się jak psu buda". Był on bowiem najemcą tego mieszkania od 1993 r., a wcześniej mieszkały w nim jego mama i babcia.

Kukiz zwracał się do władz Warszawy o wykup mieszkania za 10 proc. wartości. Urzędnicy początkowo odmówili mu wykupu mieszkania, bo uznawali, że jego potrzeby mieszkaniowe są zabezpieczone w Łosiowie koło Opola. Tam Paweł Kukiz ma dom warty 1,5 mln zł. Urząd zamierzał mu wypowiedzieć umowę najmu z uwagi na to, że de facto w nim nie mieszka. Ostatecznie jednak dostał zgodę na wykup i w 2010 r. płacąc 25 tys. zł je przejął.

- To nie była transakcja życia. To się należało jak psu buda. Przez 65 lat moja rodzina płaciła czynsz - pisał Kukiz. I skarżył się, że budynek i sam lokal są w opłakanym stanie. Na dowód publikował dokumenty, w których opisywał odpadający tynk i spróchniały dach.

Zobacz także. Andrzej Duda wywołał aplauz na amerykańskiej uczelni. Uszczęśliwił studentów jednym zdaniem 

Więcej o: