Nie chcieli ronda Jarugi-Nowackiej. Teraz tłumaczą: Bóg jej może wybaczyć grzechy, ale my...

Słupscy radni tłumaczą w rozmowie z NaTemat, dlaczego głosowali przeciwko uhonorowaniu Izabeli Jarugi-Nowackiej w ich mieście. Jeden mówi o zemście za "hejt" na Lecha Kaczyńskiego, drugi argumentuje, że polityczka "stała na czele cywilizacji śmierci".

Od sierpnia jedno ze słupskich rond nosi imię Izabeli Jarugi-Nowackiej, wieloletniej posłanki, minister pracy i polityki społecznej, wicepremier w rządzie Marka Belki, która zginęła w katastrofie smoleńskiej. Jaruga-Nowacka urodziła się w Gdańsku, kandydowała do Sejmu z okręgu gdyńsko-słupskiego. Pomysłodawcą uhonorowania polityczki był prezydent Słupska, Robert Biedroń.

Córka nieżyjącej wicepremier ujawniła, że przeciwko jej upamiętnieniu zagłosowali słupscy radni PiS. Na Twitterze opublikowała nazwiska samorządowców, którzy byli "przeciw". Wśród nich byli: Tadeusz Bobrowski, Robert Kujawski, Robert Danielkiewicz (wybrany z list PiS), Anna Mrowińska i Zbigniew Wojciechowicz.

"Pan Bóg jej może wybaczyć grzechy, ale my..."

Redakcji NaTemat udało się skontaktować z kilkoma z nich. Ich tłumaczenia wołają o pomstę do nieba. I tak Zbigniew Wojciechowicz wyjaśniał, że głosował przeciwko, ponieważ Izabela Jaruga-Nowacka "opowiadała się za aborcją", a nawet "stała na czele cywilizacji śmierci", w związku z czym on, jako katolik, uważa, że polityczka nie jest patronem "godnym" i "wzorem dla młodzieży".

Wojciechowicz nadał sobie nawet wyjątkowe kompetencje do oceniania innych. - W katastrofie smoleńskiej zginęli ludzie dobrzy i ludzie źli. To byli przedstawiciele Sejmu. Pan Bóg jej może wybaczy grzechy, natomiast my radni musimy kształtować pewne wzorce uznając, że ktoś jest wartościowy. Bo jak nie będziemy mieć wzorców, to spowodujemy, że będzie chaos - powiedział.

Z kolei wiceprzewodniczący Rady Miejskiej Tadeusz Bobrowski bez żenady przyznał, że głosował przeciwko w ramach... zemsty. - Gdyby nie było hejtu na temat upamiętnienia świętej pamięci Lecha Kaczyńskiego w Słupsku, to przecież nie byłoby problemu z panią Jarugą-Nowacką - powiedział. Dodał, że byłą wicepremier szanuje, ale to nie ma nic wspólnego z głosowaniem. 

Politycy prawicy z szacunkiem

Skrajnie odmienne spojrzenie od radnego Wojciechowicza przedstawiał inny polityk PiS, wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński. Pytany w kwietniu o brak nazwiska Jarugi-Nowackiej na tablicy w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, podkreślał, że darzył ją szacunkiem, podobnie jak Jolantę Szymanek-Deresz, przedstawicielkę lewicy, która także zginęła w katastrofie smoleńskiej.

- Zawsze, nawet w tym studiu, ilekroć u ich boków siadałem, przecież niejednokrotnie pozwalałem sobie na dosyć mocne spory z ich koleżankami i kolegami z partii politycznych, natomiast te dwie panie zawsze traktowałem tak, jak należało je traktować - z olbrzymim szacunkiem i atencją - zapewniał.

Również Roman Giertych, którego trudno posądzić o lewicowe sympatie, a który z Jarugą-Nowacką spotykał się w Sejmie, wypowiada się o niej z sympatią. "Znałem ją i spierałem się, gdy była w rządzie, a ja byłem w opozycji. Ale była dobrym człowiekiem. Nadto mówić o zmarłych, że byli źli, to zwykłe chamstwo" - napisał na Twitterze.

Tablica w KPRM

W kwietniu 2017 roku, w 7. rocznicę katastrofy smoleńskiej, w KPRM odsłonięto tablicę upamiętniającą jej ofiary. Były na niej tylko trzy nazwiska: Lecha Kaczyńskiego, Przemysława Gosiewskiego i Zbigniewa Wassermanna. Premier Beata Szydło tłumaczyła, że chodzi o uczczenie tej części ofiar, które pracowały wcześniej w KPRM. Tak naprawdę jednak zapomniano wtedy o Izabeli Jarudze-Nowackiej, która była przecież wicepremierem w rządzie Marka Belki oraz sekretarzem stanu w KPRM za rządów Leszka Millera. CZYTAJ WIĘCEJ >>>

Po tym, jak zwróciliśmy w naszym tekście uwagę na brak Izabeli Jarugi-Nowackiej na tablicy, sprawę skomentowała jej córka. "Sztuka bycia przyzwoitym nawet 10 kwietnia jest im obca" - napisała Barbara Nowacka o posłach Prawa i Sprawiedliwości. - Pokazuje to, jak politycy PiS próbują wyrugować pamięć o niej i innych ofiarach katastrofy spoza partii. Szczególnie przykre jest, że nie mogli się od tego powstrzymać nawet 10 kwietnia - dodała w rozmowie z Gazeta.pl.

Kaczyński sugeruje, kiedy skończą się miesięcznice. "Po 96 marszach, a ofiar było 96"