Bitwa o kurtki w Lidlu. Tłumy w całej Polsce, zdemolowane sklepy. "Jakby walczyli o życie"

Jesiennie kurtki w atrakcyjnych cenach zwabiły do Lidla tłumy klientów. Do wielu sklepów ustawiały się kolejki, a w środku rozgrywały się dantejskie sceny.

Od soboty w ofercie Lidla dostępne są, a raczej były, kurtki termiczne. Odzież w kilkunastu wzorach i cenach od 79 zł za kurtkę dla dorosłych, do 59 zł za kurtkę dziecięcą, tak bardzo spodobała się klientom, że w większości sklepów rozeszły się natychmiast.

Lokalne portale zapowiadały, że może dojść do regularnych bitew. I miały rację. Jak informuje "Dziennik Zachodni", w jednym ze sklepów w Sosnowcu tłum ludzi w kilka minut zdemolował stoisko z kurtkami i okoliczne regały. Ci klienci, którzy dobiegli pierwsi, mieli problem z przeciśnięciem się poza falę ludzi.

"Przed niszczycielskim tłumem zasłonięto nawet roletami chłodnie" - podaje portal. W sosnowieckim Lidlu kilkukrotnie interweniowała kierowniczka sklepu, ostrzegając, że sprzedaż zostanie wstrzymana, a sklep zamknięty.

"Przepychanki, wyrywanie, krzyki"

Komentarze na temat walk o kurtki można przeczytać na profilu Lidla na Facebooku. W większości potwierdzają one doniesienia "Dziennika Zachodniego". 

"Pozdrawiam wszystkie Panie i Panów, którzy uczestniczyli dzisiaj w tej bitwie. To przechodzi ludzkie pojęcie, naprawdę. Przepychanki, wyrywanie, krzyki. Kurtki były dosłownie wszędzie! Po 10 sztuk brali i uciekali od razu do kasy. MASAKRA. Więcej luzu i kultury i będzie ok. Mi się udało coś "upolować" ale bez spiny. A niektórzy wyglądali jakby walczyli o życie" - napisała pani Magdalena. Pod jej wpisem pojawiła się sugestia, by wprowadzić reglamentację, np. po 2 sztuki na osobę.

"Byłam dzisiaj na zakupach i niestety podstawowych spożywczych rzeczy nie mogłam kupić, bo zaczęła się rozróba o kurtki. Przepychanie, wyrywanie i pakowanie do koszyka po 6-7 sztuk. Ludzie chyba stali o 6 w kolejce" - to z kolei relacja pani Mileny.

"O 7:05 w Skierniewicach ludzi tyle jak by za darmo te kurtki dawali. Masakra jakaś, a w dodatku ludzie brali kurtki po kilka sztuk, przymierzali w każdej możliwej części sklepu i potem te kurtki walały się po całym sklepie, a w koszach pustki. Zamiast przymierzyć i jak nie pasuje rozmiar, to odłożyć do kosza to zostawiali gdzie popadnie. Brak słów" - ubolewała pani Dominika.

Inna internautka informowała z kolei, że kupiła kurtkę po 9:30, bo w sklepie pojawiła się druga dostawa z magazynu. Z kolei komentatorka z Zamościa donosiła, że w jej sklepie była "względna kultura, bez tłumów, przepychanek i walk". 

Słynne bitwy w Lidlu

Niemal identyczne sceny rozgrywały się dwa lata temu, kiedy w trakcie walki o kurtki w sosnowieckim Lidlu, ktoś nawet zgubił dziecko. W tłumie słychać było krzyk: "Basia, Basia! Dziecko mi zginęło". Ktoś inny w biegnu przewracał palety z napojami, by dostać się od innej strony do upragnionego stoiska. 

Promocje w Lidlu stosunkowo często doprowadzają do takich sytuacji. Najsłynniejszą z bitew była bodaj "Walka o karpia".