W służbie armii Misiewicz pokonał tysiące kilometrów. Wiadomo, ile kosztowało paliwo do limuzyny

W drodze na defilady w jednostkach, odbieranie meldunków od oficerów i wręczanie im w imieniu szefa odznaczeń, Bartłomiej Misiewicz przemierzał Polskę wzdłuż i wszerz. Jak podało MON na paliwo do jego limuzyny wydano w tym czasie blisko 60 tysięcy złotych.

Burzliwa kariera Bartłomieja Misiewicza z resorcie obrony trwała rok. W tym czasie kontrowersyjny rzecznik Antoniego Macierewicza wręczał odznaczenia, sam został odznaczony, przyjmował saluty i meldunki od oficerów oraz bawił się w nocnym klubie w Białymstoku, pod który podjechał, jak opisywały media, służbową limuzyną.    

I to właśnie o wydatki związane z podróżami Misiewicza po Polsce zapytał poseł Nowoczesnej Krzysztof Truskolaski. Odpowiedział mu wiceminister MON Bartosz Kownacki. W odpowiedzi na poselskie zapytanie na samym początku zaznaczył, że limuzyna Misiewicza się nie psuła i pojazd "nie generował żadnych kosztów poza zużyciem paliwa". Serwis i remont auta to obowiązek Żandarmerii Wojskowej. Kierowca też był żołnierzem. 

Jak się okazuje Misiewicz mógł jeździć gdzie i kiedy chciał, bo jak poinformował Kownacki na podstawie decyzji Nr 30/MON Ministra Obrony Narodowej z dnia 10 lutego 2017 r. w sprawie zasad korzystania ze służbowych samochodów Misiewiczowi w ramach karty drogowej A "przysługiwał pojazd służbowy do wyłącznej i pełnej dyspozycji i bez ograniczenia limitu kilometrów".  

Limuzyna, którą przydzielono Misiewiczowi, przejechała w ciągu roku ponad 95 tysięcy kilometrów. To oznacza, że rzecznik mógłby w niej np. dwa razy okrążyć Ziemię. Ile wydano na paliwo do niej? Z danych przedstawionych przez Kownackiego wynika, że 57 568 złotych. Średnio w miesiącu tankowano za blisko 5 tysięcy. Najwięcej podróżował Misiewicz w styczniu 2017 (w lutym przestał już być rzecznikiem) - koszt paliwa to 7194 złote. 

Ostra reakcja Kaczyńskiego ws. Misiewicza. "Zawieszę go w prawach członka PiS"