Dlaczego teraz pojawił się temat reparacji od Niemiec? Chodzi o przejęcie prywatnych mediów

Prawicowa prasa wylicza, że Niemcy "są nam winni 6 bilionów złotych za horror wojny". PiS oczywiście wie, że sprawa reparacji jest raczej zamknięta, dlatego spróbuje "odzyskać niemieckie media w ramach słusznej zapłaty" - pisze dla Gazeta.pl bloger Galopujący Major.

Dawno, dawno temu, w czasach prehistorycznych, gdy SLD rządziło jeszcze Polską, jeden z prezydentów przedstawił pewne wyliczenia opiewające na ponad 45 miliardów dolarów. Tym prezydentem był Lech Kaczyński, a wyliczenia dotyczyły strat wojennych stolicy. Miała to być odpowiedź na zakusy Powiernictwa Pruskiego diabolicznej Eriki Steinbach.

Dzieje to jednak dawne. Po jakimś czasie o Steinbach się już nie mówiło, być może dlatego, że publicznie popiera AFD – partię tak mentalnie bliskiej obecnej polskiej prawicy. Po pewnym czasie nie mówiło się także o reparacjach wojennych, rachunek Lecha Kaczyńskiego leżał gdzieś w szufladzie zapomniany przez wszystkich, także przez Prawo i Sprawiedliwość. Zapomniany, albowiem przez lata Jarosław Kaczyński w tej sprawie publicznie milczał.

Ktoś powie, że nie samą reparacji człowiek żyje. I będzie miał rację. Tyle tylko, że Jarosław Kaczyński nie podnosił publicznie tej sprawy również wtedy, gdy zachwalał Angelę Merkel jako najlepszą kanclerz dla Polski. Nie podnosił także wtedy, gdy donosił Angeli Merkel na Donalda Tuska. Nie podnosiła tego tematu Beata Szydło podczas briefingów po spotkaniu z premierką Niemiec.

Temat podniesiono dopiero teraz. Dlaczego?

Po pierwsze, odwrócenie uwagi i narzucenie nowych tematów

Daleki jestem od teorii przykrywkowej, wedle której każda informacja dnia późniejszego ma być celową przykrywką informacji dnia poprzedniego. Robi się z tego bowiem konstrukcja piętrowa bardziej komiczna niż wolty polityczne Michała Kamińskiego. W czasach infotainment newsy z natury rzeczy żyją swoim krótkim życiem, a virale, owszem można wspierać farmami botów, ale też nigdy do końca przewidzieć.

W tym jednak przypadku, nawet jeśli nie było to zamierzone, to efekt był z góry wiadomy. Zacznie się polityczna awantura. Moim zdaniem wszystko jednak było zamierzone. Rząd próbował odwrócić uwagę kolejnymi atakami na uchodźców (obecność ministra Błaszczaka w TV Trwam), ale dla Polaków powoli to nieco już zdarta płyta, no i na nieszczęście dla rządu nie było ostatnio żadnego krwawego zamachu. Wrzucono więc temat reparacji.

Po drugie, uwikłanie opozycji w obronę Niemców

Plan jest dosyć prosty. Im bardziej absurdalne i jednocześnie antyniemieckie wystąpienie, tym większa szansa, że opozycja się w sidła złapie. I powołując się na Bieruta, prawo międzynarodowe i dobre relacje w UE zacznie pomysł reparacji wyśmiewać. Z jednej strony będzie więc PiS, głoszący „zaryzykujmy, może się uda wydębić miliardy” albo „to moralny obowiązek ze względu na cierpienia Twoich dziadków”.

Z drugiej strony oburzona opozycja, która przemówi belferskim tonem „to może popsuć relacje z Niemcami”. Owszem, kiedyś, w czasach rachowania przez Lecha Kaczyńskiego, taka opozycyjna retoryka zamykała spór. Ale dziś jest inaczej, dziś tysiące ludzie w Polsce chodzi w koszulkach patriotycznych i PiS swoją repartycyjną retoryką po prostu temat politycznie zmonetyzuje. Zwłaszcza wśród młodych.

Po trzecie, najważniejsze, chodzi o dekoncentrację

PiS oczywiście wie, że sprawa reparacji jest raczej zamknięta. Bo świat nie działa tak, że możemy sobie z decyzji Bieruta, Gomułki czy Gierka wybierać takie, które mamy za nieważne, bo dla nas niekorzystne, i takie które mamy za ważne, bo dla nas korzystne. Bo jeśli tak miałby działać, to czemu nie podważać decyzji także w polityce wewnętrznej, co byłoby dla wielu reprywatyzacyjnym rajem. PiS to wie, ale wie też, że gra idzie o inną stawkę. O dekoncentrację mediów, na skutek której nastąpi przymusowe odsprzedanie mediów temu podmiotowi polskiemu, który zaoferuje największą stawkę rynkową. A więc w praktyce spółkom skarbu państwa. A większość mediów zagranicznych, zwłaszcza lokalnych, należy do właściciela z Niemiec.

Machina propagandowa IV RP będzie więc karmić opinię publiczną obrazem chytrych i butnych Niemców, którzy nie oddadzą za wymordowanie Warszawy, czy zburzenie domu Twojej babci, więc niejako w odwecie IV RP położy łapę na niemieckich mediach w Polsce. Odpowiedzią na spodziewane protesty w sprawie „wolnych mediów”, będzie retoryka o „odzyskaniu niemieckich mediów w ramach słusznej zapłaty”.

Co powinna zrobić opozycja?

Przede wszystkim z całego serca życzyć PiSowi powodzenia w sprawie reparacji. Tłumaczyć, że to skomplikowana i kosztowna sprawa, ale opozycja trzyma kciuki za sukces, bo to dobre dla Polski. Tłumaczyć, że sprawę powinny rozstrzygnąć odpowiednie sądy i trybunały, ale wszyscy tutaj gorąco, naprawdę gorąco, kibicujemy.

A gdy już opozycja tak ukocha rząd w tym pomyśle, to co kwartał powinna pytać, jak sprawy idą i przede wszystkim, ile kosztują przygotowania. A gdy po roku okaże się, że niczym przy Smoleńsku, pompowana jest coraz to większa kasa, a „reparacyjnego wraku” jak nie ma tak nie ma, opinia publiczna weźmie reparacje za kolejną fanaberię obok Macierewiczowej komisji, Macierewiczowych pancernych pociągów, czy Macierewiczowych podwodnych helikopterów.

*Galopujący Major. Bloger polityczny. Socjaldemokrata (galopujacymajor.wordpress.com)

"Pojawiają się, kiedy na horyzoncie jest rocznica Powstania". Wraca sprawa reparacji wojennych od Niemiec

Więcej o: