W Szwecji zamordowano Polkę i jej troje dzieci? Nowe fakty wszystko zmieniają

Szwedzcy śledczy postawili nową hipotezę ws. głośnej śmierci Polki i jej trójki dzieci sprzed kilku dni. Sekcja zwłok kobiety wykazała, że rany cięte zadała sobie sama, co zdaniem policji zmienia kwalifikację z morderstwa na tzw. samobójstwo rozszerzone.

O tragedii w Angered w Göteborgu pisaliśmy kilka dni temu. Służby ratunkowe odpowiedziały na wezwanie o pożarze w jednym z mieszkań. Gdy ratownicy weszli do mieszkania, z którego wydobywał się dym, znaleźli tam cztery osoby. Matka i jedno z jej dzieci już nie żyły. Ratownicy starali się pomóc kolejnej dwójce, jednak jedno z dzieci zmarło w drodze do szpitala, a drugie już na miejscu. Dzieci były w wieku od 2 do 8 lat.

Śledczy początkowo ustalili, że cała czwórka została śmiertelnie ranna zanim doszło do pożaru. Niektóre z ofiar miały podcięte gardła. Krótko po tym makabrycznym zdarzeniu - policja aresztowała 51-letniego męża kobiety, z pochodzenia Bośniaka. Podejrzewano, że to on mógł dokonać tej przerażającej zbrodni. Zatrzymany jednak od początku stanowczo zaprzeczał.

Po przeprowadzeniu sekcji zwłok Polki prokurator zdecydował o wypuszczeniu go na wolność. Na tę decyzję wpłynęły nowe fakty wynikające z obdukcji ciała kobiety. Wynika z nich, że Polka miała sobie sama zadać rany cięte, a wcześniej ranić swoje dzieci. To zdaniem śledczych wskazuje na tzw. samobójstwo rozszerzone. 

Problemy finansowe przyczyną tragedii?

Wiadomo, że rodzina miała problemy z długami. Na początku roku wszczęto przeciwko nim postępowanie ws. niepłacenia czynszu, jednak zostało ono umorzone. Rodzina miała nie płacić od dwóch lat. Powstał przez to dług w wysokości ponad 60 tys. zł. W dniu morderstwa mieszkanie miał odwiedzić komornik.

Więcej o: