Kijowski odchodzi z KOD-u. Jak to tłumaczy? "Obecna formuła się wyczerpała"

Nie można realizować wartości, które wypisaliśmy na sztandarach, z ludźmi, którzy dzisiaj przejęli władzę nad Stowarzyszeniem - napisał były lider Komitetu Obrony Demokracji.

"Serdecznie dziękuję wszystkim, z którymi współpracowałem przez ostatnie 20 miesięcy. I tym, którzy okazali mi swoje zaufanie głosując na mnie w wyborach na Mazowszu" - napisał na Facebooku Kijowski.

Moja dzisiejsza decyzja jest podyktowana wiernością wartościom, które nas połączyły. Wierzę, że dalej będziemy pracować razem i spotykać się regularnie w ważnych sprawach. Walka o Polskę trwa - dodał.

Zapewnił, że żegna się ze strukturami stowarzyszenia, ale "na zawsze pozostanie KOD-erem".

We wpisie na swoim blogu powody swojego odejścia uzasadniał tym, że "nie można realizować wartości, które wypisaliśmy na sztandarach na przełomie listopada i grudnia 2015, z ludźmi, którzy dzisiaj przejęli władzę nad Stowarzyszeniem".

W styczniu Onet i "Rzeczpospolita" ujawniły, że pieniądze ze zbiórek publicznych na KOD trafiały do firmy Mateusza Kijowskiego i jego żony. Według ich ustaleń wystawił faktury na łączną kwotę 91143,5 zł. Miała to być zapłata za obsługę strony internetowej KOD, hosting i migrację danych oraz przygotowywanie nowych serwisów i opracowywanie treści. - Jestem w stanie rozliczyć się z każdej złotówki - zapewniał wówczas Kijowski. Jednak wówczas współpracownicy Kijowskiego twierdzili, że Kijowski w ogóle się stroną nie zajmował. Robili to za niego inni ludzie.  

W maju Kijowski zrezygnował z kandydowania na szefa KOD. Przewodniczącym został Krzysztof Łoziński. - Wycofuję kandydaturę ze względu na to, że delegaci przyjęci moim zdaniem nieprawdziwe sprawozdania finansowe. Nie mogę tego firmować niestety - wyjaśniał wtedy w rozmowie z dziennikarzami Kijowski.

Mateusz Kijowski zrezygnował. KOD ma nowego przewodniczącego

Więcej o: