Duda wetuje ustawy PiS, a wściekła partia "zagłusza" jego orędzie [PODSUMOWANIE]

Wiktoria Beczek
Andrzej Duda zdecydował się zawetować ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. To wyjątkowo nie spodobało się kierownictwu jego partii-matki. W poniedziałek wieczorem było widać pierwsze oznaki wojny na górze.

Kolejny gorący dzień w polityce, być może najgorętszy w ostatnich tygodniach. Po poniedziałkowym ruchu prezydenta doszło do poważnego rozłamu na szczytach władzy. Oto najważniejsze wydarzenia dnia.

Prezydent wetuje ustawy

O godz. 10 prezydent wygłosił oświadczenie. Po długim wstępie powiedział: 

Zdecydowałem, że zwrócę z powrotem Sejmowi, czyli zawetuję ustawę o Sądzie Najwyższym, jak również o KRS, albowiem Sejm doprowadził do tego, że są one ze sobą powiązane 

Duda wyjaśnił, że zmiany w sądownictwie są potrzebne, ale nie zgadza się z pomysłem wzmocnienia władzy prokuratora generalnego nad Sądem Najwyższym. Później pojawiła się informacja od rzecznika prezydenta: trzecia z kontrowersyjnych ustaw - o sądach powszechnych - ma być podpisana.

Na decyzję prezydenta miały wpływ protesty i Zofia Romaszewska

Działaczka opozycji demokratycznej w PRL doradzała prezydentowi w sprawie ustaw o sądownictwie. Sam prezydent przyznał, że jej opinia była dla niego bardzo ważna. Romaszewska wyjaśniła, że "żyła już w kraju, w którym prokurator generalny miał pełną władzę nad sądami i nie ma ochoty żyć w nim ponownie".

Rzecznik prezydenta mówił w TVN24, że ten ma "wiedzę i świadomość, że [protesty] są i przed Pałacem Prezydenckim i na Helu, bo przecież nawet tam je słyszał". - Mówił tak - obywatele korzystają ze swoich praw. Jeśli te protesty nie są agresywne, tzn. w żaden sposób nie łamią porządku publicznego, nie wzywają do przemocy, do obalenia rządu legalnie wybranego, to każdy ma prawo z nich korzystać. Oczywiście dostrzegał też tendencje niebezpieczne (...) One były na szczęście w mniejszości - tłumaczył Krzysztof Łapiński.

Narada w sztabie PiS

Po ogłoszeniu decyzji prezydenta, w siedzibie partii na ulicy Nowogrodzkiej zebrało się kierownictwo partii. Wchodzący do budynku politycy nie byli zbyt rozmowni. Jedynie wicepremier Mateusz Morawiecki powiedział, że "jest rozczarowany".

Później premier i marszałkowie Sejmu i Senatu pojechali do Belwederu na spotkanie z Andrzejem Dudą. Z wypowiedzi polityków wynika, że mieli przekonać go do zmiany stanowiska. Misja zakończyła się jednak porażką, o czym również mówił rzecznik prezydenta.

"Dwuorędzie" prezydenta i premier

Orędzie prezydenta było zapowiedziane na godzinę 20 już około południa. Niespodziewanie wieczorem rzecznik rządu poinformował, że orędzie wygłosi też premier Szydło. Na antenach TVP to drugie przemówienie wyemitowano jako pierwsze.  - Musimy zrezygnować ze swoich osobistych i politycznych ambicji, a skupić się na tym, czego Polacy od nas oczekują - mówiła premier Beata Szydło. Wbiła też szpilę Dudzie. - Decyzja prezydenta mogła być niezrozumiała dla czekających na dobrą zmianę. Dlatego tym bardziej winniśmy być dziś jednością - mówiła.

Z kolei prezydent wyjaśniał dlaczego zdecydował się odesłać ustawy do Sejmu. - Korzystam z prawa weta, bo [ustawy] wymagają zmian, zapewniających ich zgodność z konstytucją, aby utrzymywały niezależność władzy sądowniczej, ale bez poczucia absolutnej nadrzędności i bezkarności. Oraz stwarzały warunki, aby sędziowie czuli się niezależni od różnego rodzaju nacisków - mówił. - W najbliższym czasie przedstawię nowe wersje projektów reformujących sądownictwo. Wierzę, że w możliwie krótkim terminie te poprawione ustawy zostaną przez polski parlament uchwalone i mądra, propaństwowa, a przede wszystkim prospołeczna reforma wymiaru sprawiedliwości stanie się faktem. Ludzie na to czekają - dodał prezydent.

W siedzibie PiS zwołano naradę, na polityków czekali demonstranci