Kaczyńskiemu puściły nerwy. Potem wybuchła awantura. Obrady przerwano [PODSUMOWANIE]

Wiktoria Beczek
Debata nad ustawą o Sądzie Najwyższym była pełna emocji. W obliczu ultimatum prezydenta, partia rządząca musiała skorygować swoje plany. Być może to również z tego powodu Jarosław Kaczyński wpadł w szał, co wywołało regularną awanturę w parlamencie.

We wtorek rano PiS niespodziewanie włączył do porządku obrad pierwsze czytanie zupełnie nowej ustawy o Sądzie Najwyższym. Debata nad ustawą trwała od rana do północy. Wieczorem sprawy nabrały tempa - prezydent postawił ultimatum, przed Pałac Prezydencki i Sejm przybyły tysiące Polaków, a Jarosław Kaczyński z mównicy wykrzykiwał do posłów opozycji, że "zamordowali mu brata". Oto najważniejsze momenty wtorkowej debaty.

Kaczyńskiemu puściły nerwy

- Panie marszałku, ja bez żadnego trybu. Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego brata - grzmiał prezes PiS, po tym jak poseł Borys Budka (PO) powiedział, że Lech Kaczyński rozumiał trójpodział władzy. - Zniszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami - krzyczał Jarosław Kaczyński.

Jak informowali później posłowie opozycji, Kaczyński schodząc z mównicy powiedział "won" do jednej z posłanek. Po zakończeniu obrad Sejmu była premier Ewa Kopacz zapowiedziała pozew zbiorowy przeciwko prezesowi PiS w związku ze słowami o zamordowaniu Lecha Kaczyńskiego.

Ultimatum prezydenta

Andrzej Duda zgłosił prezydencki projekt ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Członkowie KRS mają być wybierani konstytucyjną większością głosów. Prezydent zapowiedział, że dopóki ustawa nie zostanie uchwalona, nie podpisze tej o Sądzie Najwyższym. Eksperci nie mają wątpliwości: prezydent łamie zasady prawidłowiej legislacji, a ultimatum jest niekonstytucyjne

Około godziny 21 prezydent spotkał się z marszałkami Sejmu i Senatu. Następnie późnym wieczorem poseł (a dawniej prokurator stanu wojennego) poinformował, że PiS wprowadza poprawki zwiększające prerogatywy prezydenta - to on, a nie minister sprawiedliwości, będzie określał regulamin Sądu Najwyższego i zdecyduje, którzy sędziowie zostaną w SN po uchwaleniu ustawy. Uwzględniono też postulat, aby sędziów wybierała większość 3/5 posłów.

Szarpanina po słowach Kaczyńskiego

Do incydentu doszło krótko przed północą. Po zejściu Jarosława Kaczyńskiego z mównicy poseł Nowoczesnej Witold Zembaczyński podszedł do ław, w których zasiada prezes PiS. Wokół nich szybko zebrała się grupa innych parlamentarzystów, w tym Kinga Gajewska.

Wywiązała się awantura i słowna sprzeczka, którą posłanka PO transmitowała na Facebooku za pomocą swojego smartfona. To nie spodobało się Dominikowi Tarczyńskiemu z PiS, który próbował wytrącić jej z ręki telefon. Gajewska dalej transmitowała kłótnię, co usiłowały jej przerywać inne posłanki PiS, w tym m.in. Iwona Arent, która później grzmiała z mównicy, że to opozycja atakuje i prowokuje. 

Tłumy przed Pałacem Prezydenckim i Sejmem

Na godzinę 21 zaplanowano Łańcuch Światła, pokojowy protest polegający na zapalaniu świeczek. Przed Pałacem Prezydenckim zebrały się tłumy ludzi. Ani policja, ani ratusz nie podawały, jaka była frekwencja na Krakowskim Przedmieściu, jednak na zdjęciach było widać, że była to prawdopodobnie najliczniejsza demonstracja z ostatniej "tury" protestów. 

ZOBACZ ZDJĘCIA Z PROTESTÓW >>>

Część obecnych przed Pałacem Prezydenckim przeszła przed Sejm, gdzie później usiłowano zablokować wyjazd posłów z budynku. Parlamentarzyści wyjechali jednak boczną drogą w eskorcie radiowozów. Wcześniej z Sejmu wyszedł samotnie poseł PiS Grzegorz Janik. Został wówczas otoczony przez tłum, który skandował "Będziesz siedział! Będziesz siedział!". 

Przerwanie obrad

Około godziny 22.30 marszałek Sejmu zarządził 10-minutową przerwę. Znacznie się jednak przeciągnęła i spekulowano, że władze PiS, które ten czas spędzały w gabinecie wicemarszałka, zdecydują o odłożeniu obrad. O 23.40 obrady wznowiono i wówczas rozegrały się sceny z Kaczyńskim i cała dalsza awantura. I choć zapowiadano, że ustawa może jeszcze we wtorek przejść przez Sejm, 20 minut po północy marszałek ogłosił przerwę do rana. 

Kaczyński: "Nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata!"