Kate i William mogą spotkać w Polsce dalekich krewnych. Oto, jak na wizytę patrzy nasza szlachta

- Żyje u nas sporo krewnych Julii Hauke, prapraprababki Williama. Oni mogą odbierać tę wizytę jako odwiedziny dalekiego krewnego - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Michał Niemirowicz-Szczytt ze Związku Szlachty Polskiej.

Patryk Strzałkowski: Księżna Kate i książę William to przedstawiciele jednej z najważniejszych rodzin arystokratycznych na świecie. Jak nasza szlachta postrzega ich wizytę w Polsce?

Michał Niemirowicz-Szczytt: Przy tego typu wizytach odżywa zainteresowanie także naszymi, polskimi, elitami historycznymi. Daje to środowisku szlacheckiemu możliwość zwrócenia uwagi na specyfikę polskiego systemu, w którym rozwijały się i funkcjonowały znaczące rody.

Proszę więc pozwolić, że i ja skorzystam z sytuacji i wyjaśnię, że w okresie I Rzeczpospolitej o znaczeniu danego rodu szlacheckiego nie decydował tytuł arystokratyczny, lecz sprawowane urzędy i zasobność majątkowa. Stąd też mówimy o rodach senatorskich, dygnitarskich, możnowładczych czy magnackich.

Była też nieznaczna liczba rodzin szlacheckich, które posiadały tytuły arystokratyczne o różnej genezie. Wbrew panującemu współcześnie przekonaniu nie wszystkie rody utytułowane piastowały w tym czasie znaczące urzędy oraz były zasobne majątkowo. Większość tytułów arystokratycznych, jakimi mogą się współcześnie wylegitymować niektóre polskie rody, to nadania z drugiej połowy, a nawet z samej końcówki wieku XIX, które pochodzą od monarchów państw zaborczych.

Te niuanse nie powinny być zresztą brytyjskiej parze książęcej zupełnie obce. Książę William ma w pewnym sensie polskie korzenie. Wśród jego przodków są przedstawiciele spolonizowanego saksońskiego rodu Hauke. Mieszkający w XIX wieku w Warszawie generał Maurycy Hauke otrzymał od Mikołaja I potwierdzenie szlachectwa w Królestwie Polskim z herbem Bosak, a następnie tytuł hrabiowski. Na skutek różnorakich zrządzeń losu i po przezwyciężeniu licznych problemów jego córka - hrabianka Julia Hauke - wyszła ostatecznie za mąż za heskiego księcia Aleksandra. Potomkiem tej pary jest właśnie książę William.          

Dla których przedstawicieli polskiej szlachty obecność pary książęcej może mieć szczególne znaczenie?

Z uwagi na wspomniane już polskie korzenie księcia Williama, wizytę brytyjskiej pary książęcej w naszym kraju można z przymrużeniem oka potraktować jako podróżą sentymentalną do ziemi przodków. Żyje u nas przecież sporo krewnych Julii Hauke, prapraprababki Williama. Oni z kolei mogą odbierać tę wizytę jako odwiedziny dalekiego krewnego.

Czy jacyś przedstawiciele polskiej arystokracji są bezpośrednio zaangażowani w wizytę?

Skoro posłużył się pan pojęciem „polskiej arystokracji”, to ja odwołam się do poczynionych już przeze mnie uwag o niejednoznaczności tego określenia w polskich realiach. Wolałbym zatem mówić o zaangażowaniu w wizytę przedstawicieli polskiej szlachty. Tu odpowiedź wydaje się prostsza. Z całą pewnością w jej przygotowaniu i realizacji uczestniczyli i uczestniczą wysocy polscy politycy i funkcjonariusze publiczni, a tam frakcja szlachecka jest dość licznie reprezentowana.

Wiem, że to może zabrzmieć dziwnie, bo obecnie rządzący lubią się prezentować jako przedstawiciele ludu. Niemniej jednak sam Jarosław Kaczyński, poseł Marek Suski, czy też senator Jan Maria Jackowski mają szlacheckie korzenie. Trudno też nie wspomnieć o ministrze Konstantym Radziwille pochodzącym z książęcej rodziny, której chyba bliżej przedstawiać nie trzeba. Oczywiście przedstawiciele szlachty obecni są też w pozostałych partiach politycznych.

Jak wyglądają kontakty polskiej i brytyjskiej szlachty?

Zdarza się, że przedstawiciele polskich znaczących rodów historycznych biorą udział w uroczystościach np. urodzinowych, organizowanych przez osoby, które należą do brytyjskiej rodziny królewskiej.

Jako Związek Szlachty Polskiej współpracujemy także z CILANE, organizacją skupiającą stowarzyszenia szlacheckie z różnych europejskich państw, w tym z Wielkiej Brytanii. Daje to nam możliwość nawiązywania kontaktów środowiskowych również ze szlachtą brytyjską.

Jak ocenia pan "medialność", czy nawet "celebryckość" pary książęcej?

Musimy mieć na względzie, że współcześnie władza sprawowana przez członków brytyjskiej rodziny królewskiej ma charakter głównie symboliczny i ceremonialny.

Celowość i sposób sprawowania tego rodzaju władzy najlepiej objaśniać dziś społeczeństwu właśnie poprzez media. Ową „medialność” członków rodziny królewskiej, w tym księcia Williama i księżnej Kate, należy więc traktować jako coś jak najbardziej naturalnego i zasadnego.   

 

Na rangę tej wizyty wpływa też z pewnością fakt, że Kate i William są przyszłą parą królewską.

To prawda. Książę William jest drugim w kolejności, zaraz po księciu Karolu, pretendentem do tronu brytyjskiego. Bez wątpienia nadaje to jego osobie oraz składanym przez niego oraz księżną Kate wizytom należnego im prestiżu oraz wywołuje odpowiednio duże zainteresowanie publiczne.

Co sądzi pan o programie wizyty?

Para książęca planuje odwiedzić m.in. Muzeum Powstania Warszawskiego, niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny Stutthof w Sztutowie na Pomorzu, Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku oraz inkubator przedsiębiorczości Heart w warszawskim wieżowcu Warsaw Spire, gdzie odbędzie się spotkanie z młodymi przedsiębiorcami. Program został pomyślany tak, aby z jednej strony uhonorować wybrane istotne wydarzenia z XX-wiecznej historii naszego kraju, a z drugiej strony - aby podkreślić dynamiczną i nowoczesną twarz XXI-wiecznej Polski.

Osobiście bardzo mi się podoba tego typu rozłożenie akcentów – połączenie szacunku dla przeszłości ze spojrzeniem w przyszłość.

Michał Niemirowicz-Szczytt jest członkiem Zarządu Głównego i rzecznikiem prasowym Związku Szlachty Polskiej.