Gersdorf odpowiada Kaczyńskiemu ws. "skażenia komuną". I przypomina, u kogo pisał doktorat

Prezes SN zabrała głos po konferencji Jarosława Kaczyńskiego, który przekonywał, że sądownictwo nie zostało odbudowane po okresie PRL-owskim. Prof. Gersdorf przypomniała, że prezes PiS "pisał doktorat u profesora, który był bardzo mocno usadowiony w reżimie komunistycznym".

Jarosław Kaczyński przekonuje, że reforma sądów ma za zadanie odbudować sądownictwo, które nie zostało odbudowane po okresie PRL-owskim i które jest kontynuacją sądownictwa z poprzedniej epoki. - Jeśli ktoś, jak marszałek Dolniak, mówi, że przeciętny sędzia ma 39 lat, to albo sam nie ma świadomości, albo też próbuje innych wprowadzić w błąd. Bo przecież to następstwo pokoleń nie następuje tutaj w rytmie biologicznym, tylko w rytmie szkoleń, zależności służbowych, mechanizmów przyjmowania do zawodu - mówił podczas konferencji prasowej. 

Kaczyński też zaczynał w PRL-u

Na zarzut Kaczyńskiego odpowiedziała I prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf. - Większość sędziów sądów powszechnych to są osoby bardzo młode. Nie można mówić, tak jak pan prezes próbował to przedstawić, że ich nauczyciele rozpoczynali pracę jeszcze przed 89 r. i wobec tego są skażeni komuną - mówiła w Polsat News.

Także ja zaczynałam pracę w 1975 roku, a pan prezes Kaczyński jeszcze wcześniej. Jego nauczycielami byli jeszcze wcześniejsi profesorowie, a pisał doktorat także u profesora, który był bardzo mocno usadowiony w reżimie komunistycznym, ale to nie znaczy, że trzeba mu z tego powodu stawiać zarzut. Każdy odpowiada za siebie

- podsumowała prof. Gersdorf. Zauważyła też, że prezes PiS bardzo negatywnie odnosi się do sędziów Sądu Najwyższego. Przypomniała, że wśród wymienianych przez partię rządzącą przykładów nieetycznego zachowania sędziów, nie było przedstawicieli Sądu Najwyższego. - W każdym zawodzie znajdą się takie osoby i one są usuwane z zawodu. natomiast sędziowie SN nigdy takich zarzutów nie mieli - dodała. 

Wszystkie sądy w ręce Ziobry

Prezes Sądu Najwyższego wyjaśniała, że projekt zmian w sądownictwie dale ogromną pozycję ministrowi sprawiedliwości. - Prokurator generalny, minister ma w ręku prokuraturę, która jest zawsze podporządkowana, zawsze była i ma bardzo duży wpływ na obsadę sądów. To jest jedna osoba, która pośrednio rozstrzyga sprawę i może bardzo szeroko ingerować także w proces oskarżania - mówiła.

Zdaniem prof. Gersdorf reforma "de facto polega na tym, żeby wymienić kadry i wprowadzić swoje". - Sędziowie SN będą według tego projektu wygaszani, nie będą mogli orzekać, chyba że minister sprawiedliwości powie "ty jesteś dobry, ty jesteś dobry, a ty nie". Na zasadzie "Tańca z gwiazdami" - wybieramy tego, który nam się najbardziej podoba - dodała.

Apel do posłów

- Prosiłabym posłów, którzy formułowali nową ustawę o Sądzie Najwyższym, żeby zastanowili się, czy tego chcą - aby jedna osoba w państwie miała tak silną władzę? - apelowała prawniczka.