Ustawy o KRS i ustroju sądów uchwalone. "Skończył się trójpodział władzy"

Sejm zagłosował za ustawami o Krajowej Radzie Sądownictwa i ustawie o ustroju sądów powszechnych. Oba projekty mocno krytykowała opozycja twierdząc, że wpłyną one negatywnie na niezawisłość sądów.

Sejm zdecydował o przeprowadzeniu głosowań nad rządowym projektem ustawy o KRS oraz poselskim projektem ustawy o sądach powszechnych. Przed godziną 17. Sejm przegłosował ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa, po godz. 18. - o ustawie o ustroju sądów powszechnych.

Głosowania udały się o włos - w obu wzięło udział 232 posłów, przy kworum wynoszącym 230 głosów. Wstrzymała się niemal cała opozycja.

"Dzisiaj o 16:41 roku pańskiego 2017 zakończył w Polsce życie trójpodział władzy" - skomentował Michał Stasiński z klubu PO.

"Udajecie, że demokratyzujecie KRS"

- Dlaczego chcecie w czasie wakacji przeprowadzić projekt, który niszczy konstytucyjną zasadę rozdziału władzy wykonawczej od władzy sądowniczej? - grzmiał z mównicy podczas debaty o KRS poseł PO Robert Kropiwnicki.

- Udajecie, że demokratyzujecie wybór członków KRS. Tymczasem to totalitarny skok na tę instytucję - mówił Mirosław Suchoń z Nowoczesnej.

- Kadencji członków KRS nie można wygasić zwykła ustawą. Do tego byłyby niezbędne zmiany w Konstytucji - twierdził Krzysztof Paszyk z PSL.

- W tym projekcie jest piętnastu sędziów wybieranych przez Sejm. Nie mamy do tego prawa. Nie mamy prawa do wygaszenia kadencji obecnych członków - mówił Michał Szczerba z PO. - Dlaczego PRL-izujecie polski wymiar sprawiedliwości? - pytał na mównicy Krzysztof Brejza z PO. - Obiecujemy, że przywrócimy trójpodział władzy. Okłamaliście wyborców, wprowadzacie PRL-bis - mówił Borys Budka (PO).

- Opozycja mówi o rządach prawa, autorytetach w sądownictwie, to ja się zastanawiam, czy wy byliście w sądach? Mieliście swoje sądownictwo, a teraz PiS chce mieć swoje. Nie będziemy głosować całym klubem - zapowiedział Jerzy Jachnik (Kukiz '15).

Ziobro: Obecne metody nie są demokratyczne

- Nie ulega wątpliwości, że polski system powoływania sędziów jest skrajnie niedemokratyczny. Opierają się na zasadach, które mają swoje źródło przed 1989 rokiem w ramach kompromisu z komunistami. Sędziowie powołani przez komunistów trafili do pierwszej kadencji KRS, a potem powoływali swoje koleżanki i kolegów - mówił minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

- Jedynym demokratycznym symbolem w procesie wyboru jest prezydent. Pan prezydent Andrzej Duda pokazuje swoją podmiotowość, mówi, że nie jest notariuszem. To światełko w tunelu w procesie kontroli wyboru sędziów - dodał.

- Na 25 członków KRS aż 17 to sędziowie. Pozostali członkowie są kwiatuszkiem do kożucha, który nie ma wpływu na decyzje. To jest wyłącznie korporacyjna spółdzielnia, która sama o wszystkim decyduje - twierdził minister.

- Chcemy zakończyć z korporacjonizmem i wprowadzić tlen demokracji. Polska jest demokratycznym państwem prawa, to nie jest sądokracja, to demoracja! - podkreślał Ziobro.

Piotrowicz: Ważna jest zasada równowagi władz

- Warto przypomnieć sobie, że w Konstytucji jest zapis jasny i wyraźny: władza zwierzchnia należy do narodu. Oczywiście, dla części z państwa nie jest to takie oczywiste. Nie jest to też oczywiste dla niektórych środowisk sędziowskich. Dowiedzieliśmy się o tym na kongresach sędziów. Na jednym z nich dowiedzieliśmy się, że nieprawdą jest, że naród jest suwerenem - odpowiadał na zarzuty ws. KRS poseł PiS Stanisław Piotrowicz. W trakcie wypowiedzi posła z sali padały okrzyki "precz z komuną!".

- Ustrój państwa opiera się o trójpodział władzy i na równowadze władz. Nigdy nie powołujecie się na konstytucyjną zasadę równowagi. Jaki instrument prawny ma naród względem władzy sądowniczej? Nie ma takiego instrumentu. Polska jest jedynym krajem w Europie, w którym o tym, kto zostanie sędzią na poszczególnych stanowiskach, decyduje środowisko sędziowskie. Tak nie ma w państwach o ugruntowanej demokracji - dodał Piotrowicz.

- KRS nie jest organem wymiaru sprawiedliwości ani organem samorządu sędziowskiego. Mówicie o upolitycznieniu KRS. Z Konstytucji wynika, że rada składa się nie tylko z sędziów, ale z ministra, posłów, senatorów, przedstawiciela prezydentów. KRS składa się z przedstawicieli wszystkich trzech władz. Sędziowie szybko się policzyli, że jest ich w radzie 17, uznali, że nie muszą liczyć się z głosem przedstawicieli władz - tłumaczył poseł. - Sądy są upolitycznione jak nigdy dotąd. Zmierzamy do tego, by od tego odejść, tak być nie może. Sądy nie mają prawa zajmować się polityką - zaznaczył.

Jak wyjaśniał Piotrowicz, to ustawodawca powinien decydować o sposobie wyboru członków KRS, a więc ustawodawca ma też prawo przerwać obecną kadencję. - Jest dopuszczalne przerwanie kadencji, jeśli występuje ważny interes publiczny. A obecne kadencje nie są zgodne z Konstytucją - mówił.

Debata o ustroju sądów powszechnych

Po głosowaniu nad rządowym projektem ustawy o KRS odbyła się debata na temat poselskiego projektu ustawy o ustroju sądów.

- Chcecie wprowadzić model sądownictwa na wzór polskiej prokuratury. Tam są sprawy umarzane tylko dlatego, że są niewygodne dla partii rządzącej. Wracacie do czasów PRL - mówił poseł PO Borys Budka.

- Chcecie doprowadzić do sytuacji, w której politycy będą kontrolowali sądy. Chcecie stworzyć kastę stojącą ponad prawem - grzmiała na mównicy posłanka Nowoczesnej Kamila Gasiuk-Pihowicz. - Panie ministrze Ziobro, proponuje pan "pisokrację". Proszę nam dać dowód, co zyska przeciętny Polak i Polka przez zmianę ustawy o sądach powszechnych? - pytał Krzysztof Paszyk z PSL.

- Prezes sądu ma być nominantem ministra sprawiedliwości. To skandaliczne - mówiła Monika Rosa z Nowoczesnej.

- Bardzo często powołujecie się na standardy prawne. W innych krajach minister sprawiedliwości powołuje prezesów sądów, to nie jest nic nowego. To nie jest zamach na niezawisłość sędziów. Prezesi mają funkcje czysto organizacyjno-administracyjne - mówił Andrzej Matusiewicz z PiS.

- Ustawa wprowadza kary finansowe na prezesów. To ma być forma straszaka? Jeśli ktoś się sprzeciwi ministrowi Ziobrze, to dostanie karę? - pytała Joanna Scheuring-Wielgus z Nowoczesnej. - Pana bańka pychy w pewnym momencie pęknie - dodała.

- Nie może być tak, że sędziowie sądów rejonowych od razu będą mieli możliwość awansowania do sądów apelacyjnych. Ta zmiana nie usprawni sądownictwa, a podporządkuje kadrę sądowniczą politykom - mówiła posłanka Nowoczesnej Joanna Schmidt. 

- Wprowadzacie przepis, który pozwala ministrowi sprawiedliwości na odesłanie zdrowych sędziów w wieku emerytalnym w stan spoczynku. To potężny instrument na wszystkich sędziów zbliżających się do wieku emerytalnego, by zachowywali się zgodnie z oczekiwaniami pana ministra - zapowiadał poseł PO Marcin Święcicki.

- Dlaczego wracacie do PRL-u-bis, a w zasadzie PRL-u-PiS?  - pytał Jacek Protasiewicz z Unii Europejskich Demokratów.

- Mówicie o wysokich standardach, że chcecie zmieniać polski wymiar sprawiedliwości. W tej ustawie nie ma przepisów, które prowadziłyby do tego, że sądownictwo będzie działać lepiej, skuteczniej. Wprowadzacie przepisy, by chronić partyjnych kolesi w prokuraturze i sądach - twierdził Borys Budka (PO).

- To zmiana, by zabezpieczyć siebie, waszych funkcjonariuszy, przed wymiarem sprawiedliwości - dodał.

- Wykańczacie system wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Upartyjniacie wszystko, w tej chwili wszystko jest zawładnięte przez PiS. Kończymy z państwem demokratycznym - mówił Jerzy Meysztowicz z Nowoczesnej.

Wiceminister o zmianach w sądach

- Jestem mieszkańcem Warszawy i w związku z tym mi leży również kwestia reprywatyzacji. Jak działała prokuratura w tej kwestii wtedy, kiedy nie minister Ziobro nią kierował? Ile było śledztw ws. reprywatyzacji? Zero. Znaleziono zwłoki pani Brzeskiej w lesie kabackim. Teraz toczy się śledztwo. Taka jest różnica! - odpowiadał na mównicy sejmowej Łukasz Piebiak, wiceminister sprawiedliwości.

- Nie zauważyliście, że od zawsze sędzia sądu rejonowego mógł awansować do Sądu Najwyższego i to nikomu nie przeszkadzało. A teraz będzie mógł awansować do sądu apelacyjnego. Jaka w tym konsekwencja? - pytał.

- Nie będzie kar finansowych dla sędziów, tylko obniżenie dodatków. Jeśli ktoś się nie sprawdza, należy działać w sposób finansowy. Za waszych rządów dodatki były w formie widełkowej. I co, nikomu to nie przeszkadzało, a teraz zaczyna przeszkadzać - tłumaczył Piebiak.

- Ograniczamy wizytacje planowe, oceny okresowe, biurokrację sądową. Zmniejszamy liczbę sędziów-biurokratów, działamy na co dzień, ograniczamy liczbę wydziałów sądowych, administrację. Sędzia w stu procentach powinien orzekać - ciągnął wiceminister.

- Obywatel zyska też gwarancję, że nikt nie wskaże sędziego palcem, który osądzi jego sprawę. Jest system losowego przydziału spraw, nie do złamania przez najlepszych hakerów. Prezes sądu nie będzie miał żadnego wpływu na to, kto dostanie sprawę, czy to będzie sędzia o poglądach mniej lub bardziej konserwatywnych - podkreślał.

- Sędzia, który awansuje lub przeniesie się do innej miejscowości, będzie musiał sprawę dokończyć, bo obywatele tego oczekują. Ta ustawa to gwarantuje - zapewnił Piebiak.

- System powoływania prezesów obowiązuje w Niemczech, Austrii itd., gdzie nadzór administracyjny jest w rękach ministra sprawiedliwości. Jeśli prezes sądu się nie sprawdza, to się go wymienia. Gwarantujemy, że prezes nie będzie miał wpływu na przydział spraw do konkretnych sędziów - podkreślał.

Co PiS chce zmienić w funkcjonowaniu KRS?

Rządowy projekt ustawy o KRS przewiduje między innymi powstanie w Radzie dwóch izb oraz wygaszenie kadencji jej piętnastu członków-sędziów. Ich następców wybrałby Sejm, a nie jak dziś - środowiska sędziowskie.

Zdaniem wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła, to ukłon resortu w kierunku opozycji i środowisk prawniczych. Opozycja przekonuje, że ustawa jest dla PiS pretekstem do obsadzenia KRS-u swoimi ludźmi. Przedstawiciele Krajowej Rady Sądownictwa oraz stowarzyszeń sędziowskich uważają, że ustawa uzależni prezesów sądów od ministra sprawiedliwości oraz da mu możliwość swobodnego nakładania na nich kar finansowych.

Co PiS chce zmienić w funkcjonowaniu sądów?

Podobnie w przypadku ustawy o sądach powszechnych - najważniejsze zmiany zaproponowane przez PiS znacząco wzmocnią pozycję ministra sprawiedliwości.

Dziś prezesów w apelacjach i okręgach wskazuje minister sprawiedliwości za zgodą zgromadzeń ogólnych, czyli innych sędziów. Po zmianach, minister będzie dodatkowo typował także prezesów i wiceprezesów w sądach najniższego szczebla - rejonowych. I będzie miał przy tym dużo większą swobodę niż teraz. Swój wybór będzie przedstawiał pozostałym sędziom już post factum. Ministrowi będzie też łatwiej odwołać urzędujących prezesów i wiceprezesów. 

Stanisław Piotrowicz jest prawniczą twarzą PiS-u. Opozycja atakuje go za jego przeszłość w PZPR