Dziennikarz zapytał Czarneckiego o "córkę leśnika". Politykowi nagle zaschło w gardle

O sprawie "córki leśnika" politycy PiS chcieliby już zapomnieć, ale ta ciągle wypływa. Na niewygodne pytanie dziennikarza nie chciał tym razem odpowiedzieć europoseł Ryszard Czarnecki. Ratował się... pragnieniem.

- Czy zdarza się panu przewodniczącemu przekazywać ministrom dokumenty od różnych synów i córek niekoniecznie leśników - zagaił Konrad Piasecki w Radio Zet. Ryszard Czarnecki zaprzeczył i dodał, że przekazuje "najwyżej dobre rady, ale to ustnie". 

- Przedziwna ta historia, nie uważa pan? I też sposób jej załatwiania przez ministra Szyszkę - pytał prowadzący audycję. Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego po chwili wahania zdecydował, żeby na pytanie nie odpowiadać. - Pan pozwoli, że teraz łyczka herbaty po angielsku, czyli bawarki - stwierdził i zaczął pić. 

Piasecki nie chciał odpuścić i - mimo rozbawienia - powtórzył pytanie. Polityk z kolei nie dawał się przekonać. Odpowiedział, że "strasznie jest spragniony" i pił dalej. Wówczas dziennikarz dał za wygraną i zmienił temat. 

Czarnecki stremowany

To nie pierwsza taka wymiana zdań między Piaseckim a Czarneckim. Gdy polityk kandydował na stanowisko prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego, dziennikarz postanowił sprawdzić jego wiedzę w dziedzinie sportu. 

Najpierw zapytał o liczbę dyscyplin na igrzyskach. - Nie wiem, nie mam pojęcia - odpowiedział polityk. - Chce pan być szefem PKOl-u i nie wie pan, ile jest dyscyplin na Igrzyskach Olimpijskich? - dziwił się Piasecki. Czarnecki odparł, że w zamian może podać liczbę medali zdobytych przez Polaków w ostatnich latach. - Na ostatnich Igrzyskach 11, na poprzednich trzech po 10. Czyli jest dobra zmiana - mówił zadowolony. 

Piasecki nie dawał za wygraną. - A złotych ile na ostatnich? - dopytywał. Czarnecki głowił się nad pytaniem przez 30 sekund, ale musiał uznać swoją porażkę. - No, stremowałem się - zakończył. 

Córka leśnika

Z tej sprawy tłumaczyła się nawet premier Beata Szydło. Operator Polsat News podczas posiedzenia rządu zarejestrował rozmowę szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka i ministra środowiska Jana Szyszki. Szyszko wręczył Błaszczakowi kopertę z listem od córki leśniczego. List wrócił jednak do ministra środowiska, a ten zwrócił go do nadawcy. 

Minister Szyszko zdaje się jednak nie rozumieć określenia "wypadek przy pracy" i wciąż wraca do słynnej koperty. Twierdził już, że córka leśnika to "Inka", która pracowała na terenie Nadleśnictwa Miłomłyn i "tam została aresztowana, a później stracona". Kilka dni później mówił już, że list "najprawdopodobniej nie jest od córki leśnika, natomiast od innej córki". 

Syn europosła PiS w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. "Jest patriotą, chce pracować w polskiej firmie"

Więcej o: