Mazurek dalej o zajściach w Radomiu. "To, że rozumiem nie oznacza, że popieram"

Była to moja prywatna wypowiedź, a nie stanowisko Prawa i Sprawiedliwości. A to, że ja rozumiem, zupełnie nie oznacza, że popieram - tłumaczy swoje wcześniejsze wypowiedzi na temat zajść w Radomiu Beata Mazurek portalowi wpolityce.pl.

W poniedziałek rzeczniczka PiS tak komentowała sobotni atak członków Młodzieży Wszechpolskiej, którzy skopali leżącego działacza KOD:

"To sytuacja, która nie powinna mieć miejsca, ale też ich rozumiem. Natomiast pamiętajmy o tym, co się dzieje, kiedy my organizujemy miesięcznice, jak jesteśmy atakowani."

Tłumaczyła, że "dopóki żyjemy, to mamy emocje". - I te emocje dały swój upust w Radomiu - powiedziała rzeczniczka PiS.

We wtorek w rozmowie z portalem wpolityce.pl już o emocjach dużo nie mówiła. Za to kolejny raz przypomniała, że to działacze PiS często stają się ofiarami ataków. Natomiast stanowczo zaprzeczyła, że usprawiedliwiała agresję. 

Agresja rodzi agresję, zamieszki mogą rodzić zamieszki. Mówienie o tym nie oznacza, że się takie działania popiera. To, jak odbierane są te słowa, jest chore. Zaznaczyłam przecież jednocześnie, że do podobnych zachowań dochodzi każdego 10 dnia miesiąca - stwierdziła Mazurek.

Jeżeli już ktoś do agresywnych zachowań podburza to robią to politycy opozycji: 

Do przestępstw zachęcał Radosław Sikorski z Platformy Obywatelskiej, który mówił o dorzynaniu watahy, a Bronisław Komorowski mówił o waleniu dechą- dodała rzeczniczka PiS

Podkreśliła, że wczorajsze słowa były jej prywatną wypowiedzią, a nie stanowiskiem PiS. 

"To była prowokacja. Decyzję podjęli rządzący szaleńcy". K. Marcinkiewicz o okolicznościach ataku na KOD w Radomiu

Więcej o: