Brytyjska premier obiecuje: Możecie u nas zostać i pracować. Jest odpowiedź polskiego rządu. Chłodna

Nie zamierzamy odbierać praw obywatelom UE mieszkającym na Wyspach - zapewniła na szczycie w Brukseli brytyjska premier Theresa May. Pierwsze reakcje polityków uczestniczących w szczycie, także z Polski, są powściągliwe. - Oferta nie spełnia wszystkich kryteriów - powiedział wiceszef polskiego MSZ.

Pierwsze reakcje na zapewnienia Brytyjczyków są chłodne. Wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański na konferencji w piątek oświadczył, że Polska nie jest w pełni zadowolona z oferty Wielkiej Brytanii.

- Doceniamy intencje, natomiast ta oferta nie spełnia wszystkich kryteriów, które uzgodniliśmy w Unii Europejskiej jako wymagania brzegowe do podpisania porozumienia w tej sprawie - powiedział wiceszef polskiej dyplomacji.

Podobnie powściągliwie zareagowali przedstawiciele innych państw. Z nieoficjalnych informacji docierających do obserwujących szczyt dziennikarzy wynika, że nie chcą oni w ogóle poruszać tematu brexitu.  "Żaden z przywódców nie zareagował na to, co powiedziała May. Donald Tusk jej podziękował i powiedział, że kończy czwartkowe obrady szczytu UE" - mówi cytowany przez wyborcza.pl jeden z uczestników obrad.

"Chcemy żebyście zostali" 

Na odbywającym się szczycie w Brukseli premier Wielkiej Brytanii zapewniła, że jej kraj po Brexicie nie zamierza odbierać praw jakie nabyli pracujący i mieszkający na Wyspach obywatele państw UE. Zgodnie z obietnicami Polacy, którzy są tam już co najmniej 5 lat otrzymaliby status równy z obywatelami brytyjskimi – mieliby taki sam dostęp m.in. do służby zdrowia, opieki socjalnej, edukacji i prawo do emerytury. Oczywiście będą też mogli tam legalnie pracować.

Osoby, które na Wyspach mieszkają krócej, mogłyby się ubiegać się o taki status po upływie 5 lat od czasu przyjazdu. Brytyjski rząd jest także gotów zgodzić się by do imigrantów dołączyli w przyszłości ich bliscy pozostający teraz w swoich ojczyznach. May stawia jednak jeden kluczowy warunek: Kraje Unii muszą w taki sam sposób potraktować mieszkających na kontynencie Brytyjczyków

"Zaczyna brakować Polaków"

Od czasu referendum ws. Brexitu liczba wniosków o nadanie NIN (numer ubezpieczenia wymagany do podjęcia legalnej pracy na Wyspach) składanych przez imigrantów ze środkowej części Europy spadła o jedną trzecią - podało kilka dni temu w specjalnym raporcie University of Oxford's Migration Observatory.

Według danych z tego raportu jesienią ubiegłego roku na Wyspach pracowało 1 000 033 obywateli państw z tego regionu, głównie byli to Polacy. Wiosną liczba ta spadła o kilka tysięcy. - Pracowników z Polski już zaczyna brakować w budownictwie, przemyśle i usługach - mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Jonathan Portes, profesor ekonomii King`s College.

Kiedy Polacy zaczną wracać?

"Masowe powroty Polaków, którzy już mieszkają i pracują na Wyspach, są mało prawdopodobne. Jeśli jednak nastąpią, możemy oczekiwać, że Polacy, którzy przyjadą, nie będą należeli do najbardziej pożądanej kategorii pracowników.

Co prawda, wyjeżdżający do Wielkiej Brytanii są młodzi i dobrze wykształceni (udział osób z dyplomem wyższej uczelni jest wśród nich 2 razy wyższy niż w całej populacji), ale przeważnie pracują poniżej swoich kwalifikacji" - przekonuje dr Agnieszka Bielewska z SWPS.

Wyjaśnia, że "na rynku pracy pożądani są tylko ci migranci, którzy wracają z nową wiedzą, środkami finansowymi i kontaktami, oraz potrafią to wszystko wykorzystać w Polsce". Według niej "angielski już na tyle spowszedniał pracodawcom, że jego biegła znajomość, nie będzie decydującym argumentem za zatrudnieniem". A głównym powodem, który będzie zniechęcał Polaków do powrotu w Wysp jest fakt, że

"praca w sektorach, w których byli zatrudnieni, raczej nie spełni ich oczekiwań finansowych. W dodatku będą musieli konkurować z migrantami ze wschodu, którzy są gotowi pracować za znacznie niższe stawki".  

Brexit staje się faktem. To zła wiadomość dla Polaków na wyspach

Więcej o: