Spłonął w wypadku, ale według urzędników ciągle żyje. Dramat rodziny trwa od 3 tygodni

Mężczyzna, który trzy tygodnie temu zmarł w wypadku, nie może być pochowany. Powód? W świetle prawa nic mu się nie stało.

48-letni Janusz Łukasik, mieszkaniec Siedlec koło Kielc był kierowcą ciężarówki. Dwa tygodnie temu na trasie koło Piotrkowa doszło do wypadku. Na jego pas ruchu wjechał TIR, w wyniku zderzenia mężczyzna zginął na miejscu. 

Podobno ciało taty zupełnie się spaliło i pracownicy prokuratury stwierdzili, że nie da się go zidentyfikować, ponieważ jechał z kolegą i nie wiadomo, który to który.

- mówi Mateusz Łukasik, w rozmowie z serwisem Echo Dnia, który jako pierwszy opisał sprawę. 

Zdaniem Prokuratury Okręgowej w Kielcach śledczy nie mogą wydać aktu zgonu rodzinie pana Janusza, ponieważ dopóki nie są znane wyniki badań, nie można stwierdzić, że to na pewno on uczestniczył w wypadku.

Rodzina zmarłego twierdzi, że zgłosiła na policję, aby pobrano próbki DNA spopielonych zwłok. - Niestety do dziś nie mamy wyników badań - mówią. 

Dopóki prokuratura nie wyda aktu zgonu, rodzina nie może pochować pana Janusza. Nie należy się jej też odszkodowanie, a żona zmarłego nadal opłaca abonament telefoniczny zmarłego męża. 

Więcej o sprawie >>>

Dziwne gesty i śmiechy. Prezydent Andrzej Duda na szczycie NATO zachowywał się bardzo specyficznie

Więcej o: