Jedwabny Szlak XXI wieku. Chiny planują największy projekt inwestycyjny w dziejach

Chińczycy zapowiadają erę globalnej harmonii i handlu. Ale kto na niej zyska? I czy Pekin stać na tak oszałamiające inwestycje?

Najczęściej publikowanym zdjęciem z niedawnej konferencji w Pekinie, podczas której chiński prezydent Xi Jinping przedstawił ideę „Pasa i szlaku” – globalnego planu inwestycji – był kadr ukazujący Władimira Putina przy fortepianie. Rosyjski prezydent umilał sobie grą przerwę w spotkaniach. Ważniejsze wydaje się jednak, kogo na zdjęciach z Pekinu nie było. Zaproszenia nie przyjęli Donald Trump, Theresa May ani Angela Merkel. Przedstawiciele państw Unii Europejskiej nie podpisali też dokumentów mających uroczyście zakończyć międzynarodowe spotkanie, nieoficjalnie przyznając, że planowane przez Chińczyków inwestycje nie gwarantują spełnienia standardów wolnej konkurencji i ochrony środowiska.

Problemem był też brak transparentności i zapewnienia współwłasności w inwestycjach. Tym samym Zachód ustawia się bokiem (do Pekinu pojechały jednak zastępcze delegacje) wobec planów Xi Jinpinga – tak rozległych, że nazywane są największym projektem inwestycyjnym w dziejach. Jeśli się zrealizują, przyćmią powojenny Plan Marshalla. Nie tylko ekonomicznie.

Chiński postkolonializm

Tym, co wydaje się niepokoić przywódców świata zachodniego i innych zamożnych krajów, jest cel zapowiadanych przez Chińczyków działań. Gdyby się powiodły, doprowadziłyby do faktycznego przemeblowania ładu globalnego i ustawiły Chiny w roli lidera międzynarodowej wymiany. To wizja realna szczególnie teraz, gdy Stany Zjednoczone pod wodzą Donalda Trumpa skupiają się na „dawaniu pierwszeństwa Ameryce”, co w praktyce oznacza ich słabnącą obecność w Azji, spadek wiary w amerykańskie inwestycje w państwach rozwijających się i ogólne zwątpienie w supermocarstwowość USA.

Powstaje wolna przestrzeń, którą chiński prezydent chce zapełnić własną wizją. Jest ona atrakcyjna dla niewielkich lub przez Zachód pomijanych, a spragnionych rozwoju państw, a także dla tych, którzy w podważaniu dotychczasowego ładu widzą dla siebie szanse. Dlatego zaproszenie do Pekinu przyjęli m.in. Władimir Putin, Recep Tayyip Erdo?an i część liderów Europy Środkowej, w tym prezydent Czech i krytyczni wobec UE premierzy Polski i Węgier. Z nadziejami przyjechali też przywódcy Kazachstanu, Kirgistanu i Uzbekistanu. Indyjski premier Narendra Modi zaproszenie dość ostentacyjnie odrzucił. Nad Gangesem zamiary Chin nazywane są wprost postkolonializmem. Modi widzi w nich próbę przejęcia kontroli nad całą Azją Południowowschodnią, w tym Sri Lanką, Pakistanem, Bangladeszem dotąd leżącymi w strefie wpływów indyjskich. Właśnie tam mają koncentrować się ważne inwestycje Pekinu. Spowodowane nimi przemiany mogą być tyleż spektakularne, co drastyczne.

Plac budowy na morzach i lądach

Czym ma być „Pas i szlak?”. Według chińskiego prezydenta: „projektem stulecia przydającym splendoru ludzkiej cywilizacji”. A konkretniej: olbrzymim placem budowy, rozciągającym się na lądach i morzach, obejmującym wiele krajów i mającym tchnąć nową energię w przygaszone aktualnie procesy globalizacyjne. Chiny chcą w ten sposób ożywić i zwiększyć handel, przyspieszyć wzrost gospodarczy w Azji i na innych kontynentach. A tym samym rozwiązać własne problemy – spowalniającą produkcję, słabnący rynek wewnętrzny i widmo szybko starzejącej się populacji, która będzie konsumować mniej dóbr.

Pomysł, by czas ekonomicznej flauty pokonać przez budowy dróg, mostów, miast i fabryk jest stary jak świat. Tym razem jednak przyjąłby prawdziwie światowy rozmiar. Chińczycy planują oplecenie globu siecią połączeń samochodowych, kolejowych, lotniczych i morskich. Załatanie licznych dziur transportowo-logistycznych. Na przykład prowadzący przez cały Pakistan korytarz przemysłowy miałby kończyć się dużym portem w Gwadarze (po drodze stanęłyby m.in. elektrownie i fabryki dające zatrudnienie milionowi ludzi). To oznaczałoby rewolucję na pograniczu chińsko-pakistańskim, pojawienie się inwestorów także w sąsiednim Tadżykistanie czy Kirgistanie. Senne, żyjące rytmem XIX-wiecznym rejony zostałyby katapultowane w XXI stulecie. Tam, gdzie dziś są pola uprawne, senne wioski i stada jaków, miałyby rosnąć hale fabryczne, estakady i wieżowce. Podobny skutek mogłyby mieć planowane w Bangladeszu mosty, nowe trasy kolejowe przez Rosję, międzynarodowy port na Sri Lance, ekspresowe koleje w Indonezji czy rurociągi i drogi w Azji Centralnej, a także autostrady łączące południe Chin z basenem Morza Śródziemnego oraz Afryką. Gdyby zliczyć wszystkie projekty składające się na „Pas i szlak”, objęłyby łącznie aż 65 proc. populacji globu, jedną trzecią światowego produktu brutto oraz co czwarty sprzedawany produkt lub usługę.

Nowy wspaniały świat

Główną motywacją Chińczyków wydaje się zwiększenie rynków zbytu dla ich dóbr i technologii. Ale dla wielu państw rozwijających się Chiny są także jedynym partnerem zdolnym i chętnym dokonywać inwestycji takiej skali. Jedynym, który może ich włączyć do gry globalnej. Nawet za cenę „wasalizacji”. Z takim argumentem trudno dyskutować m.in. w tych rejonach Afryki, Ameryki Południowej czy Azji Centralnej, gdzie o zainteresowanie państw Europejskich i USA trudno od lat. Mówiąc językiem polskiej polityki – z punktu widzenia szefów państw takich jak: Myanmar, Bangladesz, Uganda czy Turcja, Chińczycy nie mają z kim przegrać.

Jednak „Pas i szlak”, o którym Xi Jinping po raz pierwszy mówił już w 2013 r., pozostaje na razie przede wszystkim planem. I być może tak należy go postrzegać: jako wizję innego ładu, pierwszą zwerbalizowaną alternatywę wobec trzeszczącego porządku, jaki znamy. Tym bardziej paląca wydaje się potrzeba wspólnej reakcji USA i Unii Europejskiej, ale to dziś byty poróżnione, za bardzo skupione na własnych problemach, by tworzyć plany tak dalekosiężne. Wobec opuszczonego boiska szanse Chińczyków na zdominowanie świata rosną. Ich pomysł, choć niesie ryzyko nowej nierównowagi, negatywnych konsekwencji dla niezliczonych kultur, społeczności i natury, dla miliardów ludzi jest nadzieją na zmianę. Nie wiadomo, czy ta obietnica ma poparcie w realnych zasobach finansowych.

Według wycen różnych chińskich ministerstw zapowiedziane budowy mogą być warte ponad 900 miliardów dolarów. Inne szacunki, przygotowywane przez ośrodki takie jak McKinsey, mówią, że pochodną 150 miliardów dolarów rocznie. Analiza Bloomberga wskazuje zaś, że w chińskim projekcie więcej jest opowieści niż potwierdzonych przedsięwzięć, i że realnie uruchomione środki mogą okazać się wielokrotnie niższe.

Powodzenie każdej inwestycji zależy od entuzjazmu, jaki wzbudzi. Chłód nieobecnych w Pekinie liderów miał prawdopodobnie przygasić podniecenie wokół chińskich wizji. Nie popieramy, ale nie odmawiamy współpracy – ten mętny i zabezpieczający przyszłe niewiadome komunikat, to na razie jedyna odpowiedź Zachodu wobec Pekinu, który stara się chwycić sprzyjający wiatr w żagle.

Paulina WilkPaulina Wilk fot. Michał Mutor/Agencja Gazeta

Paulina Wilk. Ur. 1980. Pisarka, publicystka. Autorka książek "Lalki w Ogniu. Opowieści z Indii" , "Znaki szczególne" o dorastaniu w czasie polskiej transformacji, a także serii bajek dla dzieci o misiu Kazimierzu. Zajmuje się tematyką międzynarodową i literaturą. Stale współpracuje z tygodnikiem "Polityka", a także z "National Geographic Traveler", "Przekrojem" oraz magazynem "Kontynenty". Jest współtwórczynią Big Book Festival - międzynarodowego festiwalu czytania odbywającego się w Warszawie od 2013 r. Pracuje nad książką poświęconą miastom przyszłości.

Więcej o:
Komentarze (34)
Jedwabny Szlak XXI wieku. Chiny planują największy projekt inwestycyjny w dziejach
Zaloguj się
  • jango33

    Oceniono 13 razy 7

    nie wolno pozwolić, żeby zbrodniarze, którzy sprzedają organy więźniów eksportowali swoją ideologię

  • gawor44

    Oceniono 20 razy 6

    a ja trzymam kciuki za Jedwabny Szlak.
    Niech Makrela, Macaron albo pijak Junkers sobie nie myślą, że tylko oni są na świecie.
    Polska zyskała alternatywną możliwość rozwoju.
    A nie wyobrażam sobie, aby Chińczycy wciskali nam islamistów na siłę.

  • psychiatra_po

    Oceniono 11 razy 5

    Macierewicz jest proamerykański, ale taka pani premier już nie. Podobnie jest u Kukizów.

  • psychiatra_po

    Oceniono 11 razy 5

    Chiny to taki ZSRR w wersji 2.0.

  • zamaszysty.cios.w.krocze

    Oceniono 5 razy 3

    Jak się jankesom nie podoba u nas terminal przeładunkowy, który przynosiłby nam miliardowe zyski, to niech wyrównają nam to np. w pomocy wojskowej, taką jaką ma na przykład ma Izrael - kilka mld rocznie.

  • nicniemogetusk

    Oceniono 13 razy 3

    Na tym zdjeciu byla tez pani premeier Szydlo...

    Ale musialo cynglarnie Czerska to piec....

    4% wynosi aktualny wzrost BIP....cynglarnio Czerska...czas na pierwsze samobojstwa....smialo !!!!

  • psychiatra_po

    Oceniono 8 razy 2

    Za 50 lat USA i Chiny będą prowadziły wojnę o surowce... Ale w Układzie Słonecznym.

  • buwalker

    0

    Z jednej strony lepsze to, niż agresywna konkurencja, która nieuchronnie doprowadzi do konfliktu i jego eskalacji, z drugiej, tak lubię krajobraz środkowoeuropejski, że wolałbym, abyśmy wszyscy wyjechali na Zachód, a od Bałtyku po Tatry park ochrony przyrody, i zostawić tylko co ładniejsze starówki, zagubione w puszczy, poprzerabiane na hotele.

    Jeżeli chodzi o Chiny, martwi mnie stosunek administracji do własnych obywateli, co oznacza pewną niekompatybilność - kto do kogo miałby się pod tym względem dopasować? Wydaje się jednak, że przynajmniej w jakimś zakresie wprowadzane są reformy, które pozwolą w przyszłości współpracować z ChRL bez wyrzutów sumienia. Nie rozmawiam z facetami, którzy biją żony, albo z matkami znęcającymi się nad własnymi dziećmi, nawet, jeśli żony i dzieci ich broni, a co dopiero zamieszkać pod jednym dachem? Oczywiście, kultura Dalekiego Wschodu to wielka mądrość i doświadczenie, które europocentrycznych animatorów wprowadzają w zakłopotanie, a mnie fascynują, i od dawna jestem pod ich wielkim wpływem. Jest to więc problem złożony, a nie proste tak albo nie. Jeśli chodzi o mnie, jako komentator apeluję do polskich negocjatorów, aby uzależniali decyzje, podejmowane również w moim imieniu, od szacunku dla zasad demokracji i transparencji, prezentowanego przez partnerów w negocjacjach. Naszym priorytetem jest UE, ale oczywiście hipokryzja zachodnich inwestorów, sięgająca czasów weneckich kupczyków, czy wojen opiumowych kilka wieków później, powinna być przedmiotem osobnej dyskusji.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX