Magdalena Merta: Mam tylko jedno oczekiwanie wobec Donalda Tuska i Ewy Kopacz

- Bałagan był, ale w Rosji. A w Polsce była zła wola. Dla mnie teraz prokuratura naprawia wielkie zło i wielką podłość - mówi portalowi Gazeta.pl Magdalena Merta, która w katastrofie smoleńskiej straciła męża, wiceministra kultury Tomasza Mertę.

Jacek Gądek: Lepiej byłoby zostawić trumny z ciałami tak, jak są, nawet wiedząc, że ciała zostały pozamieniane albo ich fragmenty źle umieszczone? Czy jednak ekshumacje wszystkich ciał i identyfikacje każdego fragmentu ciała są właściwe?

Magdalena Merta: Zawsze i w każdych okolicznościach należy naprawiać zło. Sposób, w jaki potraktowano naszych bliskich, było złem w najczystszej postaci. Prokuratura postępuje teraz właściwie. Decyzja o ekshumacjach mogą się podobać albo nie, jednak to obowiązek prokuratorów.

Po siedmiu latach?

- W 2010 r. ten obowiązek zaniedbano - z woli Rosjan i serwilizmu polskich władz. Nie znaczy to jednak, że każdy następca prawny ma powtarzać ten sam błąd czy wręcz przestępstwo. Osobiście uważam, że każdy fragment ludzkiego ciała powinien wrócić do właściwej trumny. A jeśli ktoś nie chce zabrać szczątków swojego bliskiego, to trudno - wtedy trzeba coś wymyślić. A każdy, kto chce, aby jego bliski nie spoczywał w cudzym grobie, ma prawa tego oczekiwać.

Ma pani dzisiaj obawę, że do trumny, w której spoczywa pani mąż, będzie trzeba dokładać urny z kolejnymi fragmentami ciała?

- Mam nadzieję, że nie.

Wyniki kolejnych sekcji wskazują, że ryzyko jest duże.

- Ciało męża, które widziałam w czasie ekshumacji i ubierania do trumny w zakładzie pogrzebowym, nie nosiło widocznych ubytków. Wiem jednak, że - zwłaszcza laik - nie wszystko może dostrzec. Dlatego też nie pozwolę mojemu Tomkowi spoczywać w niczyim grobie, nawet jeżeli ktoś uznałby, że jego wielkim marzeniem jest zatrzymanie szczątków mojego męża w trumnie swojego bliskiego tylko po to, aby nie otwierać trumny.

Ja na to nie daję przyzwolenia.

Według pani to powinność? Inni członkowie rodzin mówią o barbarzyństwie ekshumacji.

- Traktuję to jako swój obowiązek wobec męża. To fundament naszego człowieczeństwa, choć wiem, że nie wszyscy mamy w sobie takie przekonanie. Jeśli niektórym się wydaje, że wspólne doły śmierci w Katyniu i wspólne doły pogrzebowe na "Łączce" to najwłaściwszy sposób chowania zmarłych, to trudno. Najwyraźniej są z innego ducha.

Nie wymienia pani nazwiska, ale nawiązuje do słów Pawła Deresza, który w Smoleńsku stracił żonę. On mówi, że najwłaściwsza byłaby jedna mogiła wszystkich ofiar 10 kwietnia.

- Ja sobie nie życzę, aby mój mąż leżał w jednym grobie z panią Jolantą Szymanek-Deresz. Nie rozumiem, skąd u pana Pawła Deresza taka potrzeba, aby do jego żony dołączył mój mąż. I koniec.

Paweł Deresz mówi, że był straszny bałagan i chaos, więc stąd mylenie ciał i błędne składanie ich fragmentów do trumien.

- Bałagan był, ale w Rosji. A w Polsce była zła wola. Już pani poseł Małgorzata Wassermann podkreślała prawny wymóg bezpośredniości dowodu. Wszystkie dowody, które można pozyskać samodzielnie, trzeba pozyskać w ten sposób, a nie zdając się na czyjąkolwiek pomoc prawną. Poprzednia władza to zlekceważyła.

Doskonale też pamiętamy próby Beaty Gosiewskiej, aby w ekshumacji jej męża uczestniczył prof. Michael Baden, ale nie uzyskała zgody. Usłyszała od prokuratorów, że nie rozumie, że "Rosja jest mocarstwem". Tak jakby się obawiali, że rosyjskie czołgi wyjadą do Polski, żeby odseparować Badena od stołu sekcyjnego. Trudno się dziwić, że uważamy tamto postępowanie za haniebne. Dla mnie teraz prokuratura naprawia wielkie zło i wielką podłość, jakie stały się niestety naszym udziałem.

Bez względu na ból i cierpienie rodzin należy otwierać trumny?

- Absolutnie nikt nie wymusza uczestnictwa w ekshumacjach i otwieraniu trumien. Prokuratura nawet to odradza i zniechęca, obawiając się emocjonalnych reakcji. Sama byłam przy mężu od chwili otwarcia trumny, przez wszystkie czynności w prosektorium, a potem byłam także w zakładzie pogrzebowym, aby przygotować Tomka do pogrzebu. Robiłam to na własne życzenie. Nikt nie przystawił mi do głowy pistoletu i nie zmuszał do uczestnictwa. Wręcz przeciwnie: obawiali się moich reakcji.

Mój mąż często powtarzał: w życiu trzeba być odważnym. Postanowiłam taka być. Może dlatego, że zawodowo zajmuję się losami żołnierzy wyklętych i podziemiem niepodległościowym po II wojnie światowej. Słowa Danuty Siedzikówny, żeby zachować się jak trzeba, są dla mnie nadzwyczaj ważne. Chciałam się tak zachować i nareszcie mogłam - po tylu latach mogłam.

Beata Gosiewska mówi: - Patrząc na Tuska i polityków PO, widzę twarze morderców mojego męża i elity polskiej. Podpisuje się pani pod takimi słowami?

- To w ogóle nie jest moja retoryka. Nie będę ferować żadnych wyroków nim nie zapadną. Bardzo zależy mi na wyjaśnieniu prawdy - bez względu na to, jak głośny będzie jazgot jej przeciwników. Bo cicho nie będzie.

Póki co nie mamy dowodów na poparcie tezy Beaty Gosiewskiej. Z pełną odpowiedzialnością mogę nazwać Ewę Kopacz kłamcą. Powstrzymałabym się jednak przed posądzaniem kogoś o morderstwo.

Była premier została przesłuchana, a wcześniej wydała oświadczenie w pojednawczym tonie: "Dzisiaj najważniejsze są rodziny tych, którzy swoje życie zostawili pod Smoleńskiem. To przez wzgląd na nich nie pozwolę, aby z narodowej tragedii robić politykę jednej partii politycznej. Nasz naród zapłacił zbyt wysoką cenę za podział".

- Nie mam poczucia, żebym była istotna dla Ewy Kopacz. Gdyby rodziny smoleńskie były najważniejsze i gdyby Ewa Kopacz troszczyła się o nie, to ekshumacje dawno by się odbyły. Albo w ogóle by ich nie było, bo autopsje zostałyby przeprowadzone od razu po przewiezieniu ciał do Polski. W jej słowach, że "rodziny smoleńskie są najważniejsze" jest tyle prawdy co w słowach, że ziemia w Smoleńsku była przekopywana na metr głębokości.

Ewa Kopacz podkreśla, że poleciała do Moskwy w odruchu dobrej woli, a o sekcjach i ekshumacjach nie decydowała, bo to leży w gestii prokuratora.

Szkoda, że nie starczyło jej dobrej woli do bronienia polskich, a nie rosyjskich interesów. Ewa Kochanowska relacjonowała, że Tomasz Arabski mówiąc o zakazie otwierania trumien bardziej zwracał nie do Polaków, ale do Rosjan, aby ich uspokoić: że wasze łajdactwo nie wyjdzie na jaw.

Bardziej wierzę Kochanowskiej niż Kopacz.

Odmawia pani Ewie Kopacz dobrej woli? Zarzuca jej pani złą wolę czy pewną naiwność, do której się sama przyznała?

- Proszę mi nie kazać rozstrzygać, czy Ewa Kopacz jest zła czy głupia. Nie wiem. Każda z tych postaw jest szkodliwa i jest krzywdą dla rodzin smoleńskich.

Kilka lat temu powiedziała "przepraszam" za słowa o przekopywaniu ziemi na metr. Wątpi pani w jej szczerość?

- Nie mam pojęcia. Zrobiła to, kiedy nie dało się tego kłamstwa już podtrzymywać.

Były szef MSZ Radosław Sikorski zmienił zdanie ws. ekshumacji. - Myślałem, że rząd PiS robi je po to, by dosypać trotylu i udowodnić zamach. Jednak są one rzetelne - ocenił. Jak pani ocenia tę przemianę?

- Rzetelne, bo gwarantują to liczne instytuty z Zachodu. Bo prokuratura - zrażona doświadczeniami z rodzimymi instytucjami - zwróciła się do zagranicznych ośrodków. Prokuratura okazuje też ograniczone zaufanie do polskich ośrodków badawczych, co jest spełnieniem postulatów umiędzynarodowienia śledztwa.

Opozycja przytacza słowa Jacka Sasina (PiS), który w kilka dni po katastrofie mówił: "Wszystko odbyło się z wielkim poszanowaniem dla ciał". A przecież nie było. Też nie mówił prawdy?

- Jacek Sasin opuścił Smoleńsk bardzo wcześnie - zaraz po katastrofie. Mam wrażenie, że najzwyczajniej w świecie powtarzał cudze opinie. Pamiętajmy, jak po informacjach o obecności polskich lekarzy przy sekcjach, pojawiło się ich oficjalne stanowisko, że było dokładnie odwrotnie: do niczego ich nie dopuszczono.

Pani sądzi, że brak poszanowania dla ciał to przejaw rosyjskiego braku szacunku dla nich, czy celowe, intencjonalne działanie Rosjan?

- Tego nie wiem. Ale wiem, że gaszenie niedopałków papierosów na ciałach ofiar z pewnością nie wynikało z bałaganu czy pośpiechu. W tym na pewno było barbarzyństwo. Mówienie "bo Rosjanie tak mają", bo nie wykształcili kulturowych wzorców właściwych Europie zachodniej, to mydlenie oczu.

Myśmy mieli ciała w trumnach już w Polsce. Polskie władze zaniechały ich otwarcia.

Ma pani dzisiaj jakieś oczekiwania wobec Donalda Tuska i Ewy Kopacz?

- Takie, żeby ich nigdy w życiu już nie spotkać. Większych oczekiwań nie mam.

Zobacz także. Nieprzyjęcie uchodźców może Polskę drogo kosztować: