Duda, szef BBN, Macierewicz i szef MSZ polecieli jednym samolotem. "Mam w pamięci Smoleńsk"

Kolejny raz grupa najważniejszych polityków w państwie wybrała się w zagraniczną podróż jednym samolotem. Tym razem na szczyt NATO. Kilka miesięcy temu podobna eskapada zakończyła się kilkutygodniową awanturą wokół przestrzegania procedur.

Z prezydentem Dudą jednym samolotem polecieli na szczyt NATO do Brukseli m.in. Antoni Macierewicz, Witold Waszczykowski, szef BBN Paweł Soloch, oraz Szef Sztabu Generalnego, gen. broni Leszek Surawski, a także szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski. Towarzyszyła im grupa dziennikarzy i to jeden z nich, Marcin Wikło, zwrócił uwagę na fakt, że aż tylu polityków pełniących ważne funkcje w państwie znów leciało jednym samolotem.

- Nawet jeśli nie złamano dzisiaj instrukcji HEAD dotyczącej przewozów najważniejszych osób w państwie, to nie warto żyłować jej do granic możliwości. Skład delegacji do Brukseli mnie zatrwożył. Bo mam w pamięci Smoleńsk i w takich momentach wyobraźnia galopuje mi jak szalona i czuję ciarki na plecach. Nic na to nie poradzę - napisał Wikło na portalu wpolityce.

Grudniowy "tupolewizm"

To nie pierwszy raz kiedy najważniejsze osoby w państwie podróżują jedną maszyną. W grudniu ubiegłego roku media szeroko rozpisywały się o powrocie rządowej delegacji ze spotkania z premier Wielkiej Brytanii. Wtedy do przeciążonego rządowego embraera wsiedli m.in. premier Beata Szydło, wicepremier Mateusz Morawiecki, szef MON Antoni Macierewicz, szef MSZ Witold Waszczykowski, szef MSW Mariusz Błaszczak.

"Przedstawiciele najważniejszych resortów siłowych, premier i jej pierwszy zastępca w źle wyważonym samolocie, który ma zaraz wylecieć" - dziwił się Zbigniew Parafianowicz, dziennikarz "Dziennika Gazety Prawnej", który pierwszy napisał o spawie. - Mam wrażenie, że członkowie rządu nie wiedzieli, co się dzieje - mówił później w rozmowie z Gazeta.pl.

Po kilkudziesięciu minutach samolot opuściła grupa osób, głównie dziennikarzy, która zgodziła się lecieć casą kilka godzin później. W jednej z rozmów między znajdującymi się na pokładzie padło określenie "to tupolewizm".

Elastyczna instrukcja HEAD

Po tamtym locie wybuchła polityczna burza. Politycy opozycji zarzucali organizatorom lotu złamanie tzw. instrukcji HEAD, określającej zasady podróżowania najważniejszych osób w państwie. W opublikowanym w 2013 r. przez MON dokumencie określającym zasady obowiązujące w lotnictwie sił zbrojnych RP znalazło się m.in. zdanie, że "na pokładzie tego samego statku powietrznego nie mogą przebywać w czasie lotu jednocześnie Prezes Rady Ministrów i pierwszy Wiceprezes Rady Ministrów".

- "Cywilna" instrukcja HEAD nie została złamana. Jest to dokument niejawny. W sytuacji braku samolotów mogą zdarzać się sytuacje, kiedy są decyzje, czy lotniska, czy przewoźników, na które trzeba reagować w trakcie - tłumaczyła wtedy szefowa KPRM Beata Kempa.

Więcej o: