"Relacje z Polską nie polepszą się. Chyba że nastąpi zmiana, ale w Warszawie"

Choć nie dawano mu wielkich szans, Emmanuel Macron już wkrótce oficjalnie obejmie urząd prezydenta Francji. Jakie będą jego pierwsze decyzje i jak jego wygrana wpłynie na polsko-francuskie relacje, mówi w rozmowie z nami prof. Stéphane Wahnich.

Tomasz Setta, Gazeta.pl: Stało się. Emmanuel Macron, zgodnie z przewidywaniami, pokonał ostatecznie w niedzielę Marine Le Pen i wkrótce wprowadzi się do Pałacu Elizejskiego. Gdzie liderka Frontu Narodowego popełniła błąd?

Prof. Stéphane Wahnich*: - Z pewnością bardzo źle wypadła w ostatniej, decydującej debacie telewizyjnej. To była jej ostatnia szansa na przyciągnięcie wyborców. Nie zachowywała się wtedy „prezydencko”, przez co nawet część zwolenników Frontu Narodowego odwróciła się od niej. Oprócz tego, była też bardzo skupiona na przeszłości, na wytykaniu błędów obecnego prezydenta, Francoisa Hollande’a [Macron był jego ministrem – red.], zamiast na swoich przyszłych planach. Do tego doszła wielka, niedzielna mobilizacja „anty-Le Pen” w trakcie głosowania.

Pytanie co teraz, kiedy opadł już powyborczy kurz?

- Podstawowe pytanie brzmi, kogo Macron wskaże jako premiera. To będzie pierwsza decyzja nowego prezydenta. Tu w grę wchodzą trzy rozwiązania: to może być ktoś z Partii Republikańskiej lub Socjalistycznej – „wyciągnięcie” takiej osoby z którejś z tych ugrupowań może je jeszcze bardziej osłabić [ich kandydaci nie weszli do II tury – red.]. Trzecia opcja to natomiast ktoś zupełnie z poza politycznego establishmentu, choć to rozwiązanie jest akurat najmniej prawdopodobne. Niemniej, giełda nazwisk jest wciąż otwarta.

W centrum minionej kampanii była bez wątpienia Unia Europejska i stosunek do niej. Macron deklarował się jako jej wielki zwolennik, ale także orędownik reform. Jakie będą jego pierwsze kroki na tym polu?

- Swego rodzaju komunikacyjny talent Macrona polega na tym, że w jednym zdaniu potrafi on połączyć ze sobą dwie przeciwstawne koncepcje. Mówi w taki sposób, że w rezultacie każdy słyszy to, co chce usłyszeć. Stąd nie zawsze można być do końca pewnym jego zamiarów. I tak jest w tym przypadku. Wiemy jedynie, czego na pewno nie zrobi - nie wyprowadzi Francji ze strefy euro. I zmieni w jakiś sposób relacje z Berlinem, ale jak? Odpowiedź przyjdzie z czasem.

Ryzyko Frexitu, czyli wyjścia Francji z Unii Europejskiej, oddaliło się za sprawą przegranej Le Pen? Pytam, bo o takim rozwiązaniu wspominał w trakcie kampanii nawet proeuropejski Macron.

- W tym momencie Frexit nie wydaje mi się prawdopodobny. Chociaż, owszem, przesadna biurokratyzacja jest dziś jednym z przykładowych, nierozwiązanych problemów Unii Europejskiej. Dlatego jeśli chce ona poprawić swój wizerunek, musi się zwrócić ku ludziom, przeprowadzić niezbędne reformy – i to zapowiadał Macron, ale bez szczegółów. Ale Francuzi z pewnością nie chcą opuszczać strefy euro, a musieliby to zrobić, gdyby zdecydowali się na Frexit. Jednak wizja tego, co by się wtedy stało z ich pieniędzmi, jest dla nich zbyt przerażająca i nigdy na to nie pozwolą.

Niedzielna przegrana to koniec Marine Le Pen w polityce?

- Trzeba pamiętać, że jej wczorajszy wynik nie był oczywiście zwycięstwem, ale nie był też zupełną porażką. To najlepszy rezultat Frontu Narodowego w historii. Gdyby jednak uzyskała w II turze co najmniej 40 procent, można by się spodziewać, że powalczy o Pałac Elizejski jeszcze raz za kolejne 5 lat, czyli w 2022 roku. Ponieważ jednak zdobyła dużo mniej głosów, to podejrzewam, że w następnych wyborach jej partia postawi na zupełnie nowego kandydata i będzie nim najpewniej Nicolas Dupont-Aignan, którego Le Pen chciała wskazać na premiera. Te wybory pokazały, że Francuzi nie mają ani zaufania do Frontu Narodowego jako takiego, ani do rodziny Le Pen, zwłaszcza ich ekonomicznych rozwiązań. Dlatego jeśli chcą mieć szanse w następnych wyborach, muszą postawić na kogoś zupełnie nowego.

Na koniec chciałem zapytać, jak teraz ułożą się relacje pomiędzy Paryżem a Warszawą? Wielu komentatorów w Polsce twierdzi, że, nasze stosunki znacznie ochłodziły się, zwłaszcza po rezygnacji z zakupu francuskich śmigłowców bojowych. Od miesięcy nie Polska nie ma też swojego ambasadora w Paryżu.

- Moim zdaniem głównym powodem tego ochłodzenia jest ogólnie polityczna rewolucja, jaka dokonała się niedawno w Polsce, a nie sprawa Caracali. Do tego trzeba pamiętać, że Macron był ministrem w rządzie obecnego prezydenta, Francoisa Hollande’a. Dlatego uważam, że w dziedzinie stosunków zagranicznych kurs Francji nie ulegnie żadnej zasadniczej zmianie, także w relacjach z Polską, ale i np. z Rosją. Nasze wzajemne stosunki nie polepszą się, chyba że nastąpi zmiana, ale w Warszawie. To jest jedyny sposób.

*Prof. Stéphane Wahnich jest dyrektorem instytutu badania opinii publicznej SCP Communication w Paryżu oraz profesorem, wykładowcą komunikacji politycznej na Uniwersytecie Paris Est-Creteil (UPEC).

A TERAZ ZOBACZ: Macron wygrywa wybory prezydenckie. Radość na ulicach Paryża i rozczarowanie w sztabie Le Pen