Będą czekać na Tuska na dworcu. Byłego premiera powitają zwolennicy. Ale nie tylko oni

Donald Tusk stawi się dziś w warszawskiej prokuraturze. Wcześniej czeka go powitanie na Dworcu Centralnym, przygotowane m.in. przez członków PO i KOD. Na miejscu pojawią się również jego przeciwnicy.

- Widziałem głównie na różnych portalach, blogach, na Twitterze, że kilka osób się wybiera, żeby mnie jakoś wesprzeć. I jest to bardzo miłe - powiedział rano Tusk przed odjazdem z Sopotu. Dziennikarze pytali go też m.in. o to, dlaczego zdecydował się na podróż pociągiem, a nie jak zwykle samolotem. - To dobra dla mnie okazja, żeby przetestować pendolino. Z Gdańska do Warszawy nim jeszcze nie jechałem, a czuję się jakoś ich ojcem - mówił Tusk.

Jego przyjazd do Warszawy jest zaplanowany na godz. 10:40. Organizatorzy wydarzenia #ChodzmyzTuskiem chcą wtedy powitać byłego premiera i wspólnie odśpiewać mu "Sto lat" - 22 kwietnia polityk kończy bowiem 60 lat.

- To będzie pełne dobrych emocji spotkanie Polaków - mówił w TVN24 były polityk Platformy, Jacek Protasiewicz (dziś w kole Europejskich Demokratów). - To zahacza o groteskę - oceniła z kolei Joanna Scheuring-Wielgus z Nowoczesnej.

Środową akcję wspiera wielu członków PO oraz KOD. Ale to nie jedyna grupa, która będzie czekała na przyjazd szefa Rady Europejskiej. Swoją obecność zapowiedziały m.in. Kluby "Gazety Polskiej". Na dworcu będą również uczestnicy wydarzenia "Powitajmy Tuska tak jak na to zasługuje". Jego organizatorem jest prawicowy dziennikarz Cezary Gmyz, obecnie korespondent TVP w Berlinie.

Po tych wydarzeniach Tusk stawi się w warszawskiej Prokuraturze Okręgowej. W charakterze świadka złoży tam zeznania w śledztwie przeciwko były szefom Służby Kontrwywiadu Wojskowego. - Byłbym wyjątkiem w Polsce, gdyby powiedział, że ta sprawa jest neutralna - mówił rano Tusk. Ocenił, że wezwanie go na przesłuchanie jest "elementem politycznej nagonki". - Jej autorzy zresztą tego nie ukrywają - dodał.

Czego dotyczy śledztwo?

W śledztwie postawiono zarzuty b. szefom SKW Januszowi Noskowi i Piotrowi Pytlowi. Zarzuty - jak informował wtedy prok. Michał Dziekański - polegają na "przekroczeniu uprawnień funkcjonariusza publicznego wskutek podjęcia współpracy ze służbą obcego państwa bez zgody prezesa Rady Ministrów, wymaganej przez ustawę o SKW i SWW [Służbie Wywiadu Wojskowego - red.]".

W grudniu TVN i "Gazeta Wyborcza" podawały, że chodzi o umowę zawartą przez SKW w 2010 r. z rosyjskimi służbami specjalnymi, związaną z koniecznością wycofania z Afganistanu polskiego kontyngentu wojskowego. Jego droga powrotna prowadziła przez teren Rosji. "Umowa pozwalała na sprawne, bezpieczne wycofywanie naszych żołnierzy oraz sprzętu z Afganistanu" - podała TVN, powołując się na rozmówców ze służb. CZYTAJ WIĘCEJ >>>

- Świat służb rządzi się innymi kryteriami niż świat polityki. Życie i zadania narzucają służbom określone zachowania. Kiedy nasze wojska stacjonowały w Afganistanie, żywność do większości baz natowskich dostarczały rosyjskie firmy cateringowe. Na Bliskim Wschodzie - w Libanie i w Syrii - w ramach misji ONZ Rosjanie zapewniali transport lotniczy - mówił gen. Nosek w rozmowie z "Wyborczą". - To wszystko powoduje, że służby nie mogą nie mieć ze sobą kontaktów. Czym innym jest jednak posiadanie kontaktu, a czym innym współpraca. Nie jest prawdą, że SKW podjęła nielegalną współpracę z FSB - dodał.

A TERAZ ZOBACZ: Mocne przemówienie Tuska na szczycie UE