Gdzie zaczyna się człowiek. W laboratoriach naukowych powstają "syntetyczne ludzkie byty"

Jak traktować "byty zarodkopodobne"? Czy to, że mają tylko część cech zarodków ludzkich pozwala na ich hodowlę w laboratoriach bez ograniczeń? Czy czują ból? - zastanawiają się naukowcy.

I znów nauka prześcignęła etykę. O ile bowiem etycy jeszcze debatują, co robić z zarodkami człowieka pochodzącymi z zapłodnienia in vitro, to naukowcy mają już do czynienia z ludzkimi komórkami macierzystymi, które „organizują się w struktury zarodkopodobne”. W najnowszym numerze czasopisma naukowego „eLife” zespół badaczy kierowany przez doktora Johna Aacha z Harvard Medical School w Bostonie próbuje określić, jak się do nich odnosić. Przyjął dla nich nazwę „syntetyczne ludzkie byty o cechach zarodkopodobnych” – w skrócie SHEEF (od angielskich słów „synthetic human entities with embryo-like features”).

– Określenie „syntetyczny zarodek” uważam za fatalne  – komentuje dla portalu Gazeta.pl prof. Maria A. Ciemerych-Litwinienko z Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego. – To nie są syntetyczne komórki! To są komórki macierzyste, które organizują się w strukturę podobną do zarodka. „Synteza” tych komórek zaszła więc w sposób naturalny, a naukowcy jedynie zapewnili odpowiednie warunki oddziaływań takich komórek między sobą. Użycie takiego określenia może negatywnie nastawić ludzi i przyćmić korzyści z wykorzystania komórek macierzystych w badaniach naukowych.

Co potrafi komórka macierzysta?

A te rzeczywiście są ogromne. Bo komórki macierzyste to takie, które mogą się przekształcić w inne rodzaje komórek – niektóre tylko w kilka, inne w dowolne. Odkąd je odkryto, budziły nadzieje, że pozwolą na uzyskanie narządów do przeszczepów, regenerację uszkodzonych lub wadliwie funkcjonujących części ciała oraz leczenie chorób genetycznych. Uznano je za przełom w medycynie, a badania nad nimi uhonorowano Nagrodą Nobla już dwukrotnie: w 2007 i w 2012 r.

Początkowo naukowcy zderzyli się z problemem ich hodowli w laboratoriach oraz różnicowania w rozmaite rodzaje komórek. W miarę postępów badań udawało się jednak uzyskiwać struktury, które coraz bardziej przypominały zarodki. W 2011 r. na przykład zespół dra Aacha wstrzyknął ludzkie komórki macierzyste na „rusztowanie” uzyskane po usunięciu z mysiego zarodka jego własnych komórek. Badacze przypuszczali, że zróżnicują się one w rozmaite tkanki i narządy. Zdali sobie jednak sprawę, że jeśli osiągną sukces, to otrzymają „byt zarodkopodobny”, w którym być może zacznie się rozwijać ludzkie serce czy mózg. Obawiając się konsekwencji etycznych takiego eksperymentu, zakończyli go. I doszli do wniosku, że należy określić kryteria, do jakiego momentu można hodować w laboratorium owe „ludzkie byty zarodkopodobne”.

Reguła 14 dni

W laboratoryjnej hodowli ludzkich zarodków takie kryterium istnieje już od 1979 r. i nosi nazwę „reguły 14 dni”. To od dnia, kiedy w zarodkach ludzkich pojawia się tzw. smuga pierwotna. – To komórki tworzące mezodermę, tzw. trzeci listek zarodkowy. Z niego tworzą się liczne tkanki i narządy: np. chrząstka, kość, krew, mięśnie. W tym momencie zarodek zyskuje szansę na „kompletność” i dalszy rozwój – mówi prof. Ciemerych-Litwinienko.

Uznano więc, że rozwój zarodków ludzkich w laboratorium należy zatrzymać najpóźniej 14. dnia. Zdaniem dra Aacha i jego współpracowników tej zasady nie sposób jednak zastosować do „bytów zarodkopodobnych”. Ich rozwój często przebiega nietypowymi ścieżkami. Może się u nich w ogóle nie pojawić smuga pierwotna, a mimo to wykształcić się zaczątkowy mózg, a co za tym idzie – być może nawet zdolność do odczuwania bólu.

Hodowanie narządów do przeszczepów

– Musimy się tym zająć teraz, kiedy jeszcze mamy trochę czasu – powiedział dr Aach w rozmowie z dziennikiem „The New York Times”. I proponuje, by określić cechy, które nie mają znaczenia w etyce i dlatego ich pojawienie się w „bytach zarodkopodobnych” nie będzie wywoływać oporów moralnych. Dodatkowo można też wyliczyć te cechy czy struktury, do których rozwoju nie należy dopuszczać. To pozwoli wyznaczyć granice, jakich nie należy przekraczać prowadząc doświadczenie w laboratorium. Jeśli „byt zarodkopodobny” nie będzie odczuwał bólu, to można sobie wyobrazić, że wyhoduje się z niego tkanki, a może nawet narządy do przeszczepów, bez ryzyka naruszenia zasad moralnych.

Inni naukowcy nie są jednak przekonani, że uda się uzgodnić takie reguły. – Wątpliwe jest dojście do porozumienia – komentował dla „The New York Timesa” Henry Greely ze Stanford University w USA. A Paul Knoepfler z University of California dodał: – Oni otworzyli drzwi do mnóstwa trudnych pytań.

O autorze

embed

Wojciech Mikołuszko jest dziennikarzem naukowym i autorem sześciu książek
popularnonaukowych dla dzieci i młodzieży. Studiował na Uniwersytecie Warszawskim, uzyskując dyplom magistra paleontologii, oraz w Szkole Reportażu Collegium Civitas. Jego teksty trzykrotnie były wyróżniane w Konkursie im. Karola Sabatha na najlepszy materiał popularnonaukowy.

Kilkakrotnie wyjeżdżał na stypendia amerykańskich instytucji badawczych dla dziennikarzy naukowych. Rok akademicki 2010/2011 spędził w Cambridge w USA jako laureat prestiżowego the Knight Science Journalism Fellowship na Massachusetts Institute of Technology. W 2017 r. Polskie Stowarzyszenie Dziennikarzy Naukowych nominowało go do nagrody the European Science Writer of the Year.

A TERAZ ZOBACZ: Naukowcy odkryli, że cesarskie cięcia wpływają na ewolucję. W Polsce to aż 40% wszystkich porodów