Prokuratura potwierdza: Jest śledztwo w sprawie Misiewicza. Miał proponować posady radnym PO

• Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie "pracownika gabinetu" szefa MON• Chodzi o doniesienia "Newsweeka" o politycznej korupcji radnych PO• Bartłomiej Misiewicz miał obiecywać posady w zamian za stworzenie koalicji

W rozmowie z Prokuraturą Okręgową w Piotrkowie Trybunalskich potwierdziliśmy doniesienia radia RMF FM - na wniosek posłów Platformy Obywatelskiej wszczęto śledztwo w sprawie materiału "Newsweeka". Tygodnik opisał propozycje, jakie Bartłomiej Misiewicz składał radnym PO w Bełchatowie. Współpracownik Antoniego Macierewicza miał obiecywać zatrudnienie w państwowej spółce w zamian za rozwiązanie klubu PO. O incydencie pisał "Newsweek", a zawiadomienie do prokuratury złożyli posłowie Platformy Obywatelskiej. 

Dowiedz się więcej:

Co napisał "Newsweek"?

Według informacji "Newsweeka", Bartłomiej Misiewicz pod koniec sierpnia próbował w Bełchatowie stworzyć koalicję z PO, aby obsadzić stanowisko wicestarosty. Radnych PO zachęcał do rozwiązania swojego klubu, dając im obietnice zatrudnienia. Towarzyszył mu Sławomir Zawada, prezes państwowej spółki PGE GiEK, która jest największym pracodawcą w tamtym rejonie. Dzięki Misiewiczowi posadę w GiEK-u miała dostać m.in. wiceprezydent miasta.

Jakie jest stanowisko Misiewicza?

Po tych doniesieniach Misiewicz zwrócił się z prośbą do ministra obrony narodowej o zawieszenie w funkcjach w MON. Zapowiedział też, że wytoczy proces tygodnikowi "Newsweek" za "nieprawdziwy i szkalujący artykuł". Macierewicz przychylił się do prośby Misiewicza i zawiesił go w czynnościach. Zaznaczył przy tym, że oczekuje od tych, którzy prowadzą kampanię wymierzoną w Misiewicza, że "poza pomówieniami przedstawią także dowody".

Więcej o: