Wdowa po oficerze BOR: "Unurzacie nas w błocie za te ekshumacje". Zdradza, że nie ma nawet renty po mężu

Wdowa po chor. Jacku Surówce pisze o bólu związanym z planowaną ekshumacją szczątków ofiar katastrofy smoleńskiej. Wyjaśnia również, że w odróżnieniu od niektórych rodzin, sama nie ma nawet renty po mężu.

Krystyna  Łuczak-Surówka, wdowa po oficerze BOR Jacku Surówce, który zginął w katastrofie smoleńskiej, zabrała głos w sprawie ekshumacji szczątków ofiar. Podkreśliła, że proces ten będzie dla wielu rodzin kolejną osobistą tragedią i będzie wiązał się z koniecznością zorganizowania kolejnego pogrzebu. "Czy jesteście w stanie choć trochę wyobrazić sobie jak to jest być targanym z każdej strony od tylu lat? Czy śmierć to za mało? Czy ktoś Was szturcha nad grobem najbliższej osoby?" - napisała.

"I teraz nas unurzacie w błocie za te ekshumacje, bo sam fakt, że się odbędą wbrew nam to mało. Trzeba nas jeszcze unurzać... Czy jesteście sobie w stanie wyobrazić jak można coś takiego przeżywać od lat? Nie jesteście? Niemniej tak jest. Witam w moim świecie" - ubolewa wdowa.

Milionowe odszkodowania dla bliskich obozu władzy

"Nikogo nie dziwi, że o milionowe odszkodowania pozwy do sądów składają tylko bliscy z obozu obecnej władzy rządzącej? Sądzicie, że nikt im nie zasugerował, by teraz złożyć?" - pyta Łuczak-Surówka. Jednocześnie wyjaśnia, że sama nie ma nawet renty po mężu. Świadczenia odmówiono, bo kobieta była za młoda. "A kiedy koledzy męża dopominali się i mnie popchnęli by złożyć dokumenty to unurzano mnie w błocie biurokracji i tylko upokorzono po nic" - dodała.

Co z rozmową braci Kaczyńskich?

Wdowa spytała też o rozmowę braci Kaczyńskich przez telefon satelitarny. "Nikogo nie dziwi, że rozmowa przez telefon satelitarny braci Kaczyńskich nie zostanie upubliczniona a ciała ofiar katastrofy smoleńskiej są niezbędnym dowodem w politycznej grze pod hasłem 'zamach'? Przypomnę, że rozmowy z kokpitu usłyszeliśmy od razu i bez uprzedzenia w tv, my najbliżsi" - wyjaśniła.

Krystyna Łuczak-Surówka jest historykiem i krytykiem designu, wykładowcą warszawskiej ASP. Jej mąż, chorąży Jacek Surówka był funkcjonariuszem Biura Ochrony Rządu. W październiku 2010 roku "Gazeta Polska" ogłosiła, że oficer BOR dzwonił do żony już po katastrofie. - To bardzo bolesna nieprawda. Mąż do mnie nie dzwonił - mówiła wówczas.

Zobacz też: Po co te ekshumacje? Co mają pokazać? Kosiniak-Kamysz ma swoją koncepcję