Nie będzie komisji ds. reprywatyzacji. HGW: "Chcą gonić króliczka". Awantura o Warszawę

• Powołanie komisji ds. reprywatyzacji nie znalazło się w porządku obrad
• Gronkiewicz-Waltz przedstawiła informacje na temat reprywatyzacji
• Sala krzyczała: "do dymisji", "złodzieje" i "HGW musi odejść"

Po północy zakończyła się nadzwyczajna sesja Rada Warszawy. Rada nie zajęła się wnioskiem radnych PO o powołanie komisji ds reprywatyzacji. Zabrakło koniecznej liczby głosów do umieszczenia tego punktu w porządku obrad. 

- Niestety nie udało się. Chodzi chyba o to, żeby gonić króliczka, a nie żeby go złapać. Jestem zdeterminowana, żeby te wszystkie rzeczy, które znajdziemy w Wydziale Dekretowym były ujawnione na światło dzienne i te, które się nadają do postępowania karnego były dokładnie prześwietlone - powiedziała po głosowaniu prezydent Warszawy.

- Ta komisja byłaby fasadowa, fikcyjna, dlatego że de facto ludzie, którzy pracowaliby w tej komisji, nie byliby w stanie obrobić tej ilości dokumentów. Lata od 1990 do 2016 roku, to jest wiele tysięcy spraw, które trzeba przebadać. To jest niewykonalne - odpowiedział na to szef klubu radnych PiS Cezary Jurkiewicz. 

Na sesję bardzo licznie przybyli mieszkańcy, aktywiści miejscy, m.in. ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze oraz przedstawiciele Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów i partii Razem. Przynieśli ze sobą plakaty i transparenty.

"HGW musi odejść"

Od początku na sali jest bardzo głośno. Kiedy Gronkiewicz-Waltz weszła na mównicę kilkaset osób krzyczało "Do dymisji, do dymisji". Słychać było również "Nie żartuj, nie żartuj", gdy prezydent powiedziała, że przez wiele lat "żądała i błagała o ustawę reprywatyzacyjną". Aktywiści skandują też m.in. "złodzieje, złodzieje!", "HGW musi odejść" i nazwisko zamordowanej działaczki lokatorskiej Joli Brzeskiej.

Jeden z transparentów aktywistów przedstawia trzy zdjęcia Hanny Gronkiewicz-Waltz z ustami, oczami i uszami zakrytymi rękami oraz podpisem "Zdanie pani prezydent w sprawie reprywatyzacji". Na ścianie sali rozwieszono duży materiał z napisem: "Hańba Gronkiewicz-Waltz żądamy dymisji", rozwiesili go przedstawiciele partii Razem. Na sali widać też transparent z listą adresów, które zostały zreprywatyzowane.

Próba dialogu z lokatorami

Prezydent Warszawy w odpowiedzi na okrzyki sali, sama zaczęła pokrzykiwać. "Mała ustawa jest sukcesem mojej ekipy!" - podkreślała. Twierdziła też, że atakuje ją PiS, które głosowało przeciwko ustawie reprywatyzacyjnej. "Lokatorzy to nie PiS" - odpowiadała sala.

- Wiem, że na przestrzeni ostatnich lat nie byliśmy w stanie spełnić wszystkich waszych oczekiwań. Wiem, że jesteśmy surowo przez was oceniani. Chcę jednak podkreślić, że nasza polityka spełnia część waszych postulatów - powiedziała Gronkiewicz-Waltz, zwracając się do znajdujących się na sali przedstawicieli lokatorów.

"Wierzyłam, że Kaczyński zatrudniał uczciwych ludzi"

Prezydent stolicy zaproponowała Radzie Warszawy powołanie komisji ws. reprywatyzacji z udziałem radnych, przedstawicieli lokatorów i organizacji społecznych takich jak Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów, Komitet Obrony Lokatorów czy Miasto Jest Nasze.

Gronkiewicz-Waltz powiedziała też, że nigdy nie upolityczniła urzędu, dlatego pozostawiła urzędników, którzy pracowali w ratuszu od lat i byli uznawani za specjalistów. - Wierzyłam, że moi poprzednicy, m.in. Lech Kaczyński zatrudniał uczciwych ludzi. Niestety zawiedli moje i mieszkańców zaufanie i za to dziś z tego miejsca przepraszam - powiedziała.

Odpowiedzialność polityczna

Prezydent stolicy oświadczyła, że jej odpowiedzialnością jest wyjaśnienie sprawy reprywatyzacji do końca i wyciągnięcie konsekwencji. Ale - jak dodała - "jeśli mówimy o odpowiedzialności politycznej, to pytajmy o nią również wszystkich poprzednich prezydentów stolicy, parlamentarzystów, premierów i prezydentów Polski".