"Krzyczeli 'wyp****dalajcie'. Koleżanka dostała kilka mocnych ciosów". Szumełda o zajściach w Gdańsku

• W Gdańsku odbyły się uroczystości pogrzebowe "Inki" i "Zagończyka"• Podczas pogrzebu członkowie ONR zaatakowali działaczy KOD-u• Lider pomorskiego KOD: "Byłem szturchany, wyzywany, popychany"

Działacze Komitetu Obrony Demokracji twierdzą, że zostali wyrzuceni z pogrzebu "Inki" i "Zagończyka", działaczy AK, którzy zostali zabici przez komunistyczne władze. Wcześniej doszło do przepychanek z członkami Obozu Narodowo-Radykalnego i Młodzieży Wszechpolskiej. Ucierpieć miał m.in. lider KOD Pomorze Radomir Szumełda. - Poturbowali mnie, mam zerwany spory płat skóry na palcu - mówił. 

Więcej na temat zajścia Szumełda powiedział w rozmowie z Gdańsk.pl. Gdy razem z Mateuszem Kijowskim próbował przedostać się do grupy działaczy KOD, zostali otoczeni przez narodowców. W tłumie miał być "szturchany, wyzywany i popychany". 

Bezradność policji

- Mówiąc wprost, krzyczeli: "Wyp***dalajcie!”. Szturchanie, przepychanki. Jedna z naszych koleżanek dostała kilka mocnych ciosów w plecy! Powyrywano nam przypinki KOD, wyrwano nam flagi - relacjonuje działacz. Wówczas policjanci poprosili KOD-owców, by opuścili plac, bo nie byli w stanie zagwarantować im bezpieczeństwa. 

- Ja oczekuję i chciałbym bardzo, żeby w tej sprawie zabrał głos Kościół gdański, bo to się zdarzyło podczas nabożeństwa. Chciałbym też, żeby stanowisko zajęli prezydent Andrzej Duda i premier Beata Szydło, którzy uczestniczyli w tych uroczystościach - dodaje Szumełda. 

Prezydent Gdańska żąda wyjaśnień

Gdańsk.pl podaje, że prezydent Gdańska poprosił Komendanta Wojewódzkiego Policji i Wojewody Pomorskiego o wyjaśnienia "w związku z bezradnością policji podczas napaści prawicowych bojówek na uczestników uroczystości pogrzebowych Danuty Siedzikówny i Feliksa Selmanowicza".