"Polska nie chce mieć nad sobą kuratora". Niemiecki dziennik pochlebnie o Kaczyńskim

1. "Die Welt" krytykuje Niemców za brak wyczucie w żartach o Kaczyńskich 2. Felietonista zwraca uwagę, że politycy "traktują Polskę jak dziecko" 3. "Polska nie chce mieć nad sobą kuratora" - pisze

W felietonie pt. "Polska chce wreszcie żyć bez obcej kurateli" felietonista "Die Welt" Henryk M. Broder przypomina tradycyjne posiedzenie karnawałowe z Moguncji transmitowane w tym roku na żywo przez telewizję ZDF.

Jeden występujących tam satyryków drwił przed kamerami z Jarosława Kaczyńskiego słowami: mówiąc o nim, że Jarosław Kaczyński miał brata, jednojajowego bliźniaka - z tym, że "drugie jajo kilka lat temu rozbiło się". Na widowni był prezes ZDF Thomas Bellut. "Był w stroju błazna i świetnie się bawił" - pisze ironicznie felietonista. "Taki brak wyczucia połączony z Schadenfreude jest więcej niż zadziwiający" - krytykuje autor.

Broder przypomina w tym kontekście także wypowiedź niemieckiego eurokomisarza Güntera Öttingera, który groził rządowi w Warszawie objęciem go nadzorem. "Polacy lubią słuchać czegoś takiego szczególnie, gdy mówi to Niemiec. Objąć nadzorem! A czemu nie od razu okupować Polskę tym razem na zlecenie i z błogosławieństwem UE?" - ironizuje felietonista.

"Polska nie chce mieć nad sobą kuratora czy to w Moskwie czy w Brukseli"

"Od zakończenia ery komunizmu Polska nie tylko pod względem gospodarczym dokonała wielkiego skoku naprzód. Uwolniła się przy tym z objęć hegemona, dla którego obojętne były uczucia narodowe. Dlatego nie chce być teraz traktowana jak dziecko i mieć nad sobą kuratora czy to w Moskwie czy w Brukseli" - pisze Broder. W tym kontekście autor felietonu cytuje wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego w wywiadzie dla gazety "Bild".

"Traktaty europejskie mówią wyraźnie o wspólnocie państw narodowych, które zachowują tak dalece jak to możliwe swoje narodowe kompetencje". Felietonista zwraca też uwagę na słowa Kaczyńskiego o tym, że Polska będzie doganiać Niemcy pod względem dobrobytu i siły gospodarczej.

"To nie groźba, to obietnica. W odróżnieniu od zapowiedzi kanclerz, że zwrot w polityce energetycznej zostanie zakończony do 2050 roku, słowa Kaczyńskiego oparte są na solidnym fundamencie" - podsumowuje Henryk M. Broder.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''

embed