Godzinę czołgał się przez bagno, żeby uratować bielika. Niesamowita akcja sfilmowana dronem

• Fotograf czołgał się przez bagno, żeby uratować młodego ptaka
• Bielik ugrzązł w mazi, kiedy próbował upolować mewę
• Niezwykła akcja została sfilmowana kamerą umieszczoną w dronie

Akcję opisał tvn24.pl. Młody bielik wpadł do mazi w okolicach Karsiborskich Paproci w województwie zachodniopomorskim. I ugrzązł kilkadziesiąt metrów od brzegu. Najprawdopodobniej próbował upolować mewę, która też ugrzęzła w mazi. Na ratunek ruszył mu Krzysztof Chomicz, fotograf i miłośnik ptaków.

Od straży pożarnej pożyczył długą linę. Obwiązał się nią, ale niestety, okazała się za krótka. Na pomoc przybył ośmioosobowy zastęp strażaków ze specjalnymi saniami. Im też nie udało się wyciągnąć ptaka z bagna. Postanowili odpuścić, aby nie narażać życia ratowników.

 

Chomicz poprosił o pomoc kolegę z dronem. Na zdjęciach zrobionych tym urządzeniem zobaczyli, że bielik jeszcze żyje. Ale za to fotograf czuł, że ma już zbyt mało sił, by samemu dotrzeć do ptaka i wrócić. Poprosił kolegów o pomoc i podjął jednak ostatnią próbę. Całą akcję sfilmowano dronem i umieszczono na YouTubie.

Tym razem fotograf obwiązał się 100-metrową liną i w samych slipach zaczął czołgać się przez błoto. Dron cały czas latał koło niego. Sprawdzano w ten sposób, czy lina nie jest zbyt napięta, bo wtedy ratownik nie mógł oddychać. Kiedy dotarł do ptaka, ten dwa razy dziabnął go, bo nie wiedział, jakie ma zamiary.

Obaj, i ratownik,  i uratowany, są potwornie zmęczeni, fot. Youtube/iswinoujscieObaj, i ratownik, i uratowany, są potwornie zmęczeni, fot. Youtube/iswinoujscie 

Droga powrotna była jeszcze bardziej niezwykła. Ratownik położył się na mazi na plecach, z bielikiem na klatce piersiowej, a zgromadzeni na lądzie powolutku wyciągali obu z bagna. Cała akcja trwała godzinę.

Uratowany bielik jest wycieńczony, ale powoli wraca do zdrowia. Jak wydobrzeje, zostanie wypuszczony na wolność.

Krzysztof Chomicz już kiedyś w tym samym miejscu ratował bielika. Obiecał sobie, że to ostatni raz. - Ale, kiedy zadzwonił kolega i powiedział, jak wygląda sytuacja, nie mogłem tak tego zostawić - powiedział fotograf tvn24.pl.