Eksplozja bomby w Lidlu. A zaczęło się od tego, że Ruediger i Liana chcieli kupić dom w Hiszpanii

Milion euro chciała wymusić od sieci Lidl niemiecka para, żeby sfinansować sobie kupno domu w Hiszpanii. Na potwierdzenie, że nie chodzi o czcze pogróżki, sprawcy wysadzili ładunek wybuchowy. Dziś są w areszcie.

Od miesięcy do filii sieci handlowej Lidl w Zagłębiu Ruhry wysyłane były pogróżki z zapowiedzią zamachów bombowych. 15 kwietnia o godz. 9 rano ładunek wybuchowy eksplodował rzeczywiście - w koszu na śmieci przy wejściu do punktu skupu butelek Lidla w Herten w powiecie Recklinghausen. Metalowe kawałki kosza trafiły w znajdującą się w pobliżu ekspedientkę, kobieta została lekko ranna.

Sprawcy - 54-letni Ruediger D. i 48-letnia Liana D. z Gelsenkirchen - żądali od Lidla miliona euro. W razie niespełnienia ich warunków, Lidl miał się liczyć z kolejnymi eksplozjami i podwyższeniem żądanej sumy. Bezrobotna para zamierzała sfinansować w ten sposób zamiar emigracji do Hiszpanii i kupna tam domu.

Zarzut usiłowania zabójstwa

Para wymyśliła nader skomplikowany sposób przekazywania jej pieniędzy - po 3 tys. euro miesięcznie na karty przedpłacone, tzw. prepaid. Lidl dla pozoru przystał na te warunki, policja tymczasem obserwowała i filmowała parę, która mogła podjąć w sumie 1200 euro. Podczas kolejnej próby podjęcia pieniędzy z bankomatu sprawcy zostali zatrzymani.

Na parze D. ciąży nie tylko zarzut wymuszenia rozbójniczego, lecz także usiłowania zabójstwa. Jak poinformowała w czwartek na konferencji prasowej prokuratura, eksplozja była zdalnie sterowana, sprawcy nie mogli więc wiedzieć, czy w pobliżu nie znajdują się ludzie. Musieli się zatem liczyć z zabiciem kogoś. Tylko za wymuszenie rozbójnicze grozi do pięciu lat pozbawienia wolności.

W mieszkaniu zatrzymanych znaleziono liczne dowody ich działalności mówiące także o tym, że para szantażowała już sieć Lidl w 2012 i w 2013 roku.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''

embed
Więcej o: