''W końcu się przyzwyczaiłam, że jak walę w szafę, to mruga światło w przedpokoju'' [PANIE, KTO PANU TAK TO SPIER**LIŁ?]

dżek
Nasz tekst o ''fachowcach'' spotkał się z wielkim odzewem - z lawiny maili, które dostaliśmy, wynika, że problem z niesłownymi majstrami remontujących domy i mieszkania miał niemal każdy.

Jakbym czytała o swoim remoncie - zaczęła swojego maila pani Iza reagując na nasz artykuł o remontowym koszmarze.  - Te sk***syny (z polecenia!) remontowali mi 47 m kw. przez 3,5 miesiąca! Przychodzili na godz. 11, wychodzili o 14. Też były jazdy z rzekomą chorobą jednego i z rzekomą chorobą żony drugiego. Mieszkanie mam tak spieprzone, że miesiąc z nerwów nie mogłam usnąć. W końcu się przyzwyczaiłam, że jak walę w szafę, to mruga światło w przedpokoju - pisze nasza czytelniczka.

I wylicza wady: drzwi krzywe, ściany krzywe, piec skrzywiony, zacieki na niedomalowanych ścianach, różnica w wysokości pomieszczeń do 3 cm.

- Myślałam, że ze mną jest coś nie tak, że tylko mnie oszukali. Kolega polecający - owszem - też ma podobne wady, ale przecież „to się poprawi”. Ale kiedy i jak to zrobią to nad moim łóżkiem, skoro już tam mieszkam? - zastanawia się pani Iza.

Początki były niezłe: wyburzenie szło jak burza. Później jak burza przeszło - bokiem. I tak już zostało. Słyszałam nawet wprost: O jezu, jak mi się dziś nie chce.

Spieprzona kuchnia (brak kątów): Stolarz wyrówna. A stolarz na to: Nie mogę równo, bo kątów nie ma. 

Lodówki nie wyciągnę, bo blat za długi. Za to listwy za krótkie. Trzy ekipy u mnie robiły, każda po tej drugiej pytała: kto pani tak spierdo**ł? I pierdo**ła dalej.

Remont to koszmar normalnego człowieka. Grunt to nie dać sobie wmówić, że to z nami jest coś nie tak. To nie żaden pech, to po prostu sami partacze wokół.

Jakie macie doświadczenia remontowe? Czy mieliście problem z majstrami? A może wszystko poszło gładko i bezboleśnie? Może mieliście problem z klientami, którzy zmieniali zdanie i uchylali się od płacenia? Piszcie do nas: dorota.zuberek@agora.pl

 

Więcej o: