Nauczycielka zdjęła krzyż w szkole. Usłyszała, że to niemoralne i że go ukradła. Teraz chce zadośćuczynienia

1. Nauczycielka z Krapkowic zdjęła krzyż ze ściany w szkole2. Kobieta twierdzi, że była za to dyskryminowana w pracy3. Przez "wrogą i poniżającą" atmosferę miała stracić zdrowie

Grażyna Juszczyk, nauczycielka matematyki z Krapkowic, w 2013 roku zdjęła krzyż powieszony pod jej nieobecność w pokoju nauczycielskim. Tłumaczyła wówczas, że jest osobą niewierzącą, a krucyfiks kojarzy jej się ze śmiercią i okrucieństwem.

Wtedy, jak twierdzi Juszczyk, rozpoczęło się prawdziwe piekło - relacjonuje opolska "Gazeta Wyborcza". Wspomina, że milkły rozmowy, gdy wchodziła do pokoju nauczycielskiego, a część nauczycieli przestała się do niej odzywać. Została nawet pomówiona przez szkolną pedagog, że to, co zrobiła, było zwykłą kradzieżą i sprawę należałoby zgłosić na policję. Pedagog uznała, że skoro matematyczka zdjęła krzyż, to równie dobrze wszystko mogła ukraść.

Dyskryminacja niewierzącej

- Spotkało mnie wiele nieprzyjemności. Byłam dyskryminowana tylko dlatego, że jestem osobą niewierzącą - uważa nauczycielka. Juszczyk zarzuca pracodawcy, że w szkole panowała "wroga i poniżająca" atmosfera, przez co straciła zdrowie.

Kobieta ze swoją sprawą poszła do sądu pracy. Domaga się 25 tys. złotych zadośćuczynienia. - To kwota, którą utraciłam w związku z tym, że przebywałam na chorobowym i nie mogłam pracować. Uwzględnia ona także zadośćuczynienie za sytuację, która mnie spotkała - wyjaśnia.