Coraz ciekawiej. Policja nie będzie szacować liczby uczestników marszu. Na przeszkodzie... turyści

1. Policja: W szczytowym momencie na marszu opozycji było 45 tys. osób 2. Rzecznik: "Nie szacujemy całkowitej liczby uczestników, bo była duża rotacja" 3. Dodał, że był problem z rozróżnieniem protestujących od turystów

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasRóżnice w szacunkach liczby uczestników sobotniego marszu KOD i opozycji nadal są tematem numerem "1" w mediach. Ze względu na duże zainteresowanie sprawą, głos w imieniu warszawskiej policji zabrał jej rzecznik. Mariusz Mrozek utrzymuje, że według wyliczeń funkcjonariuszy, na starcie marszu był około 30 tys. osób, natomiast w szczytowym momencie, czyli na Placu marsz. Józefa Piłsudskiego, około 45 tys.

Dodał jednak, że dla samej policji policzenie protestujących jest "kwestią drugorzędną". - Ze względu na charakter naszej służby, skupiamy się przede wszystkim na bezpieczeństwie. Te wszystkie zgromadzenia przebiegły bezpiecznie i to nas, jako policję, bardzo cieszy - ocenił rzecznik.

Gigantyczne różnice w szacunkach liczby uczestników marszu. Czy da się to zrobić dokładnie? Oto kilka metod

Manifestacja KODManifestacja KOD KACPER PEMPEL/REUTERS

I dodał: - Nie odnotowaliśmy żadnych incydentów. I nie było żadnych osób zatrzymanych. Nie odnotowaliśmy też żadnych sytuacji konfliktowych.

Na przeszkodzie... turyści

Nie zmienia to jednak faktu, że ogromna różnica między szacunkami stołecznego Ratusza (240 tys. osób) a służb (45 tys. osób), nadal wzbudza kontrowersje. Są one na tyle duże, że władze Telewizyjnej Agencji Informacyjnej zdecydowały się same policzyć maszerujących pod hasłem "Jesteśmy i będziemy w Europie" . Wynik tych zmagań mamy poznać w głównym wydaniu "Wiadomości" TVP.

Już wiadomo, że na podobny krok nie zdecyduje się warszawska policja. - Nie będziemy szacować, ile osób wzięło udział w przemarszu, ponieważ tutaj była duża rotacja ludzi. Część osób, która ruszała z Placu Na Rozdrożu, odłączała się od marszu wcześniej, ludzie się rozchodzili. Z kolei inni dołączali w trakcie przemarszu - tłumaczy Mrozek.

Jednak uwagę komentatorów przykuła dopiero kolejna część wyjaśnień.

Mrozek wyjaśnił również, że podanie dokładnej liczby uczestników jest utrudnione przez duże zagęszczenie na trasie marszu. Chodzi również o te osoby, które nie brały udziału w pochodzie.]. - Trakt Królewski to bardzo duża liczba turystów, liczba warszawiaków, którzy przyszli tam po prostu pozwiedzać czy wypocząć, i trudno byłoby rozróżniać te osoby na te, które dołączyły do zgromadzenia, i takie, które tym samym traktem w tym samym czasie po prostu przechodziły - stwierdził rzecznik policji.

Zobacz wideo

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: