"Smród tak wielki, że nie dało się wejść". Pseudohodowla kotów odkryta w mieszkaniu

1. TOZ przeprowadziło interwencję w mieszkaniu byłej hodowczyni 2. ?Smród był tak wielki, że przez chwilę nie dało się wejść? 3. W lokalu znaleziono 11 żywych kotów i 8 martwych

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami zostało poproszone o asystę dla komornika w krakowskim mieszkaniu. Zachodziło podejrzenie, że w lokalu, za który od miesięcy nie płacono czynszu, znajdują się zwierzęta. Po wejściu do środka inspektorów "odrzucił odór zwłok". - Mieszkanie wyglądało jak wysypisko śmieci, w pokoju widać było kilka kotów. Niestety od razu zostały zauważone zwłoki kotów, które nie doczekały się pomocy - relacjonuje TOZ.

Osiem martwych kotów

Właścicielka mieszkania - jak podaje Towarzystwo - była niegdyś znaną hodowczynią kotów. Z kolei "Dziennik Polski" informuje , że kobieta była policjantką. Podczas interwencji nie było jej w domu. Nie jest jasne, czy mieszkała tam na stałe, czy jedynie przychodziła do kotów.

Z relacji sąsiadów wynika, że odór wydobywał się z mieszkania w nocy lub nad ranem, kiedy kobieta prawdopodobnie opuszczała mieszkanie lub wchodziła do niego.

- Inspektorzy zabezpieczyli 11 żywych kotów (najpierw znaleziono 10, jednak po kilku godzinach policjanci odnaleźli jeszcze jednego żywego kota, schowanego gdzieś pod śmieciami). Niestety dla ośmiu kotów było za późno. Umarły najprawdopodobniej śmiercią głodową lub z powodu chorób - tłumaczą inspektorzy.

Weterynarze są dobrej myśli

Zwierzęta zostały przewiezione do Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt, gdzie dostały antybiotyki o szerokim spektrum działania. Istniało bowiem podejrzenie, że koty żywiły się padłymi współtowarzyszami. Podano im też kroplówki, wyczyszczono oczy, pobrano krew do badań i nakarmiono.

- Rano wszystkie miski były wyczyszczone do zera (...) Wszystkie koty zostały umieszczone w osobnym pokoju, żeby nie stresować ich zamykaniem w klatkach. Weterynarze w schronisku są dobrej myśli. - informuje TOZ.