"Jak nie wpuścicie PiS-u, macie prze***e". Radny z PiS zrobił awanturę w teatrze Żebrowskiego

"Wszyscy stracicie pracę!" - groził pracownikom Teatru 6.piętro radny z PiS, Zbigniew Boćko, gdy przez głośne zachowanie nie wpuszczono go na salę. Później miał wyzywać pracowników, a jednemu kazać "zlizywać brud" z podłogi - relacjonują świadkowie.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas- Obraz tego incydentu, jaki wyłaniał się z relacji pracowników, był niewiarygodny. Tak, jakbyśmy się cofnęli do lat 50. - mówił w rozmowie z Gazeta.pl Eugeniusz Korin, dyrektor artystyczny Teatru 6.piętro. - Chyba od wielu, wielu lat nie zdarza się w Polsce, żeby ktoś wykorzystywał przynależność do jakiejś organizacji jako argument w upokarzaniu, obrażaniu - dodał.

Wcześniej Korin wraz z Michałem Żebrowskim, dyrektorem naczelnym teatru, przesłali nam pismo, informujące o zajściu ze spektaklu "Polityka" w połowie marca, wraz z relacjami pracowników teatru. Co dokładnie się wydarzyło?

Panowie z 14. rzędu

Podczas pierwszego aktu trzej mężczyźni, z których jeden przedstawił się później jako Zbigniew Boćko, radny gminy Działdowo, zakłócali spektakl i głośno rozmawiali. Inni widzowie prosili obsługę o uciszenie lub wyproszenie "panów z 14. rzędu". Zwracali też uwagę, że ci mogą być pod wpływem alkoholu.

W przerwie mężczyźni kupili alkohol w barze teatru i z początku nie wracali na drugi akt. "Panowie podeszli do dwóch bileterek, pierwszy dosiadł się do jednej z dziewczyn. Ta natychmiast poderwała się z miejsca, a mężczyzna chciał ją zatrzymać i złapał za rękę" - relacjonuje jeden z pracowników. "Dziewczyna była w szoku" - zauważa inny.

"Nie wiecie, co będzie się działo, jak nie wpuścicie PiS-u na salę"

Po tym wydawało się, że mężczyźni się uspokoili. Jednak na 20 minut przed końcem spektaklu postawili wrócić na salę. Ze względu na głośne zachowanie i skargi innych widzów, kierownik widowni odmówiła im wejścia. Wtedy zaczęły się groźby.

"Czy wy wiecie, kim ja jestem?" - miał rzucić jeden z nich. Przedstawił się jako radny z PiS Zbigniew Boćko. "Groził bileterom, że wyciągnie konsekwencje i stracą pracę" - czytamy w jednej z relacji. "Będzie o was głośno", "Nawet nie wiecie, co będzie się działo, jak nie wpuścicie PiS-u na salę" - m.in. takie zdania usłyszeli pracownicy.

"Jak jakieś nagranie wyjdzie dalej, to wszyscy macie prze***e"

Gdy nie udało się wejść na salę, radny Boćko zaczął awanturować się o rzekomy nieporządek w holu teatru. "Szukał plam, pokazywał i mówił: 'tu jest syf, dziadostwo, jak tak można?'" - relacjonuje pracownik teatru. Jednej osobie miał kazać sprzątać, a innej "zlizywać" plamy z podłogi.

"W tym czasie podszedł do mnie jeden z mężczyzn i rozglądając się, gdzie są kamery monitoringu, powiedział, że 'dobrze mi radzi, żeby nic z tego nie wypłynęło dalej" - pisze inny ze świadków. Miały też paść słowa, że "jak jakieś nagranie wyjdzie dalej, to wszyscy macie prze***e".

- Czasem człowiek zachowuje się w sposób idiotyczny czy naganny nieświadomie. Ci panowie włożyli dużo wysiłku w to, żeby oznajmić naszym pracownikom, że nie mają prawa mówić o tym, co się zdarzyło. Wiedzieli więc dobrze, że zachowują się niewłaściwie i nagannie - powiedział nam dyrektor Korin.

W końcu radny ochłonął i opuścił teatr. "Wychodząc powiedział, że nam daruje i że nie musimy się obawiać o utratę pracy" - opisuje jeden z pracowników.

"Przedstawiciele władzy próbują zawłaszczyć państwo"

Do incydentu doszło ponad miesiąc temu. Jak powiedział dyrektor Korin, przez ten czas teatr liczył, że "panowie sami zareagują, napiszą do teatru". - Mieli w końcu świadomość, że zachowali się nagannie. Czekaliśmy, aż przeproszą naszych pracowników i na tym to by się skończyło - dodał. W tym czasie dyrekcja rozmawiała ze świadkami i poprosiła ochronę o zabezpieczenie nagrań z monitoringu.

Mężczyźni nie napisali, dlatego dyrekcja wystosowała pismo m.in. do wójta Działdowa oraz działaczy PiS i regionalnych przedstawicieli władzy. Na razie nie uzyskali odpowiedzi. - Wysłaliśmy to pismo, żeby tym panom uświadomić, co zrobili i żeby wyciągnęli wnioski - powiedział dyrektor i ocenił, że "teraz na przeprosiny jest już za późno, gdyż nawet jeśli się pojawią, to będą wymuszone". - Nie uważamy natomiast, że trzeba jeszcze powiadamiać policję - dodał.

- Przekazaliśmy tę wiadomość także mediom, gdyż uważamy, że wniosek z tej sytuacji jest taki, że przedstawiciele władzy próbują zawłaszczyć państwo - ocenił dyrektor Korin. - Myślę, że niezależnie od partii czy ideologii, to coraz częstsze zjawisko - dodał.

"Czasy się zmieniają, a ludzie niestety nie"

- Ironią jest, że panowie byli na sztuce "Polityka", napisanej w 1921 roku. Jest w niej dokładnie opisana podobna sytuacja, jak ma miejsce teraz: różne stronnictwa szarpią to państwo jak kołdrę, próbują wykorzystać stanowiska, pomóc znajomym, załatwiać interesy - powiedział dyrektor teatru.

- Jeden z panów, gdy naprawdę już się obraził, że nie został wpuszczony, stwierdził, że ta sztuka wyśmiewa obecny układ władzy - wspomniał dyrektor Korin i podkreślił, że jako rezyser prawie nic nie zmienił w treści sztuki sprzed prawie 100 lat. - Czasy się zmieniają, a ludzie niestety nie - dodał.

Wysłaliśmy pytania odnośnie sprawy do Urzędu Gminy Działdowo, lokalnych przedstawicieli oraz rzecznik Prawa i Sprawiedliwości i czekamy na ich odpowiedź.

Zobacz wideo