Niemiec chciał wrobić Polaków. Pojechał do Zgorzelca, a potem zgłosił kradzież samochodu

Pewien Niemiec postanowił wykorzystać popularny w swoim kraju stereotyp o Polakach. W ten sposób chciał wyłudzić odszkodowanie od ubezpieczyciela.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas To miał być plan doskonały. Schemat był prosty: pojechać do Polski, zostawić tam samochód, a potem zgłosić jego kradzież i czekać na pieniądze z ubezpieczenia. W razie odnalezienia samochodu ubezpieczyciel uznałaby, że znów któryś z "sąsiadów ze wschodu" ukradł go obywatelowi Niemiec.

Policja była jednak czujna. Szybko wykryto intrygę i teraz właściciel pojazdu poczeka nie na pieniądze, ale na wyrok.

Policjanci krzyżują plany

Jak czytamy w komunikacie Policji Dolnośląskiej , na trop oszustwa wpadli policjanci z dolnośląsko - saksońskiej grupy NYSA ze Zgorzelca. Podczas kontroli na jednym z parkingów zauważyli pojazd na niemieckich tablicach rejestracyjnych. Postanowili sprawić go w bazie.

Wykryli, że na terenie Niemiec odnotowano zgłoszenie kradzieży tego pojazdu. Skontaktowano się z rzekomym pokrzywdzonym.

Pierwsze wątpliwości pojawiły się po zeznaniach Niemca, które nie pokrywały się z ustaleniami policjantów. Okazało się, że kamery monitoringu uchwyciły przed marketem w Zgorzelcu samochód oraz stojącego przy nim właściciela. 32-letni obywatel Niemiec zeznał tymczasem, że nigdy w Polsce nie był.

Rozwikłanie zagadki

W toku policyjnych ustaleń udało się poznać prawdziwy przebieg zdarzeń. Mężczyzna pokonał 800 km, by pozostawić pojazd przed jednym ze zgorzeleckich sklepów. Następnie wsiadł w pociąg do Niemiec, gdzie zgłosił kradzież.

Miał pecha. Polscy i niemieccy policjanci nie dali się wystrychnąć na dudka. Grupa NYSA została powołana właśnie do działań związanych z przestępczością samochodową.

Zobacz wideo

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: