Traci wzrok, więc musi wyprzedać dorobek życia. To 5000 książek...

- Książki są jak członek rodziny - mówi prof. Jan Kaczyński. Posiada imponujący księgozbiór wart 207 tys. zł, traci jednak wzrok i nie ma środków na leczenie. Aby zdobyć pieniądze, zmuszony jest sprzedać książki, nie ma jednak chętnych do ich kupienia...

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasLiteraturoznawca profesor Jan Kaczyński w tym roku skończy 88 lat. Od jakiegoś czasu walczy z postępującym pogarszaniem wzroku, grozi mu nawet całkowita ślepota. Brakuje mu pieniędzy na leczenie. - Poza książkami nie dorobiłem się w życiu niczego - mówi Kaczyński. I chce sprzedać swoje 5 tys. tomów, by móc sfinansować drogie zastrzyki. Każdy z nich kosztuje 6,5 tys. zł.

Ogromna kolekcja byłego wykładowcy, zawierająca głównie dzieła z dziedziny literaturoznawstwa, wyceniana jest na 207 tys. zł. Poza tym księgozbiór ma nieocenioną wartość dla humanistów. - Taką mam dolegliwość w genach - powiedział o swoim zamiłowaniu Radiu Olsztyn . - Doktoryzowałem się na Kasprowiczu, a ten był zawojowanym bibliofilem - dodał Kaczyński.

Wzrok stracił przed rokiem z powodu skomplikowanej choroby, teraz próbuje zachować resztki możliwości widzenia. Zatrzymanie procesu nie jest jednak proste, profesorowi nie przysługuje bowiem refundacja leków.

"Chciałbym, żeby księgozbiór został na uniwersytecie"

10 lat temu pomoc nieoficjalnie obiecywał ówczesny marszałek województwa, Andrzej Ryński. Nadeszły jednak wybory i po zmianie władzy temat ucichł. Kaczyński długo szukał pomocy, jakiś czas temu udało mu się zdobyć grant od Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego. To jednak nie wystarczy.

Niedawno los nieco uśmiechnął się do sędziwego wykładowcy. 632 woluminy za 30 tys. zł odkupiła biblioteka Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Oprócz tego profesor przekazał jej resztę księgozbioru w postaci depozytu, którym biblioteka może dysponować. - Chciałbym, żeby został on na uniwersytecie - podkreślał w rozmowie z gazeta.pl. Jego pragnieniem jest, by woluminy przyczyniły się do rozwoju uczelni.

"Ciężko jest mi się rozstawać z książkami, bo są one jak członek rodziny. Chciałbym jednak, żeby ktoś mógł z nich jeszcze skorzystać " - napisał profesor na swojej stronie .

Zarówno profesor, jak i biblioteka wciąż szukają sponsorów. 9 maja kolekcja profesora zostanie wydzielona i wyróżniona w bibliotece UWM, odtąd będzie oznaczona jego nazwiskiem.

Wykładowca z głęboką wiedzą, inwigilowany przez SB

Jan Kaczyński urodził się w 1928 r. we wsi na Podlasiu. Należy do szlacheckiego rodu legitymującego się herbem Pomian. Jego edukację przerwała wojna, tuż po niej w rok ukończył siedmioklasową szkołę powszechną. Nauczycielem języka polskiego został przez przypadek, pozwoliło mu to uniknąć służby wojskowej. Zawód stał się jednak powołaniem. W ciągu swojej kariery przeszedł wszystkie szczeble nauczycielskiego zawodu. Zaczynał jako wiejski nauczyciel w szkole podstawowej, zwieńczeniem była habilitacja w 1991, rok później uzyskał tytuł profesora nadzwyczajnego. Jego badania obejmowały głównie literaturę Młodej Polski.

Z powodu otwartości w głoszeniu bezkompromisowych poglądów był inwigilowany przez bezpiekę. "Jego przykład jest ważny, bo pokazuje człowieka nauki, który chcąc w czerwonym PRL-u realizować własne zainteresowania naukowe, potrafił mieć i wyrażać własne zdanie, nie wahał się krytykować komunistów i nie był tajnym współpracownikiem SB, 'bo takie były czasy'" - napisał o nim Piotr Kardela z olsztyńskiej delegatury IPN.

Był cenionym i lubianym wykładowcą. Tak donosi ppłk Michał Kruk z SB, którego trudno podejrzewać o sprzyjanie Kaczyńskiemu. "Panuje powszechna opinia w środowisku studenckim, że jest on jednym z nielicznych pracowników Zakładu Filologii Polskiej WSP, który posiada autentyczną, głęboką wiedzę. Jak opiniują studenci, jego zajęcia są ciekawe i lubiane. Szczególnie podkreśla się fakt, że dr Kaczyński podaje rzetelnie wiadomości i ciekawie ujmuje tematy - proponując własne zdanie i własną interpretację" - opisywał relację informatora, TW "Jakuba".

"Człowiek zaczyna się tam, gdzie zaczyna się bunt"

Jego stosunek do władz dobrze pokazuje przytoczona przez "Debatę" anegdota. Pewnego razu w akademiku Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie, gdzie pracował, odkrył za szafą wielkie, około półtorametrowe portrety Józefa Cyrankiewicza i Włodzimierza Lenina. Każdy starannie zapakował, dodał specjalną instrukcję i, pisząc na kwitach "pomoc naukowa", wysłał do dyrektorów szkół w Ostrowi.

Jak wyglądała instrukcja? "Pomoc naukowa o nazwie 'Cyrankiewicz'. I. Zastosowanie 1. Przy nauce pływania (niekoniecznie na wodzie) 2. Na lekcjach wychowania obywatelskiego, szczególnie przy temacie: Jak żyć w niezgodzie z sumieniem 3. Jako dekoracja wnętrz szczególnie ekskluzywnych (np. na ocapie w stodole) II. Przeciwwskazania 1. Nie strzyc, nie golić".

- Człowiek zaczyna się tam, gdzie zaczyna się bunt - uważa Kaczyński. Te słowa Leszka Kołakowskiego cytował "Olsztyńskiemu Kurierowi Obywatelskiemu" w czasie strajku studentów w 1990 r. - Bunt, sprzeciw wobec każdej krzywdy, podłości, niesprawiedliwości, kłamstwa, małości, na każdym miejscu i w każdym czasie jest przejawem tego wymiaru naszego człowieczeństwa, który jest ukształtowany przez kulturę - dodał.

Profesor od 41 lat mieszka w Olsztynie. Jest honorowym obywatelem Ostrowi Mazowieckiej, z którą blisko związany był przez znaczną część życia.

Jeżeli chcecie dokonać wpłaty, by wspomóc profesora, potrzebne do tego dane znajdziecie TUTAJ .

Zobacz wideo

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: