Co ma PiS do wiatraków? Nowa ustawa zagraża rozwojowi zielonej energii. "Doprowadzi do bankructwa"

Projekt ustawy PiS, dotyczący polskich farm wiatrakowych, poważnie zagraża rozwojowi ekologicznych metod pozyskiwania energii. Może też doprowadzić do bankructwa istniejących już elektrowni.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas W Polsce od lat buduje się niepopartą faktami opinię na temat licznych zagrożeń, wynikających z rozbudowy sieci farm wiatrowych w Polsce. W jej wyniku powszechnym zjawiskiem - zwłaszcza na Lubelszczyźnie - są protesty mieszkańców przed stawianiem takich elektrowni.

Lęk przed wiatrakami

Jak wynika z badania TNS OBOP , wciąż więcej osób z woj. lubelskiego zgodziłoby się na "odwierty gazu koło swojego miejsca zamieszkania (72 proc. na tak), niż na ulokowanie wiatraków (68 proc.) czy biogazowni (50 proc.)."

Przeciwnicy elektrowni, argumentując swoje obawy, mówią głównie o szumach ("jakby ciągle samolot przelatywał") oraz szkodliwym cieniu rzucanym przez łopaty wiatraka, co ma powodować "efekt migotania" i wpływać na formę psychiczną i fizyczną mieszkańców.

Opiniom mieszkańców wschodnich terenów Polski przyklaskują politycy PiS i konserwatywne media. W wyemitowanym w 2014 roku reportażu TV Trwam o szkodliwych skutkach, jakie dla polskiej wsi i ich mieszkańców mają elektrownie wiatrowe, opowiadali m.in. były minister środowiska Jan Szyszko i Małgorzata Sadurska z PiS.

Obecna szefowa Kancelarii Prezydenta ostro na temat pozyskiwania zielonej energii wypowiadała się też w 2013 roku w audycji Radia Maryja .

- To jest niebezpieczeństwo dla zdrowia, dla życia człowieka i dla statusu polskiej wsi, krajobrazu i dobrego prowadzenia gospodarstw rolnych - mówiła Sadurska.

Rozwój zielonej energii zagrożony

Ale nowy projekt ustawy PiS ma to zmienić. Chodzi o zwiększenie odległości między wiatrakami a najbliższymi zabudowaniami. Ma ona teraz stanowić dziesięciokrotność turbiny w jej najwyższym punkcie, czyli w praktyce nawet 2-3 kilometry.

W wielu europejskich państwach przepisy regulują dystans w oparciu o normy akustyczne, co oznacza, że wynosi on na ogół około 300-800 metrów. I tak też jest obecnie w Polsce.

 

- Prócz tego każdorazowo przed postawieniem wiatraka sprawdza się odległość od lasów, torów i dróg czy linii wysokiego napięcia. Nie można ich stawiać na terenach objętych programem Natura 2000 oraz w miejscach, gdzie występują korytarze przelotu ptaków - wyjaśnia w rozmowie z Gazeta.pl Mateusz Gawdzik, ekspert od budowy elektrowni wiatrowych.

Wejście w życie ustawy ograniczyłoby więc znacznie liczbę potencjalnych punktów budowy nowych źródeł zielonej energii. - Gdyby minimalna odległość w momencie budowy farmy wiatraków w okolicach Słupska i Darłowa wynosiła 1500 metrów, a nie jak teraz - 500 metrów, to tych wiatraków powstałoby 18, a nie 180 - mówi Gawdzik.

Choć propozycja odległościowa nie obejmie istniejących już farm, ich sytuacja też będzie zagrożona. Projekt zakłada bowiem zmiany w sposobie wyliczania podatku od nieruchomości, które mogą doprowadzić do czterokrotnego wzrostu opłat.

- Budowlą byłby cały wiatrak - a nie tylko jego podstawa - i podatek należałoby płacić od wartości całego wiatraka. To uderzenie w już istniejące farmy, bo to konieczność zapłaty kilkakrotnie wyższego podatku. To może zaważyć na rentowności prowadzenia biznesu - twierdzi Cetnarski.

NIK: głównym problemem brak referendów

Propozycje PiS tylko częściowo pokrywają się z raportem NIK , dotyczącym procesu budowania farm wiatrakowych z 2014 roku. Kontrolerzy podkreślają w nim, że wybór lokalizacji pod farmę wiatrakową prowadzi do "mechanizmu korupcyjnego". W wielu przypadkach wiatraki stawiane są bowiem na gruntach należących do samorządowców.

Inną kwestią jest, że rządowa nowela nie zakłada wprowadzenia instytucji referendum ws. budowy wiatraków. A właśnie brak konsultacji społecznych był największym zarzutem NIK ws. budowy farm wiatrakowych. "Żadna ze skontrolowanych gmin, nawet w sytuacji licznych protestów dotyczących lokalizacji farm wiatrowych, nie zdecydowała się na zorganizowanie referendum w tej sprawie", czytamy w raporcie.

Nieuniknione bankructwo

Skutek propozycji PiS dla rozwoju zielonych źródeł energii może być opłakany. - Wejście w życie przepisów o inwestycjach w elektrownie wiatrowe takich jak zostały zaproponowane w projekcie ustawy oznaczałoby z całą pewnością koniec rozwoju lądowej energetyki wiatrowej w Polsce oraz tak naprawdę wywłaszczenie inwestorów, którzy już wybudowali farmy wiatrowe, bo nie będzie ich stać na płacenie rosnących podatków - podkreśla Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej .

I dodaje: Moim zdaniem większość z nich po wprowadzeniu zaproponowanych regulacji musiałaby zbankrutować.

- Wielu inwestorów otrzymało już pozwolenia na budowę, ale przy takim prawie, jaki proponuje rząd, szlag trafi te lokalizacje - mówi z kolei Gawdzik.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: