Będą kary za "polskie obozy śmierci". Ziobro: Polacy regularnie pomawiani, nawet w Niemczech

1. Będzie prawo, które pozwoli karać za słowa o "polskich obozach"2. Ziobro w RMF: Szczegóły w przyszłym tygodniu3. Nad przepisami pracuje wicemin. sprawiedliwości, Patryk Jaki

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasDzień po podpisaniu przez prezydenta Andrzeja Dudę ustaw dotyczących ponownego połączenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniew Ziobro był gościem radia RMF FM . W rozmowie z Krzysztofem Ziemcem potwierdził, że jego resort pracuje nad prawem umożliwiającym karanie za słowa o "polskich obozach śmierci".

- Pan minister Patryk Jaki, po konsultacji ze mną, pracuje z zespołem, który już doszedł do finalnego w zasadzie projektu. Ten projekt zaakceptowałem. Przedstawiłem go też wstępnie pani premier Beacie Szydło, która też pozytywnie się do niego odniosła - zdradził na antenie RMF FM Ziobro.

Zapowiedział, że szczegóły będą znane w ciągu kilku dni.

- Myślę, że pan minister Jaki z początkiem przyszłego tygodnia ten projekt przedstawi. Sądzę, że będzie to projekt, który odpowiada oczekiwaniom bardzo wielu Polaków, którzy są nagminnie pomawiani na świecie i w Europie, nawet w Niemczech regularnie, że są sprawcami Holokaustu, że w Polsce były polskie obozy koncentracyjne, polskie komory gazowe - stwierdził minister.

I dodał: - Dosyć z tym kłamstwem. Musi być za to odpowiedzialność.

Zobacz wideo

Pięć lat więzienia?

Podobny projekt PiS składał już na początku 2014 roku. Wtedy partia Kaczyńskiego proponowała, by za oskarżanie o masowe zbrodnie polskiego podziemia z lat 1939-1945 oraz używanie słów o "polskich obozach śmierci" groziło do 5 lat więzienia.

Propozycja nowelizacji zakładała identyczne kary za publiczne użycie słów "polskie obozy śmierci", "polskie obozy zagłady", "polskie obozy koncentracyjne" lub innych, które stosują przymiotnik "polskie" wobec niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych i ośrodków zagłady.

Pomysł PiS spotkał się wówczas z krytyką ze strony prawników. Adwokat Jerzy Naumann przekonywał, że skuteczniejsze - bo przede wszystkim natychmiastowe - jest używanie drogi żądania sprostowań. - To też jest nagłaśnianie. O wiele silniejsze niż to, że gdzieś toczy się jakaś sprawa sądowa. Jestem prawnikiem, ale też i pragmatykiem, a to mnie popycha do instrumentów skutecznych, a nie widniejących przede wszystkim na papierze - mówił mecenas .

- Gdybyśmy wszystkich chcieli pozywać do sądów, to by się kończyło bardzo długimi rozprawami, gdzie na wokandzie byłaby historia Polski. Nie wiem, czy to jest dobry pomysł - przekonywał z kolei ówczesny wiceszef MSZ Rafał Trzaskowski .

Zobacz wideo

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: