Włoski aktor zmarł po tym, jak odegrał scenę powieszenia w teatrze

1. Raphael Schumacher nie przeżył wypadku, do którego doszło w teatrze w Pizie 2. Aktor odgrywał eksperymentalną scenę egzekucji 3. Zmarł w piątek w szpitalu

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasŻywiołowy spektakl w Teatro Lux w centrum miasta na temat karnawału, jego zwyczajów oraz łamania wszelkich tabu w czasie jego zabaw zaczął się późno wieczorem w sobotę i miał trwać do niedzielnego świtu.

Część publiczności, która podczas spektaklu mogła poruszać się po widowni i z bliska oglądać grę aktorską, zauważyła, że w trakcie sceny powieszenia coś poszło nie tak. Niedługo później okazało się, że pętla na szyi Schumachera zawiązana była zbyt mocno, a sam aktor - prawdopodobnie nieświadomy tego faktu - zaczął się dusić.

Aktor szybko trafił do miejscowego szpitala, na intensywną terapię, gdzie stwierdzono, że zapadł w śpiączkę. Dziś poinformowano, że niestety nie przeżył nieszczęśliwego wypadku.

Jak podają niektóre media, scena egzekucji miała początkowo wyglądać inaczej. Pierwotnie zakładano, że jedną z głównych części spektaklu będzie odegranie przez aktorów sceny postrzelenia. Z relacji innych aktorów wynika jednak, że Schumacher zmienił scenariusz niedługo przed premierą w Pizie.

Po scenie powieszenia alarm podniosła siedząca na widowni młoda absolwentka medycyny. Zorientowała się ona, że 27-letni mężczyzna odgrywający scenę skazanego na śmierć naprawdę znajdował się od co najmniej kilku minut w stanie anoksji, czyli niedoboru tlenu. Przedstawienie przerwano, a policja prowadząca dochodzenie zajęła teatr dla zabezpieczenia dowodów.

Matka zmarłego wyklucza samobójstwo. - Mój syn niedawno stracił ojca i zakończył swój związek, ale na nowo znalazł spokój. Nie zostawił listu pożegnalnego i nie miał żadnego powodu, żeby popełnić samobójstwo - relacjonowała .

- Jesteśmy w szoku. Nikt, nawet my, nie rozumie, co tak naprawdę się stało - stwierdził z kolei dyrektor teatru Gabriele De Luca .

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: