"Ochrona sklepu włączyła bramkę - zrobili ze mnie złodzieja!" To nie jedyny taki przypadek [UKRYTA KAMERA]

Zobacz na nagraniu, jak ochrona sklepów specjalnie uruchamia bramki - z góry typuje klientów na złodziei.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasZaczyna się niewinnie. Jak pod koniec listopada w przypadku pana Jarosława, klienta sklepu Reserved w centrum Warszawa Wileńska: wchodzisz do sklepu, rozglądasz się, ale nie znajdujesz niczego ciekawego. I wychodzisz. Gdy jesteś na progu, bramki antykradzieżowe zaczynają piszczeć. Ochrona zazwyczaj prosi, by pokazać jej zawartość toreb czy plecaków. Bywa też, że prosi o zdjęcie kurtki.

Pierwsza myśl klienta? Bramki się uaktywniły, bo mamy przy sobie kupiony w innym sklepie towar, z którego nie zdjęto zabezpieczeń.

Klienci poddają się kontroli, choć ochroniarze doskonale wiedzą, że interwencja jest nieuzasadniona. Pilot uaktywniający bramki antykradzieżowe noszą w kieszeniach albo trzymają w ręce. Używają go, gdy któryś z klientów wyda im się podejrzany.

Jarosław od razu zauważył, że gdy kilka razy przechodził przez piszczącą bramkę, pracownikowi ochrony dziwnie drgała ręka. Poproszony o pokazanie, co w niej ukrywa, ochroniarz odmówił. - To on włączał bramkę. Zrobił ze mnie złodzieja - opowiada oburzony klient.

Kliencie, patrz na ręce!

Po historii Jarosława postanowiliśmy sprawdzić, jak zachowuje się ochrona. Z ukrytą kamerą przez jeden dzień obserwowaliśmy kilka sklepów w galerii Warszawa Wileńska. Okazało się, że manipulowanie bramkami jest tam naprawę częste, w dwóch sklepach - wręcz notoryczne.

Typowa sytuacja: pracownik ochrony spaceruje, trzymając ręce skrzyżowane na piersiach - bramki milczą. Co jakiś czas opuszcza jednak ręce i dotyka kieszeni spodni. Wtedy bramki zaczynają piszczeć. Najczęściej dzieje się tak, gdy akurat przechodzi przez nie osoba z plecakiem lub torbą.

Na nagraniach widać także reakcje klientów. W pewnym momencie para młodych ludzi nabiera podejrzeń i tuż po kontroli jeszcze raz przechodzi przez bramki. O dziwo, przy drugim podejściu bramki milczą. Dlaczego? Bo ochroniarz już odszedł i przestał interesować się tą parą klientów.

Ochrona: Tak nam każą

Spytaliśmy o to ochroniarzy. Trzech nie kryło, że faktycznie używają sprzętu do aktywowania bramek. Dwóch z nich to pracownicy firmy Hunters. - Robimy tak, bo każą nam przełożeni - mówi nam jeden z nich.

Potwierdza to kierowniczka butiku w Galerii Wileńskiej - tłumaczy, że to prewencja, bo w sklepie dochodzi do częstych kradzieży. - Proszę, odejdziemy na bok, nie róbmy przedstawienia - dodała podczas naszej rozmowy, bo przysłuchiwali się jej klienci sklepu. Nie kryli oburzenia. - Proszę zamontować dodatkowy monitoring, ale nie praktykujcie takich rzeczy.

LPP: To wewnętrzne procedury

Jednym ze sklepów, w którym ręcznie uruchamiano bramki jest House należący do pomorskiego giganta odzieżowego LPP, właściciela innych popularnych marek - Reserved, Cropp i Mohito. To właśnie w salonie Reserved ochrona próbowała "złowić" Jarosława.

Czy LPP wie o manipulacjach bramkami w swoich sklepach i je akceptuje? Spytaliśmy o to biuro prasowe pomorskiej spółki. - Istnieje możliwość zewnętrznego uruchomienia systemu w przypadku uzasadnionej obawy o bezpieczeństwo klientów lub ich mienia oraz mienia sklepowego. Regulują to wewnętrzne procedury - odpowiedziała nam rzeczniczka LPP Marta Chlewicka. Jak zapewniła, "wszelkie przypadki działania odbiegającego od wewnętrznych norm są dokładnie analizowane".

Jak sprawę wyjaśnia agencja ochroniarska? Jak nam tłumaczono, jej ochroniarze są szkoleni według procedur obowiązujących u danego klienta. - Każdy przypadek, który naruszałby przyjęte przez nas standardy, rozpatrujemy indywidualnie - wyjaśnia Jacek Grochowski, pełnomocnik zarządu Hunters.

Innego jednak zdania jest Federacja Konsumentów. Michał Herde, prezes jej warszawskiego oddziału mówi krótko: - To naganne i oznacza łamanie prawa. Zatrzymując klienta bez powodu, narusza się jego dobra osobiste. Jeżeli wynika to z odgórnego nakazu kierownictwa firmy ochroniarskiej, kwalifikuje się do zgłoszenia organowi koncesyjnemu. Czyli Ministerstwu Spraw Wewnętrznych.

Jarosław: To moja ostatnia wizyta u was

Po incydencie w warszawskiej galerii Jarosław napisał list do właściciela sklepu Reserved, czyli właśnie do firmy LPP. - Odwiedziłem dziś Państwa sklep marki Reserved w warszawskiej Galerii Wileńskiej. I była to moja ostatnia wizyta w tym miejscu - zaczął swoją wiadomość, po czym opisał, jak stał się ofiarą ochroniarza.

Od LPP otrzymał krótką odpowiedź, że mail został przekazany do odpowiedniego działu. Od agencji Hunters przeprosiny - z zaznaczeniem, że praca agencji polega m.in. na "weryfikowaniu wzbudzenia systemu kradzieżowego".

Chociaż to ochrona ten system wzbudza.

Co może ochroniarz? Znaj swoje prawa!

Sprawdziliśmy, jak przepisy regulują uprawnienia sklepowych ochroniarzy:

- Ochrona sklepu może nas POPROSIĆ o okazanie toreb czy zawartości kieszeni, ale nie musimy się na to godzić. Tylko policja ma prawo nas przeszukać.

- Ochroniarz może nas poprosić o okazanie dokumentu, ale na to też nie musimy się zgodzić.

- Ochroniarz może zatrzymać klienta podejrzanego o kradzież, ale dopiero w momencie, gdy przekroczy tzw. bramki. Musi mieć jasne uzasadnienie np. nagranie monitoringu.

- Nie wolno wyrywać się ochronie ani szarpać z nią. Jeżeli do tego dojdzie pracownik ma prawo dokonać tzw. obywatelskiego zatrzymania do przyjazdu policji. Może użyć siły, ale nie w przypadku dziecka młodszego niż 13 lat, kobiety w ciąży, osoby starszej, a także niepełnosprawnego.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: