Jeden post na Facebooku rozpoczął rewolucję. Dziś prezydent i premier siedzą w więzieniu

To, co jest najważniejsze w tej historii, można opisać jednym zdaniem: małe wydarzenie na Facebooku, założone przez zwykłych ludzi, sprawiło, że skorumpowani urzędnicy, w tym prezydent i wiceprezydent Gwatemali, siedzą dziś w więzieniu za łapówki, a pogrążony w marazmie kraj budzi się.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas Najpierw była nudna nazwa. Mniej więcej taka: "Pokojowy protest z prośbą o rezygnację Pani Wiceprezydent Roxany Baldetti". Potem nazwę zmieniono na #RenunciaYA ("Zrezygnuj Natychmiast" ). A równocześnie w mieszkańcach Gwatemali, dojrzewał gniew.

Gniew

Na afery z wysokimi rangą urzędnikami w roli głównej, którzy żądali łapówek. Na bezczelne kłamstwa żyjącej w luksusie wiceprezydent Roxany Balderi, do której prowadziły tropy śledztwa i najwyraźniej miało się jej upiec. Na prezydenta Otto Péreza Molinę, który był podejrzany o zbrodnie wojenne, wydawanie rozkazów torturowania jeńców indiańskich w wojnie domowej.

Wściekła była 53-letnia Lucia, wymieniana przez media jako założycielka wydarzenia wzywającego do rezygnacji pani wiceprezydent.

Wściekły był 33-letni Gabriel Wer, który zmienił nazwę wydarzenia właśnie na #RenunciaYA i miał się okazać zdolnym organizatorem.

Fala

Zdolnym, bo w ciągu 24 godzin wydarzenie na Facebooku, które w zamiarach kilkorga organizatorów miało przyciągnąć kilkadziesiąt osób, nagle zrobiło się popularne. B a r d z o popularne. W ciągu kilku godzin zapisało się 500 uczestników. Po południu było ich już 3 tysiące. 48 godzin później - 20 tysięcy. I więcej, więcej, więcej.

Organizatorzy protestu spotkali się i ustalili: protest ma być pokojowy, bez liderów, bez sceny, żeby nie zdominowała go żadna grupa polityczna, i ma skończyć się hymnem narodowym. I się udało.

Zmiana

Bo demonstracja, o której mowa, była w maju. Potem były kolejne. Potem jedno spotkanie przerodziło się w ruch społeczny. Teraz, w grudniu, czyli siedem miesięcy później, Gwatemala jest już innym państwem. Trzy miesiące po pierwszym proteście wiceprezydent Baldetti ustąpiła ze stanowiska i została aresztowana. Oskarżono ją o branie milionów dolarów łapówek od przedsiębiorstw za ustalanie korzystnych stawek podatkowych. Miesiąc później, we wrześniu, ze stanowiska zrezygnował prezydent Molina. Tego samego dnia trafił za kratki, gdzie siedzi do tej pory - za oszustwa, spiskowanie i łapówki. Niedługo władzę w kraju przejmie zwycięska w wyborach opozycja.

A wszystko zaczęło się od jednego wydarzenia w sieci społecznościowej - pisze "Independent". Tyle, że w Gwatemali, w przeciwieństwie do wielu innych krajów, ludzie, którzy się na nie zapisali, rzeczywiście potem na nie przyszli.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: