Sikh: "Przed klubem w Krakowie zostałem nazwany terrorystą i uderzony tak, że spadł mi turban". Klub odpowiada

"Moja religia i tożsamość legły w błotnistej mazi na ziemi" - tak wstrząśnięty Brytyjczyk Navjot Sawhney opisuje to, co stało się pod krakowskim klubem Shakers. Klub zapewnia, że mężczyzna nie został wpuszczony tylko ze względu na przepełnienie lokalu.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas"Ochroniarz klubu 'Shakers' w Krakowie uderzył mnie w twarz, ponieważ noszę turban" - tak zaczął swój emocjonalny wpis na Facebooku Navjot Sawhney. Urodzony w Wielkiej Brytanii wyznawca sikhizmu opisuje, jak ochroniarz klubu miał go obrazić , opluć, nazwać terrorystą, a następnie uderzyć tak mocno, że sikhowi spadł z głowy turban.

Dla Sikha turban to świętość. Znane są problemy wyznawców tej religii na lotniskach, gdzie odmawiają zdejmowania turbanu do kontroli. I wiele krajów wyraża na to zgodę, ponieważ zgodnie z nakazami swojej religii sikh ma obowiązek nosić ten efektowny zwój na głowie. Trudno o większą obrazę, nietakt i niegrzeczność wobec wyznawców tej religii, jak doprowadzenie do tego, że ów strój ląduje w błocie na ziemi.

Navjot Sawhney wezwał policję. Opisał funkcjonariuszom, co się stało. Świadek zdarzenia, kolega sikha, Steve, potwierdzał jego wersję. A potem sikh usłyszał coś, co go zaszokowało.

"Policjanci powiedzieli, że nie to nie Wielka Brytania"

Według relacji Sawhneya, policjanci sporządzili notatkę ze zdarzenia, po czy mieli powiedzie, że "w Polsce nie powinien spodziewać się takiego samego traktowania jak w Wielkiej Brytanii" i że "biali i ciemnoskórzy ludzie są różni".

"Powiedzieli, że jeśli chcę dalej opowiedzieć o zdarzeniu, to mam wciąć do radiowozu. Jednak ponieważ dopiero co usłyszałem, że 'ciemnoskóry nie powinien spodziewać się równego taktowania', zdecydowałem się odmówić", czytamy we wpisie.

"Według dowódcy interweniujący policjanci są niezwykle kulturalni i wręcz niemożliwe jest, aby używali słów czy gestów, które mogłyby sugerować stronniczość", napisał w odpowiedzi na naszego maila z pytaniami Mariusz Ciarka, rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Krakowie.

Rzecznik zaznaczył, że nie udało się dziś skontaktować z funkcjonariuszami, dlatego dopiero jutro można spodziewać się ich wersji wydarzeń. Z notatek służbowych wynika, że policjanci przyjechali na miejsce zgłoszenia, zgłaszający został poinformowany o możliwościach prawnych, ale nie zdecydował się na nie.

Menadżer klubu: Nie chodziło o kolor skóry. Po prostu klub był pełny

W bardzo kwiecistym, emocjonalnym stylu Sawhney opisuje, jak tego samego dnia odwiedził były niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny w Auschwitz-Birkenau. Pisze, że był niezwykle przejęty i do głębi poruszony tym, co tam zobaczył i czego się tam dowiedział, dlatego wieczorem przed klubem przeżył tym większy szok. A co na to sam klub?

"Odmawiając wpuszczenia do klubu selekcjoner nie miał na uwadze ani pochodzenia Pana Navjot Sawhney, ani jego koloru skóry", czytamy w odpowiedzi na naszego maila. Menadżer klubu Mariusz Mordyński zapewnia, że przyczyną odmowy było po prostu to, że klub był pełny, "o czym Pan Sawhney został poinformowany".

"Każdą osobę traktujemy na równych i takich samych zasadach, stąd także Panu Sawhney został odmówiony wstęp do klubu, jak wielu innym osobom tej nocy, których znakomitą większość stanowili Polacy", czytamy w mailu.

Menadżer klubu zapewnia też, że na imprezach bywają tam obcokrajowcy i osoby różnych wyznań, czego dowodem są zdjęcia z imprez dostępne m.in. na profilu Shakers na Facebooku. "Stanowczo potępiamy wszelkie zachowania rasistowskie", stwierdza Mordyński.

Jak wyglądała sytuacja zdaniem klubu? Sawhney miał "emocjonalnie zareagować" na brak możliwości wejścia do klubu. "Doszło do być może niepotrzebnej wymiany zdań między ochroną klubu, przy czym w żadnym momencie nie został on obrażony, opluty czy tym bardziej pobity", czytamy.

Jednocześnie menadżer klubu oświadczył, że pełnili tej nocy dyżur ochroniarze zostali zawieszeni do czasu wyjaśnienia sprawy i jeśli policja potwierdzi wersję Brytyjczyka, zostaną wobec nich wyciągnięte konsekwencje.

"Nie przesądzając prawdziwości którejkolwiek z przedstawianych nam wersji, pragniemy przeprosić Pana Sawhney, jeżeli w jakikolwiek sposób poczuł się urażony", pisze menadżer klubu.

"Polacy mówili mi: < Ci idioci nie reprezentują naszego miasta i kraju>"

Sawhney podkreślił, że wielu świadków zdarzenia zainteresowało się jego losem, udzieliło mu otuchy, a nawet zdecydowało się nie wejść do klubu. "Mówili mi: 'Ci idioci nie reprezentują naszego miasta, nie mówią w imieniu naszego państwa" - pisze. Podkreśla, że Polacy zapewniali, że są dobrymi i uczciwymi ludźmi, i prosili, by nie opuszczał naszego kraju myśląc o nas źle.

I chyba się im udało, bo mężczyzna stwierdza na koniec, że rasiści krzyczą głośno, ale to głos mniejszości. "Dziękuję wszystkim, którzy mi pomogli - podtrzymali moją wiarę w ludzkość, gdy została zakwestionowana. Nasza solidarność ich złamie" - napisał.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: