Radykalny zwrot w polityce imigracyjnej. Powód? Niemcy nie mogą się doliczyć uchodźców

Berlin nie zna liczby uchodźców, którzy znajdują się w niemieckich ośrodkach recepcyjnych i czekają na decyzje ws. udzielenia im pozwolenia na pobyt. Jak się okazało, rząd Angeli Merkel nie potrafił udzielić odpowiedzi na te pytania.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasO liczbę uchodźców na terenie Niemiec pytała posłanka klubu Zielonych. W rozmowie z "Süddeutsche Zeitung" Renata Künast zgadza się, że trudno jest znać aktualną liczbę wszystkich uchodźców w Niemczech. Ale jej zdumienie budzi brak wiedzy rządu o liczbie uchodźców w ośrodkach recepcyjnych.

- To żenujące - powiedziała Künast i podkreśliła, że nie dziwi się temu, bo zawodzi w nawet funkcjonowanie rejestracji uchodźców. Co więcej, niemieckie MSW przyznało też, że nie wie także dokładnie, ile osób zostało rozdzielonych po miastach i gminach.

Radykalny zwrot w niemieckiej polityce imigracyjnej

O zwrocie w niemieckiej polityce migracyjnej pisze też dziennikarz " Deutsche Welle" Christoph Hasselbach. "Cios następuje teraz za ciosem. Już drugi raz w ciągu zaledwie kilku dni szef MSW popycha sprawy do przodu i sygnalizuje: czasy bezgranicznego przygarniania przez Niemcy uchodźców minęły - także dla Syryjczyków" - pisze.

Hasselbach przypomina, że w Niemczech znów stosowane będą zasady Konwencji Dublińskiej. To znaczy, że osoby uciekające z Syrii do Europy będą musiały złożyć wniosek o azyl w pierwszym kraju UE, na którego terenie postawią nogę. Jeżeli mimo to dotrą do Niemiec, niemieckie urzędy mogą odesłać je z powrotem do kraju pierwszego pobytu.

Te obowiązujące wcześniej ustalenia "ze względów humanitarnych" i dla oszczędzenia czasu Federalnemu Urzędowi ds. Migracji i Uchodźców pod koniec sierpnia zawiesiła kanclerz Angela Merkel. Od tego czasu do Niemiec przybyły do Niemiec setki tysięcy ludzi - wśród nich także tacy, którzy podali się tylko za Syryjczyków w przekonaniu, że praktycznie gwarantuje to uznanie ich wniosków o azyl.

Oczekiwana krytyka

Na szefa MSW "sypią się teraz gromy: jego decyzja jest nieludzka, niewykonalna, nie została uzgodniona" - pisze Hasselbach. I tłumaczy, że najcięższy zarzut ws. przywrócenia systemu dublińskiego dotyczy tego, iż nie dublińskiego nie pociągnie za sobą praktycznie żadnych konsekwencji.

"Niemcy przed deportacją każdego, komu odmówiły azylu, muszą wiedzieć, z jakiego kraju UE przybył. Uchodźcy tego nie powiedzą. Także leżące na ich drodze kraje wolą, żeby tylko przez nie przejechali" - tłumaczy.

"Mimo wszystko ten zwrot w polityce imigracyjnej jest słuszny i nie nastąpił ani o dzień za wcześnie. Przede wszystkim chodzi bowiem o przesłanie skierowane do własnego społeczeństwa, do uchodźców i partnerów unijnych. Niemcy nie są w stanie przyjmować nieograniczonej liczby uchodźców. Gest Merkel od początku był błędem. Teraz inni próbują zagnać dżina z powrotem do butelki" - dodaje dziennikarz.

Pod naszymi tekstami o uchodźcach pojawiała się zatrważająca liczba komentarzy, które nawoływały do przestępstw, zawierały treści rasistowskie i ksenofobiczne. Nie chcemy ich pokazywać. Nie godzimy się na naruszanie godności innych ludzi na naszym forum. Dlatego zdecydowaliśmy, że wyłączymy możliwość komentowania pod naszymi tekstami o uchodźcach. Będziemy też zgłaszać do prokuratury przypadki nawoływania do nienawiści na tle rasowym i religijnym.

Zobacz też: "Wyznania przemytników ludzi". Wstrząsająca książka kryminologa i reportera, którzy przemierzyli główne szlaki nielegalnej imigracji >>

embed
embed
Więcej o: